Wędzonki na Wielkanoc

Męskie jadło – to przeważnie podobno niezdrowe produkty. Mężczyźni przepadają jednak za takim niezdrowym tradycyjnym jadłem, pełnym tłuszczu, kalorii i wszystkiego innego, czego wystrzegają się dietetycy oraz odchudzające się wiecznie panie.

Każde święta są okazją by po prostu się najeść tego „niezdrowego”, ale tradycyjnego jedzenia. Ale skąd go wziąć by nie było naszpikowane niechcianą chemią? Po prostu samemu sobie zrobić. Używać należy więc prawdziwych wyrobów i prawdziwego ognia z drewna – tak jak przed wiekami.
W cyklu fotograficznym „Męskie jadło” będę pokazywał co pewien czas, jak się to robi. Trochę pracy przy tym jest ale frajda dla podniebienia niesamowita.
Po włożeniu takiej kiełbasy do koszyczka ze święconką wielkanocną trzeba jej jednak dobrze pinować, bo zapach „swoich” wędzonek rozejdzie się po całym kościele.
Marian Jabłoński

7 KOMENTARZE

    • powinno być raczej ” … ze monki sionyj bez pytla”.
      Gdzie: pytla to tkanina ze młyna do siania mąki doborowej czyli pytlowej. Dzisiaj pytla to raczej sito lub przetak do przesiewania mąki. Pytlik (a u niektórych pytel) natomiast to worek, tobołek abo jeszcze lepiej „węzełek” wiązany z płachty płótna (wiązało się rogi płótna) do noszenia i zarzucany na plecy.

      • Jo to znom jako pytlik i je to taki szpicaty mauy miech (woreczek) ze czyms’ w rodzaju sita na kon’cu.
        Prziznom sie ze nigdy niy suyszouech to osobis’cie jako „pytla” = u mie we Laband zawsze godauo sie „pytlik”.

        Downiyj jak sie dowauo np zyto we muynie mloc’ to sie za to abo puaciouo abo
        muynorz se brou miech zboza.
        A pytlik to je tysz taki beutel-sito od muynorza

        pytlowac’ = przesiywac bez pytlik

        „Pytlik to generalnie woreczek z grubego płótna.W pytliku przechowywało się mąkę na bieżące potrzeby.
        Ale pytlik to też po śląsku worek wędrowca.
        Po niemiecku Charlotenburger albo pieszczotliwie Charli.
        Na dawnych obrazkach czasem widać woreczek zawieszony na lasce niesionej na ramieniu przez wędrowca,po śląśku wandrusa.
        W tym pytliku nosił jedzenie a w taszy(torbie) abo kajstrze inksze rzeczy.

        W kulturze i tradycji niemieckiej,rozciągniętej także na Śląsk istniał zwyczaj i obowiązek
        czeladników do wędrowania za pracą i w poszukiwaniu odpowiedniego mistrza,biegłego
        nie tylko w zawodzie ale w jego specjalnych dziedzinach (t.zw sztuce zawodowej).
        Po niemiecku chodzić na Waltz.
        Trwało to całkiem dawno od 5 – 6 lat a przed dwoma wiekami aż do I wojny 3 lata i jeden dzień.

        Bez świadectwa co najmniej trzech mistrzów i wykonania t.zw „Meisterstück”,
        czeladnik nie mógł się ubiegać o uznanie za mistrza w zawodzie.
        Stąd też tyle niemieckich pieśni wędrownych o młynarzach,stolarzach,mularzach a nawet żołnierzach wędrownych .
        Byłem przed kilkudziesięciu laty zdumiony gdy zaproszono mnie w byłym NRD do górskiej
        chałupy. Na ścianach wisiały dyplomy uznania dla gospodarza,przyznane przez miejcowy VEB ( kołchozu) a wśród nich dyplom mistrza owczarskiego-Schäfermeister.
        Wieczorem przy kolacyjnym stole zasiadło 4 krewkich chłopaków.Myślałem,że to synowie
        gospodarza.Okazało się,że to 3 uczniow i jeden czeladnik owczarski podtrzymywali dawny zwyczaj,ze po wspólnej całodziennej pracy zjada się posiłek u mistrza i z mistrzem.”

    • I jeszcze raz ja … Nie będę się mądrzył bo ostatecznie do Szwagra z Laband piszę, więc nie wypada :):), zwłaszcza w „sprawach kuchennych”. Przypomniało mi się jednak z dzieciństwa, a to odległe czasy, więc mogę coś „pokiełbasić”. Moja Oma szoudre robiła (albo szodre – już nie pamiętam jak to dokładnie brzmiało). Inna to jednak była niż na fotografii w Pana linku. To były takie większe bułki z ciasta chlebowego w których w jednym kawałku szynka wędzona (nigdy nie używała kiełbasy) się znajdowała. Szynka nie była krojona ale taka „rozczepiana”, jakby ktoś wędzoną rozłupał wzdłuż na kawałki. Te kawałki owijała w placki z ciasta chlebowego, ale tak by po upieczeniu szynkę (i szoudrę) ciąć w poprzek włókien szynki. Stąd powstawały takie wydłużone chlebki podobne do bułek. Po ukształtowaniu chlebków one rosły jeszcze trochę (nie pamiętam ile czasu) a potem smarowała je po wierzchu białkiem z jaja, żeby błyszczącą i koniecznie ciemnozłotą skóreczkę miały po upieczeniu. Piekło się to potem „w rurze” czyli piekarniku w kuchni węglowej. Jadło się to, krojąc wcześniej na dość grube pajdki albo na ciepło (nigdy na gorąco), albo na zimno (wolałem na ciepło :):) ). Do tego „na popitkę” dowali barszcz biały albo (co już było rozpustą wręcz) żurek (nie żur) z jajkiem ale bez ziemniaków … Musze kończyć bo mi ślina cieknie …
      Dołączam link z fotką szołdry podobnej do tej, jaką Oma robiła, z tym że u Omy tylko jeden kawałek szynki był i ciasto chyba trochę grubsze.
      http://chopwkuchni.pl/?p=502
      Spokojnych i Rodzinnych Świąt życzę
      PS. A może byś Pan jaki filmik skręcił albo filmiki typu „Szwager z Laband gotuje”, czy coś w tym rodzaju. Pomyśl Pan …

      • Ja, motyw zuru je tu dzisiej pieronym wazny – we wielkanoc zur to prawie ze obowionzek. U mie tysz w domy dzisiej je zur, a nawet dwa „rodzaje” – – jedyn (jak moja to godo) „normalny” a drugi do mie osobis’cie. Tyn zur do mie ino, bo jo lubia do niego dowac’, jak go warza, kulki kolyndry, a to jak wiadomo je prziprawa kero niy kozdy lubi we smaku. Jak piecza chlyb to tysz niykedy dowom rozczaskane kulki kolyndry do ciasta. To wszysko je kwestia smaku i upodoban’, podobnie jak ze tymi szoudrami o kerych Pan sam szkryfnou, a kere na zicher kedys’ w pokozanym przez Pana wariancie, tysz se upieka , bo uwazom to za dobry pomys 🙂

        Zur to temat na niyjedna rubo kniga, Wedug mie, nojlepszy zur to je zur ze „rubyj szrotki”, ale kaj dzisiej tako jeszcze idzie dostac’ …?

        pieronym – bardzo
        szrotka (na s’laski zur) – otręby żytnie

  1. Jeszcze pora linkow na temat „mojego” pytlika, pytla, no i po niymiecku mianujoncego sie Beutelsieb. Dodom ino jeszcze, ize to je wyraz kery prziszou do S’lonska ze Czechow, a od nos dalyj do Polski – jak zresztom mocka wyrazow — nawiasym godajonc ze S’lonska do Polski prziszuo i piyrsze zapisane i drukowane suowo, kere dzisiej polske naukowcy nazywajom piyrszym zapisanym/drukowanym polskim zdaniym (to te z tym suawnym juz „bruszyniym”. Poglond, ze bouo to polske zdanie, wedug mie je kompletnie buyndnym, – to boua s’lonsko a niy polsko godka, i miaua jak juz to wiyncyj ze czeskom niz ze polskom godkom spolnego.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Pytel

    http://www.krzyzowki.info/pytel

    https://books.google.de/books?id=ixQ-AAAAcAAJ&pg=PA7&lpg=PA7&dq=beutelsieb&source=bl&ots=HFKvAJzzpb&sig=DB1bE4s8ZoKcY7B191XHEjjQKho&hl=de&sa=X&ved=0ahUKEwj_w5z5teDLAhXsO5oKHe9xB1w4ChDoAQgyMAA#v=onepage&q=beutelsieb&f=false

    http://www.zedler-lexikon.de/index.html?c=blaettern&seitenzahl=0538&bandnummer=s3&view=150&l=de

    i sam obrozek mojego pytlika tak jak jo go miyjwiyncyj pamiyntom – ino konsek myn$szy i tam kaj tyn ze obrozka mo ta drzewniano zasowka. to tyn moj miou taki rodzaj sita ze kon’skich wosow zrobionego – te „sitko” bouo obramowane i przimocowane do tego „mieszka” takom ciynkom dos’ lajstwom (listewkom):
    http://www.nowa.niro-bio.pl/wp-content/uploads/2012/01/5120-Zbiornik-na-zboże-COTTON-3kg3.jpg
    Mom sam przed sobom lezec’ suownik godki z okolic Anabergu (Gora s’w. Anny) i cytuja (i tuplikuja = tumacza) ze zajty(strony) nr. 276:

    pytel – Beutelsieb – – czyli „sito workowe”

    pytlik – kl. Beutelsieb — „czyli maue sito workowe”

    pytlufka – Mahlgeld — „opuata za pytlowanie, czyli przesiywanie monki”

    ps

    niystety niy udauo mi sie znalys’c’ dokuadnego obrozka tego rodzaju pytlika kery jo sam opsywouech – chociosz kedys’ (pamiyntom) ze go we i-necu widziouech …

    pozdrowiom i oczywis’cie tysz winszuja zdrowych i spokojnych s’wiont Wielkyjnocy.

  2. Jeszcze pora linkow na temat „mojego” pytlika, pytla, no i po niymiecku mianujoncego sie Beutelsieb. Dodom ino jeszcze, ize to je wyraz kery prziszou do S’lonska ze Czechow, a od nos dalyj do Polski – jak zresztom mocka wyrazow — nawiasym godajonc ze S’lonska do Polski prziszuo i piyrsze zapisane i drukowane suowo, kere dzisiej polske naukowcy nazywajom piyrszym zapisanym/drukowanym polskim zdaniym (to te ze tym suawnym juz „bruszyniym”. Poglond, ze bouo to polske zdanie, wedug mie je kompletnie buyndnym, – to boua s’lonsko a niy polsko godka, i miaua jak juz to wiyncyj ze czeskom niz ze polskom godkom spolnego.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Pytel

    http://www.krzyzowki.info/pytel

    https://books.google.de/books?id=ixQ-AAAAcAAJ&pg=PA7&lpg=PA7&dq=beutelsieb&source=bl&ots=HFKvAJzzpb&sig=DB1bE4s8ZoKcY7B191XHEjjQKho&hl=de&sa=X&ved=0ahUKEwj_w5z5teDLAhXsO5oKHe9xB1w4ChDoAQgyMAA#v=onepage&q=beutelsieb&f=false

    http://www.zedler-lexikon.de/index.html?c=blaettern&seitenzahl=0538&bandnummer=s3&view=150&l=de

    i sam obrozek mojego pytlika tak jak jo go miyjwiyncyj pamiyntom – ino konsek myn$szy i tam kaj tyn ze obrozka mo ta drzewniano zasowka. to tyn moj miou taki rodzaj sita ze kon’skich wosow zrobionego – te „sitko” bouo obramowane i przimocowane do tego „mieszka” takom ciynkom dos’ lajstwom (listewkom):

    http://www.nowa.niro-bio.pl/wp-content/uploads/2012/01/5120-Zbiornik-na-zboże-COTTON-3kg3.jpg

    Mom sam przed sobom lezec’ suownik godki z okolic Anabergu (Gora s’w. Anny) i cytuja (i tuplikuja = tumacza) ze zajty(strony) nr. 276:

    pytel – Beutelsieb – – czyli „sito workowe”

    pytlik – kl. Beutelsieb — „czyli maue sito workowe”

    pytlufka – Mahlgeld — „opuata za pytlowanie, czyli przesiywanie monki”

    ps

    niystety niy udauo mi sie znalys’c’ dokuadnego obrozka tego rodzaju pytlika kery jo sam opsywouech – chociosz kedys’ (pamiyntom) ze go we i-necu widziouech …

    pozdrowiom i oczywis’cie tysz winszuja zdrowych i spokojnych s’wiont Wielkyjnocy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę zatwierdź swój komentarz!
Podaj swoje imię i nazwisko