Przechodzimy często obok tego budynku, ale rzadko spoglądamy na jego elewację. W zasadzie zawsze tak było, bo dawni gliwiczanie też rzadko spoglądali w górę by zobaczyć co też znajduje się na jego ścianach czy dachu. Zapraszam więc na „wędrówkę w czasie” po burzliwych dziejach budynku dzisiejszego Urzędu Miejskiego i tego, co ustawiano na jego dachu.

Haus Oberschlesien przed wojną

Jest rok 1928. Gliwiczanie są świadkami otwarcia największego z hoteli w całym regionie. Haus Oberschlesien (Dom Górnośląski), którego potężną bryłę usytuowano przy głównej ulicy miasta, miał w swoim ówczesnym ogromie i nowoczesności symbolizować potęgę śląskiego przemysłu. Gleiwitz będące od lat 20-tych miastem granicznym miało pokazywać również potęgę gospodarki niemieckiej, jej możliwości i nowoczesność. Rozwijające się gwałtownie zakłady, a wraz z nimi całe miasta śląskie musiały przyciągać przedsiębiorców chcących tu inwestować i zarabiać. To dla nich właśnie ten hotel zbudowano.

O jego przepychu i komforcie wiele już napisano. Ze starych pocztówek najłatwiej ocenić jak bardzo projektant Reimann i firma projektowa „B.D.A. Gaze und Bötther” z Wrocławia oraz druga z rzędu firma wykonawcza (pierwszy inwestor splajtował) „Deutsche Land und Baugesellschaft” postarali się, mimo kłopotów natury geologicznej, o nadanie temu budynkowi niezwykłej urody.

Problemem stało się bowiem dla wykonawców niezwykle słabe podłoże dla zbudowania fundamentów, gdyż budynek posadowiono na jednej z ostatnich „wolnych” do zabudowy parcel przy Wilhelmstrasse (dziś ul. Zwycięstwa), w pasie bardzo niestabilnego gruntu ciągnącego się wzdłuż całej doliny Kłodnicy – od łąk pod Sośnicą aż po tereny dzisiejszego portu. Teren działki pierwotnie przeznaczony był na budowę nowego ratusza Gleiwitz. Magistrat ogłosił nawet konkurs na opracowanie architektoniczne obiektu, na który zgłosiło się wiele firm ze swoimi projektami, ale w końcu wygrała opcja propagandowa – hotel „Haus Oberschlesien”.

Jeszcze wcześniej, bo na początku XIX w na parceli stała drewniana hala cyrkowo-sportowa wybudowana przez Paula Gaerthe, późniejszego inwestora stadionu rowerowego w Lesie Miejskim koło Zameczku Leśnego przy ul. Chorzowskiej. Główne wejście do hotelu z dużymi obrotowymi drzwiami zrealizowano od strony dzisiejszej ulicy Wyszyńskiego, z tym że wtedy istniała tu dodatkowo zabudowa chroniąca przyjeżdżających gości od deszczu. Od strony ul Zwycięstwa hotel prezentował się najokazalej – goście hotelowi mogli bowiem korzystać z kawiarni letniej usytuowanej przed budynkiem: tu ustawiano palmy i potężne kosze kwiatów, a przejście z wnętrza hotelu do kawiarni ozdabiały arkady nawiązujące kształtem do siedmiu półkolistych okien parteru. Okna można było w całości przesunąć do góry i połączyć tym sposobem kawiarnię z ogrodowym tarasem.

Bardzo dokładne opracowanie inwentaryzacyjne budynku wykonane przez inż. arch. Tadeusza Teodorowicza-Todorowskiego w 1948 roku wykazuje w treści imponującą ilość pomieszczeń hotelu:

W piwnicach ulokowano – składy wina i piwa, pomieszczenie dla opróżniania flaszek i beczek, chłodnie, basen rybny, lodownie, bojlery, wytwornice pary dla pralni, urządzenia grzewcze i wentylacyjne, magazyny i w.c. 3 sklepów z parteru, oraz transformatornia dla elektrycznych instalacji siły i światła.

Parter – hall hotelowy, sala jadalna, pokój muzyczny, pokój maszynistek, biuro dyrektora hotelu, garderoba, kuchnia hotelu, jadalnie personelu, bar z bufetem i w.c., kawiarnia koncertowa z garderobą, kuchnie i w.c., restauracja z pomieszczeniami pomocniczymi, 3 sklepy.

I piętro – sala uroczystościowa ze sceną, foyer, garderoba, sala mała, pokoje klubowe, pokoje gościnne, piętro kawiarni połączone szerokimi schodami z kawiarnią parteru i tarasem. Całe skrzydło od ulicy Wybrzeże W.P. mieściło lokale biurowe.

II piętro – empora sali uroczystościowej, pokoje gościnne hotelu, mieszkanie dyrektora hotelu (4 pokoje, kuchnia, dwa pokoje służby, hall i łazienka).

III piętro – pokoje hotelowe

IV piętro – pokoje hotelowe, pokoje personelu, pomieszczenia wystawowe.

V piętro – pokoje hotelowe, pokoje służby, pralnia z suszarnią, szwalnia, prasowalnia, sortownia i magazyn czystej bielizny, mieszkanie dozorcy ( dwa pokoje z kuchnią).

VI piętro – pomieszczenia personelu i strychy.

Ogółem w budynku znajdowało się 105 pokoi hotelowych na 125 łóżek i 26 łazienek, dźwig bagażowy 600kg, osobowy 300kg, gospodarczy 250kg, dwa dźwigi kuchenne dla hotelu i kawiarni 50kg, dźwig osobowy 400kg w skrzydle biurowym.

Pomieszczenia kawiarni koncertowej miały posadzkę pokrytą linoleum a kawiarnia na piętrze parkiet. Okładziny ścienne kawiarni i bufetu wykonane były w kaukaskim orzechu a restauracji w polerowanym platanie. Schody na piętro kawiarni wyłożone były dębem a poręcz w kaukaskim orzechu. Ściany górnej kawiarni wyłożone były tkaniną, pilastry (filary ścienne) i bufet lakierowane i polerowane. Ściany dolnej kawiarni wyłożone były buazerią ( pisownia oryginalna) w kaukaskim orzechu, a stropy wyłożone stiukami (stiuk to szlachetny tynk marmurowy często barwiony), w tualetach ( pisownia oryginalna) podłogi i ściany wyłożone flizami ( płytami kamiennymi lub ceramicznymi). Górne płaszczyzny ścian ozdobione były malowidłami.

Mała sala łącząca się z salą uroczystościową również posiadała buazerię w orzechu kaukaskimi, dawała się poprzez składane drzwi dzielić na dwa pomieszczenia na sale klubowe lub posiedzeń. Podłoga była parkietowa a szyby okien osadzone w ołowiu.

Tualety sali posiedzeń były wyłożone do wys. 2,5 m płytami marmuru. Klatka schodowa wyłożona dębem, szyby okien osadzone w ołowiu. Podłogi korytarzy hotelu wyłożone były linoleum.  Hall hotelowy od strony ul. M. Strzody (dziś ul S. Wyszyńskiego) posiadał posadzkę z jasnego marmuru, pilastry hallu wyłożono marmurem, a strop stiukiem. Ściany i posadzki kuchni czarnej i białej wyłożono flizami, a kuchnię wyposażono w najnowocześniejsze urządzenia”.

Na poziomie pierwszego piętra, nad arkadami umieszczono potężny balkon którego fragmenty mogliśmy oglądać jeszcze do niedawna po obu stronach szklanej, zdemontowanej w 2016 roku zabudowy wejścia. Istotnym zwieńczeniem budowli był wspaniały wysoki i wielopoziomowy dach pokryty czerwoną dachówką tzw. esówką. Nad ostatnim piątym piętrem, na tle najwyższego z dachów umieszczono nie tylko nazwę hotelu, ale także potężną rzeźbę półleżącej kobiety, personifikację Germanii – symbolu Niemiec i całego narodu niemieckiego. Głównym inwestorem hotelu była firma Hotels und Bürohaus Aktiongesellschaft – w skrócie HUBAG i tę właśnie potoczną nazwę nadali ówcześni gliwiczanie rzeźbie na dachu hotelu. Od tej pory mówiono o niej jako o „frau Hubag” i wszyscy od razu wiedzieli o jakiej rzeźbie jest mowa.

W budynku w dużej sali umieszczono na ścianach prawdziwe dzieła sztuki – trzy freski autorstwa prof. Adolfa Münzera, jednego z niemieckich prekursorów nowego stylu w dziedzinie dekoracji ściennych. Fresk pt ”Pani Muzyka” przedstawiał alegorię muzyki we wszystkich możliwych postaciach, w „Radości życia” Münzer pokazał symbol – słońce w postaci kobiety umieszczając w tle akcenty górnośląskie – kominy fabryk, wieże kopalń, postacie górników chłopów. Trzeci fresk przedstawiał wesele w podgliwickim Schönwald – obecnie Bojkowie. Tu znów odezwała się propaganda Niemiec, gdyż Schönwald okazało się jedyną wsią w dawnym okręgu gliwickim, która podczas głosowania w plebiscycie w r. 1921 opowiedziała się w całości za przynależnością do Niemiec, podkreślono tym sposobem zasługi miejscowości. Mniejsze freski nosiły tytuły „ Romanca” i „Ballada”, a cała sala otrzymała nazwę od nazwiska artysty – „Münzersaal”.

Kolejnym dziełem sztuki związanym z hotelem „Haus Oberschlesien” jest rzeźba – fontanna Hansa Dammana „Tańczące fauny”, odlana w brązie i ustawiona na zieleńcu przed kawiarnią letnią. Trzy tańczące diabełki zapewne dzięki swej apolityczności przetrwały czasy wojenne i komunistyczne „czyszczenie” miasta ze śladów niemieckości. Hans Damman jest także autorem innych rzeźb w Gliwicach – „Matki z dziećmi” stojącej przed starym budynkiem Instytutu Onkologii oraz płaskorzeźb czterech dziewcząt na elewacji wejścia do dawnego Eichendorff Liceum – liceum dla dziewcząt, obecnie budynku jednego z wydziałów Politechniki Śląskiej przy dzisiejszej ul. Konarskiego.

Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Gliwicach

Nadeszła wojna. Wraz z 1945 rokiem nadszedł też kres hotelu. Na ostatnich jego piętrach funkcjonował do końca 1944 roku magazyn materiałów propagandowych gliwickiego NSDAP, co stało się przyczyną zniszczenia przez wojska radzieckie w całości tego centrum gliwickich nazistów. Podpalony przez nich hotel płonął kilka dni, z daleka obwieszczając wszystkim swą śmierć. Spłonęło całe wyposażenie, dzieła sztuki, dach, okna, boazerie ścian i wszystkie podłogi, a stropy runęły w dół kończąc dzieło zniszczenia. Według ocen Tadeusza Teodorowicza-Todorowskiego temperatura spowodowana pożarem mogła osiągnąć nawet 1200 stopni Celsjusza, bo szklane żyrandole topiły się jak wosk. Ale rzeźba na dachu ocalała. Kiedy w grudniu 1947 roku Miejska Rada Narodowa w Gliwicach podjęła decyzję o odbudowie budynku, zaczęto szacować stan jego zniszczenia. Powołany w tym celu Teodorowicz-Todorowski ocenił go na „okrągło”, jak pisze w ekspertyzie, na 80 procent.

Pierwszym powojennym lokatorem spalonego jeszcze budynku był Centralny Zarząd Przemysłu Hutniczego w Katowicach – co widać na załączonych zdjęciach, chociaż wszystkie materiały archiwalne wskazują na Centralny Zarząd Przemysłu Chemicznego – zleceniodawcę ekspertyzy Teodorowicza-Todorowskiego. To w pewnym sensie zagadka historyczna, jak na razie nie rozwiązana.

Projekt przebudowy opracował wspomiany już inż. arch. Tadeusz Teodorowicz-Todorowski, jeden z założycieli Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej. To wówczas zapewne zdemontowano rzeźbę kobiety z dachu, ale co się z nią stało? Tego się już nie dowiemy. Zmarły w 2001 roku Teodorowicz-Todorowski zabrał tę tajemnicę do grobu.

W listopadzie 1954 roku przebudowa została zakończona i do nowego obiektu mogły wprowadzić się wszystkie wydziały Zarządu Miasta. Do tej pory zajmowały budynek obecnej Szkoły Muzycznej przy ul. Wieczorka oraz szereg innych lokali w mieście. Obok Zarządu Miasta i Powiatowej Rady Narodowej miejsce w nim znalazło też wiele instytucji Centralnego Zarządu Przemysłu Chemicznego w Gliwicach. Z tego to właśnie powodu około roku 1965 na dachu budynku pojawił się znany napis „CHEMIA ŻYWI LECZY BUDUJE”.

Urząd Miasta w Gliwicach

Wraz z rozwojem miasta rosła ilość urzędników i dla nich przekazywano coraz to więcej pomieszczeń biurowych. Po politycznych przemianach roku 1989 cały budynek przeznaczono już tylko na ich potrzeby.

Kluczowy dla gmachu był rok 1995. Rozpoczęła się wtedy przebudowa całej elewacji frontowej budynku wraz z wejściem dla petentów. Efektem tej przebudowy był zmieniony zupełnie jego wygląd – częściowo przeszklony parter i długie rury nośne sięgające dachu. Ten widok widok znaliśmy wszyscy i już się w zasadzie do niego przyzwyczailiśmy. Jedynie przyjezdni nie mogli się nadziwić tej „nowoczesnej” architekturze.

A jak było naprawdę z tą przebudową? Dotarłem do arch. Krzysztofa Barysza z Tychów, który ją opracował i przygotował od strony architektonicznej. Okazało się że miało być zupełnie inaczej. Projekt przewidywał przeszklenie na całej wysokości budynku. Tę wysokość wskazywały dwie zardzewiałe rury mające w zamyśle autora projektu stanowić element nośny konstrukcji przeszklenia, a stały się głównym elementem „dekoracyjnym” budynku. Gdyby zrealizowano cały projekt tych szpetnych rur nie byłoby w ogóle widać spod szklanej zabudowy. Mało tego – arch. Barysz zaprojektował wówczas zamknięcie dachem całego dziedzińca wewnętrznego zabudowań Urzędu Miejskiego. Miało tam powstać coś w rodzaju wielkiego biura obsługi petentów, które w pewnym uproszczeniu zrealizowano obecnie na parterze.

Pozostaje pytanie, dlaczego miasto odstąpiło od realizacji całości projektu?

Otóż w tym samym czasie w Gliwicach powstawały obiekty fabryki Opla. Według słów pana Barysza, dla tej inwestycji zagranicznego partnera miasto było zobowiązane przygotować odpowiednią infrastrukturę drogową na której wykonanie zaczynało brakować pieniędzy. W obawie przed karami umownymi obcięto fundusze na wykonanie całej planowanej przebudowy budynku UM przeznaczając zaoszczędzone pieniądze na drogi w strefie ekonomicznej. Tym sposobem ściana frontowa reprezentacyjnego budynku w Gliwicach przez kolejne 20 lat straszyła wszystkich swym wyglądem. W 2016 roku rozpoczął się remont.

Materiały źródłowe: „Informator Gliwicki” rok 1949, „Gliwice znane i nieznane III” – opr. Muzeum w Gliwicach, „Pierwsza dekada” – B. Tracz, „Ludzie i dzieła” cz. I i II – dr Jacek Schmidt, „Operat inwentaryzacyjno-szacunkowy Domu Górnośląskiego w Gliwicach” – inż. arch. T. Teodorowicz-Todorowski.

1 KOMENTARZ

  1. Witom

    Panie Marianie napisou Pan tak:

    „O jego przepychu i komforcie wiele już napisano. Ze starych pocztówek najłatwiej ocenić jak bardzo projektant Reimann i firma projektowa „B.D.A. Gaze und Bötther” z Wrocławia oraz druga z rzędu firma wykonawcza (pierwszy inwestor splajtował) „Deutsche Land und Baugesellschaft” postarali się, mimo kłopotów natury geologicznej, o nadanie temu budynkowi niezwykłej urody.”

    Troszka jednak inaczyj pozwola se to tak sformuowac’:

    Pomijajonc ze najprzod plany na wykorzystanie tego terynu bouy blank inksze, bo miou sam powstac’ ratusz, to nalezy spomniec’ ze miasto same zmiyniouo plany i zamiast na powierzchni 7800metrow kwadratowych postawic nowy ratusz, postanowiouo w roku 1923 specjalnioe utworzono w tym synsie spouka akcyjno sprzedac’ pod warunkym ze powstanie na tym terynie 200 pokojowy wielki hotel i wielki biurowiec. Tukej nalezy wymiynic spomniano przez Pana firma architektow ze Breslau (B.D.A. Gaze u. Böttcher). Piyrwotny plan zostou zmiyjszony i ino pouowa tego placu zostaua na hotel i biurowiec przeznaczono w nowyj wersji. Teroski hotel miou miec juz ino 120 pokojow ze 150 uozkami i 30 uaziynkami. Skutkym szalejoncyj wtedy inflacji juzas cza bouo zmiynic cyl. Miasto musiauo juzas’ przejonc budowa w stanie surowym i dwa lata nic sie praktycznie niy dziouo. Wkon’cu doszu do porozumiy nia miyndzy miastym i „Deutsche Land und Baugeselschaft mbh”(kerowou tym dyrektor Merten) udauo sie dalyj kontynuowac i dokon’czyc’ couke przedsiymwziyncie. Kerownictwo architeka Böttcher dopiyro jak on umar to przejon architekt Gaze. Natomiast architekt Reimann bou kerownikym z ramiynia miasta. W ciongu roku 1928 poszczegolne etapy roznych czynsci tego przedsiywziyncia zostaua zakon’czone. szczeguowy opis pomieszczyn i coukyj tyj geszichty znondzie Pan w przedwojynnyj fachowyj prasie np w jednym z numerow „Ostdeutsche Bau – Zeitung”. Mom nadzieja ze konsek wiyncyj tym prziczyniouech sie do uproszczynia obrazu sytuacji z czasu jak powstawaua ta budowla.

    Pozdrowiom

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę zatwierdź swój komentarz!
Podaj swoje imię i nazwisko