Potok Doa

8 KOMENTARZE

  1. Ha tym razem pierwszy. Piękna zieleń Panie Marianie, więcej takich opracowań a nie tylko w ruinach. Dla mnie bomba, szczególnie dzika zieleń. Brawo Master!

  2. Nie pozostaje nic innego jak podziękować Panu Jabłońskiemu – znakomita robota – podkreślam ZNAKOMITA. Te wycieczki prezentowane w ostatnich filmach uzmysławiają w sposób jednoznaczny, jak złożonym problemem była i jest przeciwpowodziowa ochrona Gliwic oraz (co jeszcze ważniejsze), że problem ten w zasadzie dawno był już przez władze Gleiwitz dostrzegany i w zasadzie kompleksowo rozwiązany. Niestety był. Ze znakomicie zaprojektowanego i wykonanego (grubo przed II wojną) systemu zabezpieczeń dziś nie pozostało nic. „Zegarek został popsuty”- chciałoby się powiedzieć. Proponowane obecnie rozwiązania, szumnie określane „kompleksowymi” to niestety tylko namiastka systemu, który już nie istnieje – licha namiastka, a jednocześnie świadcząca (czy się to komu podoba, czy nie) o poziomie „polskiej myśli technicznej”, poziomie „gumiaków” dodajmy. Dawny system „kaskadowej retencji” był bez wątpienia jedynym skutecznym zabezpieczeniem. Miał on jednak jedną wadę – wymagał konserwacji i bieżącego utrzymania. Niemcy tego przestrzegali, więc system działał – po 1945 roku z konserwacji i utrzymania zrezygnowano, więc i system przestał działać. Zastąpiono go doraźnymi „zabiegami”, nieskutecznymi oczywiście lub wręcz błędnymi. Obecne propozycje „modernizacji” systemu kontynuują te błędy i oby nie trzeba było „na własnej skórze” tych błędów doświadczać, oby. Czy filmy i informacje Pana Jabłońskiego dotarły do „obecnych władz”, nie mówiąc o „projektantach”, czy ci drudzy zadali sobie, stosunkowo niewielki trud wycieczek strumieniami Ostropki czy Dory? – wątpię raczej, a właściwie jestem pewien, że nie. Widocznie nie mają gumiaków, a poza tym i tak … wiedzą lepiej -nawet bez oglądania … Takie miasto, taki kraj …
    Jeszcze raz należy serdecznie podziękować Panu Jabłońskiemu i życzyć by Jego Praca nie poszła na marne, by nie była syzyfowa …

    • Dziękuję za tak pozytywny odbiór filmów. W zasadzie są one apolityczne i bezstronne, pokazują ( tak mi się wydaje) co było dawniej a co jest teraz.
      Zapewne popełniam wiele błędów merytorycznych, językowych czy nawet gramatycznych – ale jestem zwykłym starym facetem „z ulicy”, tyle że mam wielką bibliotekę w domu. I już.
      =M==================

    • Witom

      Poruszou Pan problym kery wielu ze S’lonzokow zno i my’la ze niy musza sam juz nic ani dodac’ ani ujon’c’. Niystety …

      Podziwiom Pana Mariana ze mo jeszcze ta ciyrpliwos’c’ durch i durch odnowa i od podstaw tuplikowac’ to w tak subtelny i delikatny sposob. Jak to sie godo „Hut ab!” czyli „Respekt Panie Marianie”.

      Ale nazod do rzeczy kerymi sie Pan Marian tak fascynuje. Pod ostatnimi filmami ktos sie wyraziou ze niy som one tak ciekawe jak te kere dotyczouy historii. To s’wiadczy ze tyn „ktos” niy zrozumiou przesuania tych filmow. Oczywis’cie poruszo sprawa tych ciekow wodnych problym zagrozynia powodziowego dlo Glywic, ale pokazuje jak na duoni ze bez znajomos’ci i zrozumiynia naszyj geszichty dzisiej robi sie wiela felerow i w mauych i we wielkich rzeczach. We kozdym ze filmow Pana Mariana i TV Imperium ze raji „Detektyw historii” jest zawarto sporo doza ze naszyj glywickyj geszichty. Kto tego niy widzi i niy rozumi …..

      Reszta niych se kozdy dopowiy som.

      • Rację ma Pan Czaja, podkreślając, że materiały Pana Jabłońskiego, to nie tylko „wycieczki w krainę „Geschichte der Stadt Gleiwitz””, to nie tylko swoiste uronienie łzy nad tym, czego już nie ma, co odeszło i co pewnie nie wróci już … Łzę można uronić, a może i trzeba, nad brakiem lub bezmyślnym zniszczeniem wielu artefaktów będących świadectwem kultury materialnej ludzi, którzy tu żyli od wieków – ale to, to specyfika historii, nie tylko u nas zresztą. Są artefakty, których żal, których niszczenie świadczy o kulturze następców, niskiej raczej – ale żyć bez nich można, ze smutkiem niejakim, ale można. Są jednak i takie, których niszczenie to skrajna bezmyślność, tępota umysłowa wręcz … Do takich właśnie zaliczam zniszczenie systemu ochrony przeciwpowodziowej miasta. Dotyczy to nie tylko ujarzmienia potoków Ostropki czy Doa lecz całego systemu zlewni Kłodnicy i samej rzeki też. Gliwice a raczej Gleiwitz to niemieckie miasto, niemieckie od setek lat. Przez te setki lat mieszkańcy tego Miasta nauczyli się tutaj żyć, a co najważniejsze współżyć z otaczającą przyrodą, ujarzmić ją dla siebie w sposób rozumny i umieć z niej korzystać. Kłodnica i jej zlewnia zawsze były dla tego Miasta problemem, zawsze były groźne. Przez setki lat zabezpieczano to miasto przed kapryśną Klodnicą ową „Verrücktklodnitz” lub „Wüteklodnitz”, zbierano doświadczenia, obserwowano i rozumnie w życie wdrażano ich wyniki. Na przełomie XIX / XX wieku oraz w początkach XX dokonano gruntownej i kompleksowej przebudowy systemu ochrony przeciwpowodziowej. W jego tworzeniu wzięli udział wybitni niemieccy inżynierowie, specjaliści w dziedzinie hydrotechniki (nawiasem mówiąc w części ci sami, którzy stworzyli genialny jak na ówczesne czasy system zabezpieczenia i ochrony Breslau (dziś Wrocławia) oraz większości dolnośląskich miast również). Rozwiązania zastosowane w Gleiwitz były (i są jeszcze w szczątkowej formie) rozwiązaniami na wskroś nowoczesnymi i co najważniejsze skutecznymi. Dla zlewni Kłodnicy przyjęto generalną zasadę zatrzymania jak największej ilości powodziowej wody w jej obszarze, z okresowym ograniczeniem jej ujścia do rzeki. Temu celowi miały służyć (i znakomicie służyły) „kaskadowe obszary retencyjne” utworzone, miedzy innymi na pozornie niewinnych potokach Ostropka i Doa (nie tylko zresztą na nich). Uczyniono to za pomocą stosunkowo prostych obiektów hydrotechnicznych w postaci zastaw i przepływowych tam. Zastawy zamykano począwszy od góry strumieni w dół w miarę ich napełniania. Nadmiar wody z napełnionego już zbiornika wyższego przelewem nad zastawą kierował się do niższego, z tego, z kolei, do niższego itd. W konsekwencji bez mała 80 % wody ze zlewni strumieni zatrzymywała się (oczywiście do czasu) poza miastem i rzeką. Ponadto, co ma również fundamentalne znaczenie, ogromne masy szlamu spływające z pól i inne zanieczyszczenia osadzały się na dnie zbiorników i nie zanieczyszczały miasta. Po powodzi i „spuszczeniu” wody ze zbiorników (od dołu strumieni do góry, a w elementach zastaw od góry do dołu – by chronić przed wtórnym zamuleniem), wybierano szlam rozrzucając go na polach, zbiorniki czyszczono, uszkodzenia zastaw i tam usuwano. W swojej wycieczce Pan Marian Jabłoński pokazał resztki elementów hydrotechnicznych zniszczonych zastaw, tworzących dawniej owe „retencyjne kaskady” a nawet osadniki szlamu w nich się tworzące. Dziś z tego systemu (i innych też) nie zostało nic. Dziś natomiast, koncepcja utworzenia zbiorników retencyjnych w poziomie i w sąsiedztwie ul. Słowackiego (przy rezygnacji z wyższych), nawet ze znacznym ich pogłębieniem, to czysty idiotyzm. Zbiorniki te, co zauważył już Pan Jabłoński, w najmniejszym stopniu nie rozwiążą problemu, bo nie mogą. Strach natomiast pomyśleć co stanie się (nie daj Boże) z „tymi polderami” w trakcie „poważniejszej powodzi” – woda zaleje wówczas (to tak mniej więcej po 12 do 24 godzin) cały ten obszar „polderów” a pewnie i ul. Słowackiego i tereny w dół ku „Operetce”, bo przepustowość skanalizowanego cieku Ostropka jest za mała dla tych mas wody, a ponadto (o czym Jabłoński też wspominał) skratowania na wejściu do kanału zostaną zatkane zanieczyszczeniami. Na „polderach” z kolei, powódź pozostawi ogromne masy szlamu i innych zanieczyszczeń. Rację mają zatem mieszkańcy z okolicy drżąc przed koszmarem, jaki prędzej czy później ich czeka – podkreślam MAJĄ RACJĘ – takie bowiem będą skutki „poprawiania” niemieckich inżynierów, niestety takie. Miałem okazję przysłuchiwać się (jako zewnętrzny niejako obserwator) „dyskusji” w ramach spotkania „projektantów” z mieszkańcami. To było żenujące. Nie chodzi tutaj o emocje, bo to zrozumiałe. Mnie przeraziła skrajna ignorancja i nieuctwo „projektantów”, graniczące wręcz z pospolitą głupotą. Braki elementarnej wiedzy i kwalifikacji to tylko najłagodniejsze z określeń jakimi poczęstowałbym tych „projektantów”. Tej głupocie towarzyszyło skrajne zarozumialstwo i wręcz pycha. Pojawia się pytanie – skąd się takie głupki biorą, kto ich wynalazł i kto wreszcie, na miły Bóg, zleca im tak poważne zadanie. Nie jestem inżynierem hydrotechnikiem i nie posiadam gruntownej wiedzy z tej dziedziny ale jestem porządnie wykształconym (w czasach „komuny” – co sobie chwalę) inżynierem budownictwa i architektem i brednie jakie „posuwali” na tym zebraniu projektanci wywoływały u mnie przysłowiowy „odruch wymiotny”. Czy obecne „władze miasta” zdają sobie sprawę na co narażają to miasto „tacy” i „inni” równie genialni projektanci, czy zdają sobie sprawę, że skutki tępoty nieuków przez całe lata odbijać się będą przysłowiową „czkawką”, czy …, czy …, czy …
        Chwilami mam wrażenie, że „władz miasta” to zupełnie nie interesuje … Obym się mylił …

  3. Mozno jeszcze cos’ na temat tego projektu o zbiorniku retencyjnym na tzw potoku Doa. Pan Marian o tym tysz delikatnie spomniou. Jak wiadomo dwa lata tymu miasto Glywice zuozouo zamowiynie publiczne na oferta wykonania na tym potoku zbiornika retencyjnego, a za rok mijo termin we kerym tyn zbiornik musi byc’ wykonany. Przeznaczono na to („Opracowanie projektu zbiornika retencyjnego na potoku Wójtowianka (Doa)”) dokuadnie 15 000 zl. wadium. Niy dopuszczono zodnych ofergt wariantowych. Niyma opcji.

    Jak idzie np o:

    – Informacje dotyczące określonego zawodu

    Świadczenie usługi zastrzeżone jest dla określonego zawodu:

    nie !

    – Osoby odpowiedzialne za wykonanie usługi

    Osoby prawne powinny wskazać nazwiska oraz kwalifikacje zawodowe osób odpowiedzialnych za wykonanie usługi:

    nie !

    – Kryteria udzielenia zamówienia

    Najniższa cena !

    A wszyscko szczeguowo idzie se wyczytac’ sam:

    http://www.competitionline.com/de/ausschreibungen/171020

    bez komyntarza …

  4. Piyknie witom i o zdrowie poytom …

    Oprocz tego co przedstawiou delikatnie Pan Marian we filmach o Ostropce werci sie dodac’ trocha inkszych faktow. Ostropka zaniyczyszczano jest i/abo boua np wodami tzw „douowymi” i sciekami bytowo-gospodarczymi (np tysz ze szybu „Ostropa” kopalni Glywice). Woda Ostropki zakfalifikowano je bezto jako niyodpowiadajonco normom (mo za maue natlyniynie, za duzo substancji biogynnych, metale ciynzke, za fest zaniyczyszczono je bakteriami, i za fest zawiaro roztomaitych szkodliwych solow i zawiesin.)Skuli tego ze np Kuodnica je zaniyczyszczano przez dziesiontki zakuadow (kopalnie, huty i inksze) a wiynkszos’c’ jyj dopuywowo (podobnie jak Ostropka!) je strasznie zaniyczyszczone, to i wody podziymne som bezto coroski wiyncyj zaniyczyszczane. Posunouo sie to juz tak daleko i drastycznie, ize „zbiornik” wod pitnych dlo Glywic je dzisiej tysz zaniyczyszczony.
    To ale niy wszysko. Jak juz spomniouech we wczes’niejszych komyntarzach, teryny dorzecza Kuodnicy (tysz te skole Glywic) zapadajom sie poleku ale systymatycznioe. Przewaznie narazie som to zapadliska miyjwiyncyj o wielkos’ci narazie pouhektarowyj powierzchni – ale i te sie bydom powiynkszac’. Jedne kere je juz znacznie wiynksze juz wymiyniouech tysz wczes’niyj w nawionzaniu do tematyki Ostropki. To wszysko to je efekt niyodpowiedzialnyj i rabunkowyj (od czasu 1946) gospodarki zwionzanyj ze wydobyciym wyngla. Krotko godajonc teryn osiado, bo kopalnie niydostatecznie zabezpieczajom podziymne wnynki po wydobywanym wynglu. Przewaznie dzieje sie to poleku ale systymatycznie i we wiynkszos’ci som to obnizynia poranos’cie metrow guymboke (we niykerych miejscach wiyncyj jak 20 m). Bez to wszysko durch skrocajom sie tysz odcinki ciekow wodnych. Skrocanie tych ciekow we dugos’ci powoduje zwiynkszanie spadku wody a erozja rzeczno je zahamowywano. Dalyj teryny kaj som tzw haudy (tysz blisko Glywic!) niy som odpowiednio wedug przepisow i norm rekultowywane, a to tysz zanieczyszczo wody. Czymu sam to szkryfuech?
    Bo to powoduje dalekoidonce zmiany stosunkow wodnych naszych glywickich i somsiednich terynow. Spowodowane je to przeca dziaualnos’ciom konkretnych firm i zakuadow a nawet ludzi. Miyszkan’cy/obywatele Glywic i okolicy majom prawo i obowionzek rzondac’ zmian i zaporzestania wkon’cu tyj degradacji, a za wszelke roztomaite szkody i straty skarzyc’ odpowiedzialnych. Miasto powinno miyszkan’com w tym nic ino pomagac’!
    Jak ale np tymi zaniyczyszczanymi wodami miasto pozwoli s’wiadomie zalywac’ teryny miejske (czyli swoich obywateli), to wtedy juz je i miasto za to odpowiedzialne. Abo?
    Miyszkan’cy muszom sie bronic’ przed takom niyodpowiedzialnos’ciom i som zmuszynii sami se us’wiadomic’ ze idzie tu o nasze zdrowie i zdrowie naszych dzieci i wnukow.
    To o czym pisza dotyczy wod naziymnych i podziymnych. Chyba kozdy poradzi se tysz forsztelowac’ poczamu roztomaite instytucje wiynkszos’c’ tyj problymatyki staro sie przemilczac’. Niystety …

  5. Piyknie Witom

    Wykozystuja okazja i richtuja do widzow i czytelnikow jedna moja pros’ba. Jednoczes’nie prosza Pana Mariana o wybaczynie ze tak niy na temat bydzie te wszkryfnincie.
    Ostatnio grzebia w tematyce SS (czyli tzw Schutzstaffel) na ziymi glywickyj i we Glywicach. Jako ze wiela informacji niyma na tyn temat, bezto za kozdo, nojmyn’szo nawet informacja na zagadniynty teroski sam temat byda wdziynczny. Jak ktos’ cos’ wiy, abo zno jakes’ z’rodua kaj cos’ na tyn temat idzie wysznupac’, to prosza sam to ajnfach szkryfnonc’.

    Zauonczom jednoczes’nie fotografia , kero mie nakerowaua szukac’ wiadomos’ci na temat SS w naszyj okolicy.

    http://schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=1166&pos=0

    Jednoczes’nie podom trocha ciekawostek, kere som we Glywicach dzisiej tysz miyj znane (abo wcale niyznane) miuos’nikom glywickyj geszichty. Te informacje som znane ale historykom niymieckim i bouy swojego czasu guos’ne na couke Niymcy.

    Jeszcze i juz we latach 20ych bouo dbane coby SS bouo otoczone tajymnicom, ale udauo sie komisarzowi politycznyj policji we Glywicach (mianowou sie Schiwy) blank gibko jednak juz wtedy dowiedziec’ wszysko co dotyczouo we Glywicach i okolicy SS. Mauo tego, dostowou on od swojego informanta wszyske dokumynty o znaczyniu nawet ogolnoniymieckim. Jak on to zrobiou? Za informanta miou ajnfach samego szefa glywickyj SS – bou nim (zresztom szofer z zawodu) Wilczek (imie Jakob). Som Himler mianowou J. Wilczka szefym glywickyj SS, i tak do komisarza glywickyj politycznyj policji Schiw(y) ‚ego trefiauy wszyske dokumynty (tysz te oznaczone jako „Geheim”/Tajne/) jako orginauy abo w najgorszym przipadku przinajmiyj jako kopie. Niystety pruski minister spraw wewnyntrznych (Albert Grzsinski ze SPD) niyrozwaznie kerowou masowo te dokumynty do szyrokego uzytku i informacji, no i tak to juz we roku 1929 zwalczynie SS zamiast sukcesow skonczouo sie niypowodzyniym. Sam agynt Wilczek wkon’cu zostou zdemaskowany na poczontku 1929 roku i wykluczony ze SS. Kto wiy cos’ wiyncyj …?

    Jeszcze roz przepraszom Panie Marianie i czekom jak zowdy z ciekawos’ciom i czimia kciuki za/na nastympny odcinkek „Detektywa historii” .

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę zatwierdź swój komentarz!
Podaj swoje imię i nazwisko