CZWARTEK: gliwiccy archeologowie na tropie rycerzy, sukces detektywów i tańsze bilety

5 KOMENTARZE

  1. … archeologowie czy archeolodzy ? To pytanie męczy mnie, ale także, jak myślę, wielu polonistów. Nie chodzi tu o spór jaki, czy zarzut błędu. Tak się bowiem składa, że obie formy są językowo poprawne, co wynika niejako z zasady, iż wyrazy (rzeczowniki) kończące się w liczbie pojedynczej na –og, w liczbie mnogiej mogą przyjmować postacie z końcówką –gowie lub –dzy. Poprawność, poprawnością a wygoda, wygodą z kolei. W „językach żywych” dąży się współcześnie do wyboru form krótszych tego samego znaczenia lub wyrażenia. Oznacza to, że predestynowaną jest raczej forma z końcówką -dzy – czyli „archeolodzy”, co nie oznacza, że „archeologowie” jest błędne. Zatem „archeolodzy” jest wyrażeniem lepszym, podczas gdy „archeologowie”, choć poprawne, trąci już trochę myszką jeśli nie archaizmem wręcz. Znajduje to również potwierdzenie w „Korpusie Języka Polskiego PWN” a także w „Narodowym Korpusie Języka Polskiego”.
    Czyli, przykładowo:
    – „ginekolog” – da w liczbie mnogiej „ginekolodzy” i raczej nie „ginekologowie”,
    – „socjolog” – da z kolei „socjolodzy” i raczej nie „socjologowie”,
    – ale już wręcz śmiesznie byłoby „pedagog” w liczbie mnogiej wyrazić jako „pedagogowie”, bo przecież „pedagodzy” jest powszechnie przyjętym.
    Strach pomyśleć jednakże, co by było, gdyby dotyczyło to płci pięknej.
    Spotkałem się już wprawdzie z określeniami „pani ginekolożka”, „pani socjolożka”, co w konsekwencji musiałoby dać w liczbie mnogiej „panie ginekolożki”, „panie socjolożki” i inne –ożki czy twarożki.
    Na szczęście nie spotkałem się jeszcze z „panią archeolożką” czy „panią pedagożką” – choć pewnie jest to tylko kwestią czasu, w tej obecnej i dość radosnej językowej twórczości.
    Zastanawiam się tylko – po co ja to piszę ? … zwłaszcza, że Pani Agnieszka i tak mówi „archeolodzy” …
    A może to efekt upału – pewnie tak …

    • Każda uwaga naszych widzów jest dla nas istotna. Co do wyrażenia „archeolodzy” albo „archeologowie” to rzeczywiście nie ma jednoznacznej odpowiedzi – wielka szkoda, bo lepiej wiedzieć, że coś jest na 100% poprawne, niż czytać w SJP, że „archeolodzy” mają przewagę liczebną nad „archeologami” 🙂 (http://sjp.pwn.pl/slowniki/archeolodzy.html)

      Pozdrawiam
      Agnieszka Baron

      • … cieszę się, że moje „lekkie strumyczka zbełtanie” reakcję natychmiastową przesympatycznej Pani Redaktor wywołało – Pani Redaktor, dodam – której fanem byłem, jestem i tuszę, że pozostanę :):). Przeto, droga Pani Agnieszko, z ust Pani nawet „archeologowie” jaskółką by wyleciało, choć dla mnie to mniej lotne niż „archeolodzy”. Nie o „lotność” przecie tu chodzi ani „statystykę stosowną” – słowem, nie o „króliczka” tu biega … lecz o to, by go „pogonić” … ot, po prostu – pogonić … Rączki zatem ściskam, miłych wakacji życzę i sympatycznego „króliczków gonienia” :):)

  2. Gleiwitzer – szukam kontaktu postowego z Panem – chciałem prosić o wiedzę na temat walącego się mostu na Dworcowej – przyczyny i inne takie tam ciekawostki. Odpisz Pan – proszę . W poniedziałek nagrywam właśnie mosty gliwickie i tą wiedzą nabytą chcę błysnąć na ekranie.
    Marian Jabłoński

    • Poniżej podam to samo co napisałem w portalu 24gliwice:

      Wywołany do odpowiedzi – melduję się 🙂
      No to po kolei – daty mogą mi się pomylić, ale pozostałe raczej nie. Most był przebudowywany pod koniec lat 70-tych – czyli „późny Gierek”. Zastosowano tam dwa niejako nowe wówczas pomysły. 1. Most składał się niejako (konstrukcja obu nitek drogowych taka sama) z dwóch elementów : podpory mostowej czyli przyczółka, jako elementu „samodzielnego” – to przyczółek po bodaj południowej stronie, oraz płyty mostowej połączonej z drugim przyczółkiem monolitycznie w kształcie swoistej litery Г (odwrócone L) i opartej na przyczółku południowym. Płyta mostowa sprężona z zakotwieniem w przyczółku z który ja połączono. Cały most w konstrukcji betonowej monolitycznej. Projekt (przynajmniej w części ideowej) opracowany przez ówczesną Katedrę Konstrukcji Mostowych Wydziału Budownictwa Politechniki Śląskiej (autorów nie będę podawał bo domyślam się reakcji „dyskutantów” na forum a to osoby jednak zasłużone dla polskiego mostownictwa). 2. Konstrukcja płyty mostowej wykonana z lekkiego betonu na kruszywie łupkoporytowym, a przyczółki (na pewno ten „swobodny” czyli południowy) wykonane z betonu zwykłego na kruszywie łamanym. Nowością, a w pewnym sensie eksperymentem była technologia betonu łupkoporytowego na płytę mostową. Użyto w niej, jak wspomniałem, kruszywa łupkoporytowego wyprodukowanego fabrycznie poprzez odpowiednie wypalanie i granulację łupka kopalnianego. Była to jedna z form ówczesnej utylizacji odpadów kopalnianych – słuszna jak najbardziej. Niestety beton ten nie nadawał się (wyszło to oczywiście znacznie później) do konstrukcji mostowych, a na pewno sprężanych. Przyczyną był z jednej strony nieco większy niż w betonach zwykłych skurcz, ale przede wszystkim znacznie większe pełzanie betonu (pełzanie to odkształcenia, raczej w sferze niesprężystej, jakie pojawiają się w materiale, tu w betonie, pod wpływem długotrwałych obciążeń). To pełzanie (wg ówczesnych badań w pełzarkach) po 90 dniach było prawie 1,5 do 2 razy wyższe niż dla betonu zwykłego ( o ile mnie pamięć nie myli co do wartości). Godzi się tu zauważyć (i podkreślić), iż zastosowano przy budowie znakomite cementy (dziś byłaby to klasa 42,5) z nowej cementowni Górażdże (tak przynajmniej miało być). Do negatywnego wpływu na ugięcie płyty (oprócz efektywnego pełzania betonu) przyczyniło się parowanie wody ze strumienia Ostropki wprowadzanego do Kłodnicy pod mostem, raczej w bezpośrednim sąsiedztwie. Para skraplała się w części na powierzchni płyty mostowej nawilżając beton i powiększając efekt pełzania (szczególnie dla betonu z kruszywa lekkiego czyli łupkoporytu). W konsekwencji nastąpiło dość szybko nadmierne ugięcie płyty i kolejne remonty mostu (poważne były chyba dwa), podejmujące próbę „zniwelowania ugięcia” – niestety nieudane, bo udanymi być nie mogły o czym wszyscy wiedzieli. Obecne drewniane podpory to raczej „radosna twórczość” już „współczesnych mostowców” (nie mam o nich niestety zbyt dobrego zdania). Reasumując – o ile konstrukcja była bez zarzutu, o tyle technologia czyli zastosowanie betonu łupkoporytowego było pomyłką (w nowych technologiach pomyłki się zdarzają i nie ma w tym nic dziwnego ani strasznego). Dodam na zakończenie, że można było, do chwili obecnej, już z dziesięć razy ten most przebudować miast partaczyć pseudo remontami. Jak będzie obecnie – wolę nie myśleć, podejrzewam, że będzie jak zawsze ale znacznie dłużej i oczywiście drożej. Nie wiem doprawdy co można robić przy tym „mostku” rok. Takie „coś” przebudowuje się dzisiaj w dwa no trzy miesiące (niestety nie u nas). W niedalekim Radebergu (niestety to Niemcy) podobnej wielkości wiadukt „wymieniono na nowy” w trzy tygodnie. W przypadku Gliwic – gdyby przygotować most prefabrykowany i „wstawić” go w miejsce istniejącego to „ta zabawa” (i wyłączenie z ruchu nitki drogowej) trwałaby tak ze dwa a góra trzy tygodnie i … i po krzyku. To tyle w telegraficznym skrócie …

      Poniżej napisałem też, że jeśli poda Pan godzinę, o której będzie Pan „pod mostem” w poniedziałek,, to może przyczłapię tam i może coś dodam albo wyjaśnię (ale bez mojego włażenia na wizję :):) ), jakies informacje, których „pro publico bono” wolałbym nie podawać.
      Pozdrawiam serdecznie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę zatwierdź swój komentarz!
Podaj swoje imię i nazwisko