Karnawał. Część 2.

14 KOMENTARZE

  1. Tak Panie Marianie, mnie się też serce kroi – to naprawdę boli …

    Może dlatego wyjątkowo raz napiszę tzw. polszczyzną te kila wyrazów.

    Smutne jest gdy się widzi co sie dzieje dzisiaj z pamiątkami kultury i historii Gliwic.

    Przynajmniej Pan pięknie opiekuje się pamięcią o naszej przeszłości.
    To spowodu takich postaw warto pomimo wszystko napisać te kilka słów.

    Wspomniany w filmie był tzw. „Związek Strzelecki“.
    Związek ten to do dzisiaj aktywna organizacja w chyba każdym niemieckim mieście. Ale i w dzisiejszych granicach Polski są miasta w których ta tradycja się zachowała na pamiątkę dawnych czasów, Przykładem niech będzie tzw. „Bractwo Kurkowe“ w Krakowie. Mało kto wie i pamięta, że to ta sama pamiątka z pochodzenia, i że ten „kur“ do dzisiaj w takiej czy inne postaci ptaka dalej jest spotykanym symbolem na niemieckich tarczach „Bractw Strzeleckich“. W dawnych Gliwicach tak jak w wileu miastach budowano nie tylko mury i wieże obronne, ale i do obrony miast zobowiązywane były miejskie cechy, które to w tym sensie regularnie ćwiczyły swe strzeleckie umiejętności. Był to nie tylko obowiązek dbać o swe miasto, to był i szczególny honor i przywilej.
    Jakoś dzisiaj tego coraz to częściej chyba brakuje w postawach obywatelskibch mieszczan, nie tylko w Gliwicach zresztą …
    Dawniej to Gliwiczanie sami obronili miasto przed nawałnicą żołdakow Mansfelda, i to do dzisiaj jest znany fakt z naszej historii. Na pamiątkę tego zdarzenia i przy wierze i modlitwie do świętej Panienki, gliwiczanie ślubowali jej wiarę i pielgrzymki i w przyszłych pokoleniach. Napewno znana jest legenda z tym związana i dzisiaj niejednemu obywatelowi Gliwic. Chociaż wątpliwym jest czy wandle, którzy niszczą takie pomniki jak ten wspomniany (i widoczny już jako ruina) na filme przez Pana Mariana, znają tę tak starą piekną gliwicką historię. Gdyby ją znali na pewno by nie niszczyli pamiątek naszej przeszłości. Może znajdzie się też ktoś w zarządzie miasta Gliwice i odpowiednio zadba jakoś o te stare zabytki i pamiątki. I niech nie będzie ważnym czy autor pomnika był z pochodzenia Ślązakiem, Czechem, Żydem, Polakiem czy też akurat Niemcem. To wszystko jest naszą wspólnłą historią Europy przecież. To w naszych Glywicach – Hlivicach – Gleiwitz – Gliwicach na murach miejskich stały kobiety i lały gorącą jaglaną kaszę na głowy wrogow naszego miasta, i to tu w naszym mieście powstał pierwszy na stałym kontynencie europejskim wielki hutniczy piec opalany koksem, to tu nasse gliwickie „Bractwo Strzeleckie“ było gospodarzem wspólnych „ Zawodów Górnośląskich Bractw Strzeleckich“. To nasze miasto tak pięknie bawiło sie na tych nie tylko, karnawałowych zabawach, jak te opowiadań Pana Mariana. Może znowu, tak jak dawniej, pod naszymi dwoma najbardziej znanymi gliwickimi kościołami, w okresie niedzieli Zielonych Świąt, wymaszerują elegancko udekorowani strzelcy miejscy we wspólnym pochodzie niosiąc sztandar na którym widać legendę obrony Gliwic. Dalaczego nie kontynłować tak pieknych obyczajów ?

    A tak kiedyś wspominaną tutaj legendę z niemieckiego języka na język polski przetłumaczył w nieco skróconej formie ksiądz Antoni Stabik _wcześniejszy uczeń jednej z gliwickich szkół (gliwickie gimnazjum):

    „GLIWICZANKI

    napisał
Ś. p. Ksiądz Antoni Stabik, Proboszcz Michałkowski.

    Wiecie dobrze, gdzie Gliwice
    Co dzielnością się wsławiły,
    Gdy mężatki i dziewice
    Wroga z miasta wypędziły,
    Nie tylko Winnogorzanki*)
    Słyną też i Gliwiczanki.

    Krwawa wojna się toczyła,
    Która lat trzydzieści trwała,
    W tej to chytrość zwyciężyła,
    I Gliwice ratowała:
    Chytrość kobieca i sztuka,
    Co nawet biesa oszuka.

    Warto pisać o tym czynie,
    By wiedzieli potomkowie,
    Iże miasta ocalenie
    Zawdzięczają babskiej głowie;
    Bo tylko baby, dziewice
    Obroniły cne Gliwice.

    Wojsko Szwedów niezwalczonych,
    Szląskie ziemie pustoszyło,
    Nawet zuchów uzbrojonych
    Swą dzielnością rozproszyło;
    Jedne tylko Gliwiczanki
    Śmiało patrzą na te panki.

    Już to miasto jak szarańcze,
    Szwedów zgraja otoczyła,
    Już na mury i na szańce
    Kilka razy wypaliła:
    ,,Złóżcie broń”, wołają wspólnie,
    „Poddajcie się dobrowolnie!”

    „Bo jak się do szturmu damy
    „To się spodziewajcie złego —
    „Do szczętu powycinamy,
    „Co tylko w mieście żywego:
    „Wszystko bladym padnie trupem
    „A my podzielim się łupem”.

    Co tu czynie? garstka zbrojna,
    Nie potrafi zwalczyć wroga.
    Mężów liczba już niehojna
    Miastu grozi wielka trwoga;
    Aż tu dziewice i żony
    Zbierają się do obrony.

    Lecz niestety! do strzelania,
    Kul i prochu już niestaje,
    Aż tu jedna bez wahania
    Taką mądrą radę daje:
    „Gdy już strzelać nie możemy,
    „Jagłami ich poparzemy!“

    Zaraz hoże Gliwiczanki,
    Znoszą jagły, ile mają;
    Sują w kotły, garnce, dzbanki
    I do ognia przystawiają,
    Aż z kominów miasta wszędy
    Kłębem biją gęste swędy.

    Szwedy mają to mniemanie,
    Iż się mieszczki popisują,
    I gościom na przywitanie
    Smaczny obiadek gotują;
    Bo już też czas co ciepłego
    Zjeść i wypić co dobrego.

    Już to stoją pod murami
    Po drabinach się spinają,
    Tusząc sobie iż panami
    Będą miasta, już wołają….
    Aż tu oto niespodziany
    Na łby leci war jaglany.

    Zewsząd tną te wrzące grady,
    Mocniej jako ołów parzą;
    Oi nie wiedzą sobie rady,
    Dalej walczyć się nie ważą;
    I wstecz się te walne wrogi
    Wnet cofnęły — hejda w nogi!

    Tak niewiasty się wsławiły
    Niby dawne Amazonki,
    Żony mężów ocaliły
    Panny poszły na małżonki
    A Gliwice niespodziany
    Wyratował war jaglany.

    *) Winnogóra (Weinsberg) miasteczko wyrtymberskie. 0 mieszczkach tegoż miasteczka istnieje następująca powieść: Gdy Cesarz Konrad III w roku 1140 oblegał miasto, pozwolił niewiastom wydalić się z niego i zabrać z sobą, coby posiadały najdroższego: aż tu otwiera se brama, a. każda niesie na barkach męża swego! To tak wzruszyło cesarza, iż wszystkim mężom darował życie i miastu przebaczył. „

  2. Brawo !! Kolejny DOSKONAŁY odcinek Historii Gliwic a raczej Gleiwitz bo to jednak dwa rózne miasta … Panie Marianie ten program zmienia sposób prezentacji miasta nie w sposób „gablotkowy ” a w oparciu spacer po nim wskazując miejsca o których istnieniu 95 procent mieszkańców nie zdaje sobie sprawy można to nazwać swoistą archeologią która pozwala na wskazanie że historia Gliwic ma główne okresy do 1945 r i po 1945 r co więcej można dojść do smutnego wniosku że ten lepszy to ten wcześniejszy . Mam nadzieję że nie zrezygnuje Pan ze swojej pracy i będzie ją Pan kontynuował .

    • Ja, tamte czasy i te potym …

      Te dwa okresy jednak czynsto w konkretnych przipadkach sie przeplatajom, uonczom i dopeuniajom … .

      Sam jedyn konsek naszyj geszichty , kery je tego (przinajmiyj do mnie), zywym przikuadym – w nawionzaniu do filmu:

      Elfriede ( inaczyj Friedl, Friedel) Breitenbach urodzioua sie 14 augusta (sierpnia) 1898 roku we s’lonskyj familii we Glywicach. Boua najstarszom cerom znanego przedsiymbiorcy budowlanego i architekta, kerymu bouo Robert Josefek. To bou S’lonzok dwojynzyczny (sprechou i godou, poradziou tysz trocha po polsku mowic’). We monachijskyj uczelni uczoua sie sztuki i rzymiosua artystycznego. Tam poznaua tysz odniyj mynza Hansa Breitenbach’a (richtik mianowo sie ale Johannes-Jean-Nikolaus Breitenbach), kery ze strony matki pochodziou z francuskyj hugenockyj familii zasymilowanyj w Niymcach, i bou katolikym. Skuli mocki(duzyj ilos’ci) zlecyn’ we Oberschlesien(Gornym S’lonsku) przekludziyli sie juz jako familia do Glywic. Sam tzw „wyzwoliciele“ zaszczelyli odniyj mynza, a ona trefioua ze cerom do powojynnego obozu koncyntracyjnego we Os’wiyncimiu. Jako ze odniyj fater(ojciec) poradziou sie dogodac’ po polsku to udauo mu sie jom ze tego obozu wydostac’. Tyn pobyt we obozie opisaua odniyj cera we autobiograficznyj knidze „Muntjak“. Potym jako wypyndzono miyszkaua we Heilbronn. Jako artystka znano boua juz i we Glywicach, np ze gornos’lonskich aplikacji i wyszywania. Boua tysz aktywno jako artystka we Glywicach przi gruntownym rymontowaniu w zakresie wyposazynia wewnyntrzenego kos’cioua Wszyskich S’wiyntych, odniego zakrystii i empory organow ( miyndzy inkszymi napis lauretan’skyj litanii). Boua tysz nauczycielkom pomocniczom sztuki i rzymiosua we glywickyj szkole „Richthofenschule“ a po wypyndzyniu przinalezaua we Heilbronn do tamtejszego „Zwionzku Artystow“ (Künstlerbund Heilbronn). Do dzisiej muzem we Heilbronn je w posiadaniu odniyj dzieu sztuki artystycznyj np znane dzieuo pt. „Eine seltsame Blume“ („dziwny kwiat“), a sala s’lubno ratusza we Heilbronn wyposazono zostaua we piykny s’lubny kobierec jyj roboty. Miasto Heilbronn uhonorowauo jom pos’wiynconom jyj i jyj sztuce-rzemios’le wystawom.

  3. Analizowałem dokładnie tę legendę chcąc się doszukać ziarenka prawdy – ale niestety to tylko bajka.
    Raz Mansfeld dobierał się do Gliwic latem i wtedy możliwe że broniono murów w każdy możliwy sposób, także gorącą zupą. Ale – miasto musiałoby mieć ogromne ilości tej kaszy, tak jak i drewna do ognisk oraz garnków do gotowania. Poza tym nie bardzo udało mi się dojść prawdy gdzie w tym czasie byli mężczyźni .
    Drugi raz najemne niedobitki Mansfeldowe wracając do siebie po rozwiązaniu ich armii przeszły koło Gliwic w lutym – tu było im łatwiej bo fosa zamarzła więc znów chcieli wejść na mury po drabinach. Ale – ta sama historia co przedtem. Na przednówku niewiasty nie mogły warzyć zupy jaglanej bo po prostu tego jedzenia na pewno brakowało. Chociaż dawne Gliwice wokół otaczały pola uprawne, to nie należy tego utożsamiać z PGR-em , stodołami itd. To nie ten świat. Poza tym żołnierze nie byli w klapkach i melonikach które im pospadały z drabin tylko mieli dość szczelny ubiór wojenny po którym ta hipotetyczna zupa spłynęła.
    Jeszcze ktoś inny sugerował mi że gotowano wodę a nie krupy by wlewać do zlodowaciałej fosy by ta na powrót stała się płynna. Układ obronny Gliwic nie pozwalał na to bo mury były dość daleko od fosy a nie tuż nad nią. Dalej – między fosą a 9 metrowym murem była szczelna palisada z zaostrzonych pni drzew. Poza tym szybkie obliczenia fizyczne na temat ilości potrzebnej wrzącej wody do roztopienia tysięcy kubików lodu w fosie wykluczają i tę sugestię.
    To tylko legenda dla dzieci. Musiała być inna przyczyna tak skutecznej obrony miasta, tylko jaka?
    =M=================

    • Witom juzas’ przi szlustydniu!

      No ja, ta legynda je piykno, i bez niyj niy poradza se juz Glywic ani forsztelowac’ (wyobrazic’) – to ale je w tym coukim tym pozytywnym chyba …

      Abo?

      Co do Mansfelda i odniego wojokow, to te wojoki byli faktycznie chyba dwa razy pod Glywicami.

      Moja pasja to glywicke i s’lonske legyndy, a do tych Pan, Panie Marianie sie juz za zycia prziczynio.

      I to je pozytywne i piykne, BRAVO!

      z wyrazami sympati i szacunku

      Irek Czaja

      ps

      ziarynek prowdy , wedug mie je tam Wwiea i atze za wiela aze … – jeszczeniy roz ku tymu sam przidymy;)

      Tyn s’wiat je faktycznie inkszy i piynkniejszy …

      • Witom juzas’ przi szlustydniu!

        No ja, ta legynda je piykno, i bez niyj niy poradza se juz Glywic ani forsztelowac’ (wyobrazic’) – to ale je w tym coukim tym pozytywnym chyba …

        Abo?

        Co do Mansfelda i odniego wojokow, to te wojoki byli faktycznie chyba dwa razy pod Glywicami.

        Moja pasja to glywicke i s’lonske legyndy, a do tych Pan, Panie Marianie sie juz za zycia prziczynio.

        I to je pozytywne i piykne, BRAVO!

        z wyrazami sympati i szacunku

        Irek Czaja

        ps

        ziarynek prowdy , wedug mie je tam wiela i aze za wiela aze … – jeszcze niy roz ku tymu sam przidymy;)

        Tyn s’wiat je faktycznie inkszy i piynkniejszy …

        • „Um der Väter Erbe“ – znaczy tela co „ o spus’cizna naszych ojcow“

          Je tysz piykne literacke przedstawiynie tyj obrony Glywic, kere zawiyro troszka wszkryfnintych w tekst powies’ci historycznych faktow. Hermann Ehren zdobou sie na to w piyrszyj pouowie XX wieku. I jako ze niyma tyj powies’ci wydanyj po polsku, to kedys’ wybrane przezymnie fragmynty z mojego egzymplarza tyj knigi, jedyn znajomy przetuplikowou (przetłumaczył) na polsko mowa tak:

          Artyleria wstrzymala juz ogien. Pierwsza nieprzyjacielska fala
          osiagnela fose. Przypuszczenie dowódcy miasta dotyczace planów
          atakuwroga, potwierdzilo sie. Jesli przy tej liczbie przeciwników
          przedsiewzieto atakzewszystkich stron, wkrótce bylo jasne, ze chodzi tylko
          o fortel. Bez uwaznego, mlodego komendanta, fortel ten z pewnoscia tez by
          sie udal. Pierwsze szeregi atakujacych przekroczyly wal i doszly do fosy.
          Do wody lecialy juz masowo wiazki slomy i chrustu, a komendant ciagle
          jeszcze nie dawal rozkazu strzelania.

          Zolnierze Mansfelda spogladali ze zdziwieniem w góre na mury. Ta cisza
          budzila niepokój. Odbiegala od tego, do czego sie przyzwyczaili. Wszedzie,
          gdzie atakowali, czy to w Czechach, Italii czy Niemczech, na murach stali
          obroncy, którzy strzelali i krzyczeli ile sie dalo. Tutaj jednak zadnego
          obroncy nie bylo widac. Nie padl ani jeden strzal. Ich zdziwienie mialo byc
          jednak tylko krótkotrwale. Ten przerazliwy spokój ciazacy na murach przerwal
          nagle ostry ton komendanta. Ledwo co przebrzmial, na atakujacych spadly
          ogien i smierc z ponad pieciuset muszkietow i hakownic. Skutek zmasowanego
          ognia, przy tej malej odleglosci i liczbie przeciwników, byl straszliwy.
          Prawie cala pierwsza linia atakujacych zostala wybita. Umierajac, dziesiatki
          spadaly do fosy wraz z ich wiazkami z lak, spelniajac jeszcze przez smierc
          swoje zadanie.
          
Glosnymi okrzykami radosci przyjeli Gliwiczanie ten pierwszy wynik ich obrony. 
Ale radosc ta trwala tylko krótko. Zanim zdazyli ponownie zaladowac i 
wystrzelic ze swoich muszkietow i hakownic, masowo nacierajacy napastnicy 
zasypali, jesli nawet tylko prowizorycznie, fose w dwóch miejscach. Wystarczylo 
to, aby w mgnieniu oka umozliwic setkom wrogów przejscie przez rów. Wlasnie 
w takich walkach wyszkoleni zolnierze, szybko usuneli toporami i taranami
palisady zamykajace dostep do murów i oparli o mury drabiny bojowe. Teraz
wspinali sie juz zuchwale na drabinach do góry z mieczem lub halabarda w 
reku. Obroncy strzelali wprawdzie bez ustanku na linie przedostajacych sie 
przez rów wrogów, ale choc wielu krwawiac topilo sie, liczba nacierajacych
rosla z minuty na minute.Teraz na miedzymurzu staly ich juz setki. Jak tylko przystawiano drabine, obroncy próbowali ja przewrócic. I z pewnoscia nie udaloby sie zadnemu wrogowi na nia wspiac, gdyby nie chodzilo tu o tak bojowy i walkach wypróbowany lud Mansfelda. Przy kazdej drabinie stalo trzech zolnierzy. Kiedy jeden szykowal sie do wejscia na nia, pozostali dwaj ustawiali sie obok z muszkietami gotowymi do strzalu. Ich kule powalaly na ziemie kazdego, który próbowal drabine przewrócic. Jako pierwszego kule
          dopadly czeladnika Schymure od kowala Wisora. Nie nosil zadnej strzelby.
          Jako jedyna bron jego ciezkie rece trzymaly kowalski mlot. Zaraz na poczatku
          ataku jako jeden z pierwszych wyszedl zza chroniacego go murka i oczekiwal
          na wroga na ganku obronnym. Kiedy pierwsza drabine przystawiono akurat
          obok niego, odrzucil mlot na bok, zeby drabine przewrócic. Juz chwycil ja
          i pociagnal do góry. Zolnierz, który sie po niej wspinal, spadl na dól jak
          worek . Ale w tym samym momencie nasz czeladnik kowalski drabine wypuscil;
          wyprostowal sie w góre i upadl bezglosnie z powrotem na ganek obronny.
          Kowal Wisor, który zaraz doskoczyl, nie mial juz nic innego do zrobienia,
          jak tylko zamknac swemu wiernemu czeladnikowi oczy. W czole jego byla
          okragla, wielka dziura, wybita przez kule wrogiego zolnierza. >>Przeklete
          swinie,<> nie pozostane wam w niczym dluzny<> Czyz zwerbowalem tchórzliwe baby i niewiasty albo zolnierzy ? Panowie,
          prosze osobiscie pokierowac natarciem ! <> Swieta dziewico,
          wspomóz <>Czysta dusza, przez chorobe i cierpienie uszlachetniona, zdobyla niebiosa.
          Walczmy wiec, abysmy stali sie godni tego znaku laski<>bo wielka jest jego
          milosc a jego milosierdzie trwa przez wszystkie pokolenia<>Pewien parobek z klasztoru franciszkanów, po tym jak go wystarczajaco
          wytorturowalem, zdradzil mi wczoraj wieczorem, ze z klasztoru prowadzi
          podziemne przejscie do miasta. Rozsadni Gliwiczanie zasypali wprawdzie
          jego koniec od strony miasta, ale nie pomysleli o tym, ze w jednej chwili
          i niezauwazenie mozemy sie przedostac pod same mury miasta i zrobic w nich
          wylom. Nasi ludzie zostawia tam tylko odpowiedni ladunek wybuchowy, a co
          potem nastapi, mozecie sobie wyobrazic.<>Panie Burmistrzu, to nie ma sensu (ratowac moje zycie). Umieram.
          Ucieklem z drugiej strony, by ostrzec moje rodzinne miasto. Mansfeld odkryl
          tajne przejscie miedzy klasztorem i miastem … pod murami … poloza …
          ladunek wybuchowy … o szóstej bedzie odpalony.<<

          Ale…

          Radosnie zabrzmialy nastepnego ranka dzwony kosciola Wszystkich Swietych
          nad miastem i okolica. Zwyciestwo! Zwyciestwo! oglaszaly tym razem ich
          spizowe usta. Wróg przerwal w poplochu oblezenie. Ukochane miasto rodzinne
          bylo wolne! Ostatni plan nieprzyjaciela, zeby za pomoca prochu wykonac
          wylom w murze, nie udal sie. Teraz wszyscy mieszczanie wiedzieli: to, iz
          plan ten sie nie powiódl, zawdzieczali temu niedocenianemu i pogardzanemu,
          najmlodszemu Strzodzie ! Dla ratowania ziemi rodzinnej, poswiecil swoje zycie.

          Diabelsko chytry byl ten plan Mansfelda. Do jego realizacji chcieli wykorzystac
          podziemne przejscie, które prowadzilo do miasta. Gdyby nie Jerzy Strzoda, bez
          przeszkód mogliby pod murem miejskim dokonac swego smertelnego dziela.
          Przekazal on obroncom miasta precyzyjnie ukartowany plan, tak, ze mogli
          jeszcze zawczasu wkroczyc i zapobiec jego wykonyniu.

          i sam link na miyjwiyncyj z tego samego czasu pochodzonco grafika ta obrona przedstawiajonco – – to je data "ZIP" = Ca se jom rozpakowac'!

          http://schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=lastup&cat=0&pos=0

          • Jak widac’ tekst przi przesyuaniu troszka zostou ponaruszany, za co przepraszom, ale niy ma sam funkcji „podglond” kero by zapobiegsua tymu i niy idzie robic’ korektur swoich tekstow. Abo?

            Moze redakcja cos’ pomoze … (?)

        • Jak zech obiecou tak robia – przichodza nazod do tych przisuowiowych „ziornek prowdy” w legyndzie obrony Glywic.

          Suawno obrona Glywic do keryj odnosi sie ta naszo legynda miaua miejsce niy zimom a we lato 1626, W listopadzie tego samego roku Mansfeld juz niyzou. Wprowdzie odniego wojoki jeszcze roz zawadziyli o Glywice w lutym 1627, ale do tego sie ta legynda niy odnosi. Drugo rzecz to sprawa braku mynzczyzn. Rosuazi sie sam o fakt, ize ino mauy oddziau cesarskich wojokow stacjonowou w czasie obrony Glywic we miescie. Reszta obrony to mieszczanie, i mieszczanki im w tym pomogauy, no i ludzie z okolic. Z tymi krupami (kaszom) to bouo tak – jak wysuanniki Mansfelda byli we mies’cie to ekstra beczki ze krupami itp bouy stowiane do gory nogami i blank na wiyrchu bouo wysypywane kaszom abo czyms’ inkszym – tak robiouo to wrazynie ize to som couke beczki jodua kere kaj ino ( wszyndzie) som we Glywicach nagromadzone i Gliwice som tak narichtowane na blank duge oblynzynie. W tamtych czasach normalnom rzeczom bouo wylywanie roztomaitych paskudnych gorkich miyszanin z murow na oblegajoncych. Take „zupy” (miyszanki roztomaitych paskudnych rzeczy) to czynsto bouy i miyszaniny siarki, smouy, kleikow i pieron wiy czego tam jeszcze. Tak to sie i te suawne „krupy” (dokuadnie godajonc kasza jaglano) do tyj legyndy literackyj i godanyj (mowionyj) dostauy, jako cosik co pomoguo przetrwac’ tyn czas oblynzynia ludziom za murami Glywic. Same mury miast niyroz bouy w czasie obrony obklejane roztomaitymim paskudztwami. Przikuadym, kery to jeszcze konsek inaczyj pokozuje to niych bydzie np taki sposob jak ochroniane bouy mury i bramy miejske przed kulami armat w tamtych czasach = ajnfach obklejali je gnojym, co akumulowauo czynsciowo uderzynia w mury abo w bramy To ino pora przikuadow na te „ziorynka” prowdy w ino jednyj z poru przeca wersji legyndy „Obrony Glywic”. Ta legynda dalyj godo ale faktycznie, we jednyj ze odniyj wersji, i o bajtlach (dzieciach). A bouo to tak. Jak kobiyty skuodauy przirzeczynie ize zawsze bydom pamiyntac pomoc s’wiyntyj Paniynki przi obronie Glywic, to mieli to godac’ wszyscy, nawet maue bajtliki. Coby te bajtliki tysz dziubki jakos’ otwaruy to odnich mamy targauy ich ponoc’ w momyncie skuodania przisiyngi za uszy. Jak to bouo genau a jak to potym bouo przi przekazywaniu nastympnym pokolyniom to juz je blank inkszo inkszos’c’. Mozno, ale i to idzie wysznupac’ niykedy we starych tekstach. Wiela we kozdyj legyndzie je tych ziorynek prowdy to niykedy zolezy niy ino od tego kery jom opowiado, ale i od czasow w kerych sie jom opowiado (wyciongo juzas’ na s’wiatuo dziynne). Dzisiej niykere rzeczy juz som down zapomniane i cza je nazod cierpliwie juzas’ wyciongac’ na wiyrch. Niykedy som to rzeczy tak ajnfachowe, ze sie czuowiek som dziwi, czamu sie je zapomniauo. Sam podziwiom robota kero robi sam w tych krotkich filmach Pan Marian.

          Take to bouy kedys’ czasy i take a niy inksze je momy i dzisiej 😉

          Ja, we kozdyj legyndzie je jakes’ ziorko prowdy – tako juz je natura kozdyj legyndy i widac’ to w jyj definicji. Co inkszego to juzas’ bojki, a tych Gliwice majom jeszcze wiyncyj chyba jak legyndow …

          Jeszcze kedys’ ale i do tego tematu pszeca przidymy.

          Pozdrowiom i czekom niycierpliwie na nastympne filmy i rozprowki.

  4. Bawo Marian, brawo Irek !!!. Interesuję się historią Gliwic od dawna. Kiedyś czytałem „Zeszyty Gliwickie” – prl-owskie wydania, „Gliwice Dawniej”, no i z zaciekawieniem oglądam detektywa historycznego. Pan Irek Czaja przedstawił nam Gliwice z przed wiele wieków – miło było poczytać. Dziękuję i Pozdrawiam.

    • Jo od sia godom „Piyknie Witom” i zaproszom do wspolnych dyskusji na tematy w tych filmach sam poruszanych a mozno i inkszych zwionzanych ze sznupaniym we naszyj glywickyj geszichcie..

  5. I jeszcze dodam, że nie wiem czy Państwo zauważyliście ale głównie tylko filmy Pana Mariana są komentowane. To o czymś świadczy. Gratulacje!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę zatwierdź swój komentarz!
Podaj swoje imię i nazwisko