Zielona strona miasta, czyli co Ty wiesz o gliwickich parkach?

Lubimy z dumą powtarzać, że Gliwice to jedno z bardziej zielonych miast na Śląsku. Niewiele osób jednak wie, że taki stan rzeczy jest zasługą dwójki Niemców, których los szczęśliwie ze sobą zetknął w naszym mieście.

Pierwszym był Karl Schabik – miejski radca budowlany zauroczony ideami miasta-ogrodu propagowanymi na początku XX wieku przez Ebenzera Howarda. Drugim – Richard Riedel, utalentowany ogrodnik, który w Gliwicach dosłużył się stanowiska Dyrektora Ogrodów Miejskich. To ich współpracy zawdzięczamy nie tylko miejską palmiarnię, piękne szpalery drzew przy ulicach, ale także trzy wspaniałe, śródmiejskie parki. Zapraszam na opowieść o historii gliwickiej zieleni.

Marian Jabłoński

Cały artykuł do przeczytania w lipcowym wydaniu Magazynu eIMPERIUM dostępnym >>TUTAJ<<

5 KOMENTARZE

  1. Milczałem w tej materii kilka dni i pewnie nadal powinienem. Milczałem ponieważ poruszył Pan temat (nie pierwszy raz zresztą), który u mnie wywołuje napady agresji a na usta cisną mi się inwektywy, których żadna redakcja by nie przepuściła. Inwektywy, którymi obrzuciłbym władze tego miasta, tak w całości, jak i każdego urzędasa z osobna. Inwektywy, którymi obrzuciłbym Jaśnie Oświeconego i Nieśmiertelnego Pana Prezydenta wraz z kolekcją przynależnych mu „Vicków”, przeróżnych naczelników i kierowniczków referacików, rzeczników przeróżnych i rzeczniczki też. Kolekcja moich inwektyw powiększyła się i to dość znacznie dzięki „wywiadowi rzece”, jaki redaktor Wawrzyczek był łaskaw, zupełnie niepotrzebnie, przeprowadzić z panem Neumannem, oficjalnie – 10 letnim już wiceprezydentem tegoż miasta i zastępcą Nieśmiertelnego, a prywatnie, bardzo z siebie zadowolonego dziadeczka. Miałem milczeć ale nie mogę, po prostu nie mogę, a może i nie wypada. Pan Jabłoński w tym samym eIMPERIUM opowiada (a raczej hasła rzuca) o parkach i ogrodach „dawnych Gleiwitz”, bo przecie nie Gliwic. Jabłoński robi to delikatnie, słowa warząc i w zasadzie do suchych informacji się ograniczając, czytelnikowi umożliwiając jednocześnie „czytanie między wierszami”. Ową delikatność tłumaczę – być może – onieśmieleniem wcześniejszym „wywiadem rzeką” z panem N. wg. którego wszystko jest cycuś i cacy, a będzie jeszcze większy cycuś i jeszcze większe cacy w przyszłości i że o to, to już się „nieśmiertelni obecni” postarają – być może stąd ta delikatność. Pan Marian nie dokonuje porównania „co było” z tym „co jest” i słusznie, bo takie porównania bez sensu są. Koń jaki jest, każdy widzi – z tym, że nie na pewno – bo konia nie ma, bo kucyk jakiś lichy tylko i habeta zajechana przez furmana-prymitywa. A i ten „każdy”, to taki „dzisiejszy każdy”, „z metra cięty” o horyzontach własnym nosem wyznaczonych, któremu byle co dać, to i tak będzie zadowolony, bo jak kto z klepiska, to dla niego i trociny mozaiką są pałacową… Howard, Schabik czy „jakiś tam” Riedel to nazwiska, które absolutnej większości „tubylców” nie mówią nic. Nic więc dziwnego, że te żałosne resztki nazywa się „parkiem Chopina”, „parkiem Chrobrego”, a przeróżne „żul deptaki” skwerami z nazwami dziwacznymi i z księżyca wziętymi. Nic więc dziwnego, że w tym „mieście sukcesu” nawet trawa porządna rosnąć nie chce, a jedynym narzędziem „miejscowych ogrodników” jest piła i siekiera – doprawdy nic dziwnego. Nie ma sensu zatem wymieniać i inne osoby z „grüne Stadt Gleiwitz” związane, takie pewnie jak Gustav Allinger (sławny berliński Gartenarchitekt), czy jakaś tam Herta Hammerbacher, czy inny Harry Maasz – nie ma sensu, bo to „społeczności gliwickiej” nic nie powie, bo to nie „grüne Stadt Gleiwitz” a „ zielone miasto Gliwice” – a to nie to samo. Nic te nazwiska nie powiedzą nie tylko „plebsowi”, który szczęśliwy jest, gdy na „parkowej alejce” w psią kupę nie wdepnął, ale i miejscowym „architektom”, których cała wiedza w infantylnych wizualizacjach się zamyka. Nie podejrzewam by którykolwiek z tych „architektów” zajrzał do Architekturmuseum Technische Universität Berlin, Mühchen czy Stuttgart, by mu się chciało te dokumentacje i projekty parków, ogrodów, skwerów itp. pooglądać, bo studiowaniu ich już nie mówię. Nie podejrzewam – a szkoda, bo to niemieckie miasto i na niemieckich założeniach urbanistycznych, architektonicznych utworzone i zbudowane, i warto o tym wiedzieć, gdy się chce go rozwijać, rozbudowywać itp. – mądrze rozwijać i rozbudowywać – dodam…
    Trzeba zatem Panie Marianie o przedwojennym „grüne Stadt Gleiwitz” mówić, fotografie pokazywać, filmy i linki do nich przytaczać … trzeba … Inwektywy natomiast, ci co obejrzą sami sobie wybiorą, jak również i tych, których poczęstować nimi należy … i co do tego nie mam nijakiej wątpliwości …

  2. Mys’la ze najlepiyj ta prowda wypowiedziec’ a zaroski powionzac’ jom z czyms’ co do szansa na lepsze. Co tu ale powiedziec’, w szkouach dalyj niy uczy sie prawdziwyj geszichty ino jakes’ fantasmagorie, a historyki na etatach dalyj uzywajom okres’lyn’ „gliwicki Zamek Piastowski”, „Gliwice pod zaborem pruskim” i wiela inkszych. No tosz niy pozostowo nom sam nic jak ino dalyj przedstawiac’ i pisac’ na zasadzie „marchewki i kija” … – smutne ale prawdziwe.
    Tak i z tom glywickom zielyniom jak i ze naukom we szkouach chyba. Osobis’cie w tym momyncie je zech zwolynnikym wysznupywania legynd, wyszukiwania ciekawostek historycznych, itp – mozno take cos’ kedys’ zachynci mode pokolynie inaczej paczec’ na naszo wspolno geszichta. W tym synsie program „Detektyw historii” robi dobro robota, a tematow kere sie sam cisnom przed kamera i na jynzyk som setki. Natura naprzikuad = wystarczy ino przen’s’c’ sie do lasu i poszukac’ tzw „Teufelsstein” (diobelski kamiyn’) i zaintersowac’ sie odniego geszichtom i okolicom w keryj on lezy – to je kopalnia kero jeszcze za czasow niymieckich niy do kon’ca boua poznano i czeko na swoj czas. Takich kamiyni w naszyj okolicy i we Wiyrchnym S’lonsku je wiyncyj i kozdy z nich mo swoja geszichta. W parkach tysz take kamiynie som, ale w parkach som i drzewa i inne rzeczy kere naprowdy kryjom rzeczy o kerym sie dzsiejszym modym ludziom we Glywicach i okolicy ani niy sniouo. Kto wiy np kaj znons’c’ we Laband resztki parkow i orginalne drzewa i krzewy kere sie po tych parkach i ogrodach ostauy – przinaleznych do downego zamku np. Zamek wprowdzie zostou rozkradziony, zdewastowany i na koniec wysadzony do luftu, ale te niyme s’wiadki tego wszyskego jeszcze tu i tam idzie znons’c’. Temat wydaje sie ajnfachowy, ale dlo prawdziwego „Detektywa Historii” to bajka-temat, tak samo bouo to kedys’ piynknym i ciekawym dlo tego kerego szuo by kedys’ mianowac’ sam „Oberschlesischer Wanderer” jak i dzisiej do tego kery chciou by sie mianowac’ „Detektyw Historii”. Tak jo to widza, trocha niymodnie, ale jo wybyrom to.

    • … i masz Pan rację i nie masz jej Pan jednocześnie – bo samo gadanie, nawet najmądrzejsze o „kant dupy roztrzaś” można, bo tego prawie nikt nie czyta, a ze zrozumieniem to nikt. Dzisiaj „trochę mocniej” popadało i Ostropka, Doa „dały trochę czadu” i stosownie do tego Zygmunta Starego i okoliczne dziury pozalewało jak Pan Bóg przykazał a Jabłoński przewidywał. Dokładnie wg Jego scenariusza, a to przecie jeszcze nie „pogoda powodziowa”, lecz tylko większa ulewa. Jakby tak polało ze trzy dni, to by woda pewnie pod Urząd Miejski podeszła, co wcale nie byłoby takie złe, a może nawet dobre. Z tej okazji na różnych forach tłumy się obudziły „diszkutując” zawzięcie i w absolutnej większości bzdury opowiadając wierutne, jakby z księżyca pospadali i to na głowę. Nawet ci co filmiki Jabłońskiego oglądali, to nic z nich nie zrozumieli, bo odporność na wiedzę i fakty mają wrodzoną i genetycznie zaprogramowaną. „Rynce opadają” chciałoby się powiedzieć, a jednocześnie Jabłoński wprowadza mnie w podziw, że w tym mieście sukcesu i tępoty jednocześnie, chce Mu się walczyć, choć to walka z wiatrakami … dziwny facet Ten Jabłoński – jak Boga kocham, dziwny …
      Zatem Panie Irek – masz Pan rację i nie masz jednocześnie … na szczęście obaj lubimy „Detektywa Historii”, bo potrzebny jest i … i na pohybel kretynom …

      • A co na to np Politechnika Glywicko?

        Niyma tam rozsondnych guosow kere by cos’ poradziouy?

        Przeca sie Gliwice nazywo „miastym nauki i techniki?

        Czyzby faktycznie niymiouech racji …

        Szynowni pracownicy Politechniki we Glywicach, moze wy przemowcie wuadzom do rozsondku w sprawie Ostropki.

  3. Temat ekologiczny jak woda deszczowa spłynął do tego portalu.
    Jak się powinniście domyślać – ekipa Detektywa dokładnie prześledziła cały proces zalewania Gliwic w ciągu paru godzin. Mamy z Panem Przemkiem wszystko na zdjęciach i już od rana poniedziałkowego będziemy majstrować przy środowym Detektywie „Powódź Gliwice – 31 lipca 2016”. Kto tego nie wie to się dowie – szpital położniczy znów zalany, prąd ciężarnym wyłączyli, rodziny wyprosili,okoliczne domy garaże piwnice też. zalane. Teraz dalej – park Chrobrego zalany, Akademicka i Kujawska też. Podium jak zamek stoi w środku tego jeziora. Deszcz padał przez godzinę a pół miasta pod wodą – w odcinku opowiem w trzech słowach co będzie jak lać będzie tydzień . Już teraz zapraszam – napatrzycie się, oj napatrzycie,
    =M=================

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę zatwierdź swój komentarz!
Podaj swoje imię i nazwisko