Lubimy z dumą powtarzać, że Gliwice to jedno z bardziej zielonych miast na Śląsku. Niewiele osób jednak wie, że taki stan rzeczy jest zasługą dwójki Niemców, których los szczęśliwie ze sobą zetknął w naszym mieście. Pierwszym był Karl Schabik – miejski radca budowlany zauroczony ideami miasta-ogrodu propagowanymi na początku XX wieku przez Ebenzera Howarda. Drugim – Richard Riedel, utalentowany ogrodnik, który w Gliwicach dosłużył się stanowiska Dyrektora Ogrodów Miejskich. To ich współpracy zawdzięczamy nie tylko miejską palmiarnię, piękne szpalery drzew przy ulicach, ale także trzy wspaniałe, śródmiejskie parki. Zapraszam na opowieść o historii gliwickiej zieleni.

Park Szwajcaria, czyli dawny folwark Gardell

Najstarsze ślady dzisiejszego parku pochodzą z przełomu XVIII i XIX wieku. Na mapach Gliwic z tego okresu widnieje tu nazwa Vorwerk Gardell – to folwark który wiek później przemieniono w Ośrodek Rekreacyjny Schweizereii – dzisiejszy park Szwajcaria.

Folwark Gardell związany był od średniowiecza ze Starymi Gliwicami (Alt Gleiwitz), które z kolei znajdowały się w majątku probostwa Łabędy (Laband). Ciekawostką jest fakt, iż w roku 1276, gdy nadano Gliwicom prawa miejskie, Stare Gliwice już istniały – więc są w zasadzie starsze niż nasze miasto. Od roku 1860 dobra rycerskie Alt Gleiwitz należały do Bernharda von Welczek.

Drugą ciekawostką jest sam folwark Gardel – pierwsza wzmianka o nim pochodzi z mapy z 1736 roku, gdzie w ówczesnym majątku „Alt Gleibicz” istnieje folwark „Gardilla”. Na mapie z roku 1812 już napisano „Vorw. Gardell” i wyraźnie widać zabudowania folwarczne, a obok nich duży, zadrzewiony obszar służący zapewne już wtedy właścicielom jako park. Tym bardziej, że w samym środku istniał sporej wielkości staw.

Na mapie z roku 1911 w tym rejonie zaznaczone są także dróżki spacerowe wokół stawu i to prawdopodobnie stało się przyczyną, dla której magistrat ówczesnych Gleiwitz „zarekwirował” istniejące założenie parkowe, tworząc tu w 1926 roku, jakoby od nowa zbudowany dla gliwiczan, Park Schweizerei.

Stało się tak za sprawą radnego miejskiego o nazwisku Juretzko, który wertując księgi wieczyste odkrył, że folwark Gardel leży na gruncie miejskim, więc bez dodatkowych kosztów można go przekształcić w park. W tamtym czasie staw był zasilany w wodę źródłami w jego dnie, a nadmiar wody odprowadzany strumieniem do pobliskiej Kłodnicy. Tuż przy ulicy zbudowano dużą restaurację z parkingiem, letnim tarasem na 600 osób i kręgielnią. Dawny staw przedzielono uroczym mostkiem na dwie części i zbudowano przystań dla łodzi.

Po romantycznej przejażdżce łódką gliwiczanie mogli skorzystać z atrakcji restauracji – sal tanecznych, pokoi gościnnych oraz pawilonu muzycznego i doskonałej kuchni. Patronem restauracji był browar w Toszku, który zapewnił jej pełne wyposażenie oraz właściwą obsługę gości. Wnętrze głównej sali zdobiły dwie prace malarskie znanego ówczesnego artysty gliwickiego Ericha Gottslicha – „Lato” i „Zima”. Dodatkowym atutem restauracji był jej sufit wykonany w specjalnej, rzadkiej technice kasetonowej. Zimą goście mogli korzystać z pobliskiego toru saneczkowego – dzisiejszego toru rowerowego.

Pieczę nad budową nowego parku sprawował miejski radca budowlany Karl Schabik oraz dyrektor ogrodów Riedel. Dla wygody gliwiczan zaprojektowali i dopilnowali wykonania specjalnych tras spacerowych z centrum Gliwic – ulicą Kościuszki i Kozielską oraz promenadą spacerową wzdłuż Kanału Kłodnickiego. To było naprawdę piękne miejsce.

Pozostał tylko żal, że nic nie uratowało się z dawnej świetności obiektu. Przepiękną restaurację zamieniono w ośrodek nauki jazdy, aleje przy dawnym Kanale Kłodnickim wycięto, trasy spacerowe z miasta przestały istnieć. Jedynie dwa stawy wraz z odnowionym obecnie parkiem są miłym akcentem w całym założeniu dawnego parku „gliwickiej Szwajcarii”.

Domek Ogrodnika i jego lokator

Budowlę tę widział każdy, kto choć raz był w gliwickiej palmiarni lub spacerował po parku Chopina. Do niedawna zajmowana była przez dyrekcję gliwickiego MZUK-u, teraz czeka na kolejnego najemcę lub właściciela.

Co w słynnym Domku Ogrodnika jest tak bardzo szczególnego, że warto się nim zainteresować? Po pierwsze sam wygląd – mały zameczek z okrągłą basztą wzbudza zainteresowanie spacerujących na zasadzie kontrastu. Obok stoi przecież zespół potężnych, metalowo–szklanych hal palmiarni. Ale nie zawsze tak było przecież.

Domek Ogrodnika (Gartenhaus) jest pozostałością po zespole pierwszych szklarni miejskich. Już wtedy, około roku 1880, myślano o stworzeniu tu zielonego parku dla rosnącego jak na drożdżach miasta. Ktoś musiał jednak kierować takimi pracami, musiał też gdzieś mieszkać, mieć swoje biuro i pomieszczenia gospodarcze.

Zbudowano więc na obrzeżach parku domek nawiązujący stylem do ówczesnej mody – domek ogrodnika. Trzeba pamiętać, że centrum parku zajmowało wówczas tzw. wzgórze Deventera (założone wraz z parkową promenadą przez Deventera Hügela) z mostkiem nad strumieniem dawnej Dzikiej Kłodnicy (Wilde Klodnitz lub według innych map – Potok Wiedeński, czyli Wiener Bache). Na szczycie wzgórza stała spora drewniana altana ze schodkami oraz ławeczkami. Cały przyległy teren zamieniono w ogród skalny z fontanną i basenem.

Kompleks tej dawnej „małej architektury” – domek ogrodnika, szklarnie i wzgórze Deventera – stwarzał więc niepowtarzalną, miłą atmosferę. Rosnące miasto potrzebowało jednak czegoś więcej niż małych szklarni. Magistrat gliwicki postanowił więc zbudować palmiarnię. Rośliny do niej gromadzono już od roku 1913, aż wreszcie w roku 1925 nastąpiło huczne otwarcie palmiarni gliwickiej. Nie tej którą znamy obecnie, lecz tej, która stała tu jeszcze do lat 80. minionego wieku.

A domek ogrodnika? Zamieszkał w nim Richard Riedel (1887-1965) – dawny dyrektor Ogrodów Miejskich. Pochodził z Dolnego Śląska, spod Wałbrzycha. Pierwsze nauki ogrodnictwa pobierał w ogrodach znanych ówcześnie osobistości: dr Brehmera w Sokołowsku pod Wałbrzychem, w Ahrensburgu pod Hamburgiem oraz pod Oleśnicą w ogrodach królewskich. Jako 23-latek pracował już jako pierwszy pomocnik Miejskiej Dyrekcji Ogrodów w Legnicy. Potem trafił do miejscowości Kuchelna gdzie zakładał 75-hektarowy park dla księcia Lichnowskiego. Mając 26 lat trafił w końcu do Gliwic by po dwóch latach zostać starszym ogrodnikiem z tytułem asystenta radcy. W roku 1917 był już inspektorem ogrodów miejskich w Gliwicach, a od roku 1920 – ich dyrektorem.

Mieszkał w budynku przy palmiarni, nazwanym potem domkiem ogrodnika. W budynku istniało na piętrze duże wielopokojowe mieszkanie, które prawdopodobnie zajmował z rodziną. Pierwsza znana pocztówka pokazująca gliwickie szklarnie i domek ogrodnika pochodzi już z roku 1906. We wszystkich następnych latach powstawały nowe pocztówki z tym samym widokiem, stąd wiemy dziś, jak wyglądała roślinność porastająca budynek i jego otoczenie.

Zasługą Riedla było wszystko, co posadzono w gliwickich parkach i w palmiarni. To za jego czasów dobudowano w 1935 roku do istniejącej już palmiarni ogromny, jak na tamte czasy, szklany pawilon o wymiarach 28 na 18 m oraz wysokości 12 metrów. Do tej pory palmy zakopywano coraz głębiej by mieściły się w starych szklarniach. Riedel sprowadził do palmiarni krokodyla, małpy brazylijskie, pawiana, szympansy oraz anakondę. W basenie tuż przy wejściu zwiedzający mogli podziwiać największą wodną roślinę świata Victoria Regia, z potężnymi okrągłymi liśćmi zdolnymi utrzymać na wodzie dwuletnie dziecko.

Dyrektor dbał również o dobrą frekwencję w pawilonach, gdyż utrzymywane były wyłącznie z wpływów z biletów. Za jego staraniem, w latach 1926–28 palmiarnię odwiedziło aż 260 klas szkolnych mających tu obowiązkowe lekcje przyrodnicze. W 1927 roku odnotowano 18 tys. zwiedzających, w 1936 – już 30 tys., a w ostatnim, spokojnym dla Gliwic roku 1941 aż 40 tys. osób. Riedel ustalił bardzo niskie ceny biletów dla wycieczek szkolnych w wysokości 10 fenigów dla ucznia. Dla porównania – 1 kg mąki pszennej kosztował 34 fenigi, 10 dkg kawy 50 fenigów, czekolada 125 g 25 fenigów. W przybliżeniu więc cena biletu ucznia w przeliczeniu do cen naszych czasów wynosiła około 1 zł.

Dyrektor Riedel jest osobą która wspólnie z architektem miejskim Karlem Schabikiem stworzyli z Gliwic miasto-ogród. Ich dziełem są parki Chrobrego i Chopina, a także gliwicka Szwajcaria. Riedel współpracował także z właścicielami zniszczonego obecnie Zameczku Leśnego przy ulicy Chorzowskiej. Doglądał jako urzędnik odpowiedzialny za gliwicką zieleń nasadzeń w przyległym lasku, prawidłowego działania fontanny i czystości baseników dla dzieci. Mało tego – za jego czasów posadzono ponad 10 tys. drzew wzdłuż kanału Kłodnickiego i Kłodnicy, a także wzdłuż gliwickich ulic, na skwerach, na cmentarzach i przy budowanych osiedlach mieszkaniowych. Sporą część tych nasadzeń nasze pokolenie beztrosko wycięło.

Riedel uciekł z Gliwic przed Rosjanami w 1945roku. Zmarł całkiem niedawno, bo w 1965 roku, w Aschau w Niemczech.

Tajemnice parku Chrobrego

Park Bolesława Chrobrego usytuowany między Kłodnicą a obecną ul Akademicką liczy sobie dokładnie 103 lata. Pierwsza wzmianka historyczna o tym obiekcie wiąże się z mapą Gliwic z roku 1913, gdzie już można przeczytać dawną nazwę parku „Kaiser-Wilhelm-Park”, czyli Park Cesarza Wilhelma oraz zobaczyć pierwsze gliwickie boisko sportowe (Spielplatz). Boisko to istnieje do dziś, kopią tam piłkę młodzi ludzie i ojcowie z dziećmi – identycznie jak sto lat temu.

W tych latach Gliwice posiadały już Dyrekcję Ogrodów Miejskich, która rozpoczęła tworzenie zielonych obszarów dla ówczesnych gliwiczan. Kiedy dyrektorem Ogrodów Miejskich został wspomniany już Richard Riedel, w mieście nastąpiła prawdziwa „zielona rewolucja”. Ogromną pomocą w tym dziele była regulacja biegu Kłodnicy w latach 1910-1920 oraz usypanie w centrum miasta wałów przeciwpowodziowych. Na tak zabezpieczonych przed wodą terenach rozpoczęto sporo miejskich inwestycji, w tym także rozbudowano Kaiser-Wilhelm-Park.

Rok 1928 przyniósł parkowi zaprojektowane już dekadę wcześniej baseny – kąpielowy i żaglowy. Wielką rolę odegrały tu starania radcy miejskiego Meltzera. Basen kąpielowy istniał mniej więcej na obszarze dzisiejszego lodowiska „Tafla” i początkowo służył jako kąpielisko z podziałem na płeć użytkowników. Kobiety korzystały z basenu w poniedziałki i czwartki, a mężczyźni w pozostałe dni tygodnia. Dodatkowo wyznaczono każdy niedzielny poranek dla kąpiących się pań – wyłącznie urzędniczek magistratu gliwickiego.

W roku 1938 obok kąpieliska miejskiego otwarto duży zalew dla żaglówek i kajaków. Istniał na obszarze zajmowanym teraz przez krytą halę sportową oraz parking dla studentów. W latach 50. na zalewie żaglowym działało lodowisko miejskie, lecz około roku 1957–1960 zespół basenów zasypano, tłumacząc decyzję przedostawaniem się do nich wody z Kłodnicy. Trochę to naiwne tłumaczenie, gdyż poziom wód Kłodnicy był o wiele niżej niż dno basenów, z których wodę okresowo wymieniano wypuszczając do Kłodnicy. Świadkowie likwidacji basenów wspominają, że z ogromnym pietyzmem demontowano i wywożono ciężarówkami granitowe płyty, którymi baseny były wyłożone. Kto wie, gdzie dzisiaj służą jako posadzki znamienitych PRL-owskich budowli?

A skąd nazwa Park Chrobrego? Otóż, już w roku 1928 na teren parku przeniesiono stojący na dawnym Germania Platz (dzisiaj plac Piastów) pomnik Germanii – statuę symbolizującą Niemcy i cały naród niemiecki. Pomnik ten stał w parku do lat 50-tych i doskonale udawał pomnik króla Chrobrego. Tak przynajmniej opowiadają o tym pomniku najstarsi gliwiczanie – ówczesne dzieci szkolne.

Ciekawostką jest całe założenie parkowe które przetrwało cały wiek, więc dziś spacerujemy po alejkach wyznaczonych już około roku 1913. A całkowitym zaskoczeniem niech będzie fakt, iż już w tych latach planowano przeprowadzenie przez park drogi prowadzącą od dzisiejszej ul Akademickiej tuż przy istniejących kortach, przez Kłodnicę aż do dawnej Królewskiej Odlewni Żeliwa (Eisengiesserei) i dalej w stronę dzielnicy hutniczej. Pozostałością po tym pomyśle sprzed stu lat jest piękna aleja drzew stojąca do dziś między kortami a parkiem. Mało kto ją zauważa bo jest całkowicie wyłączona z terenu parku Chrobrego i odizolowana dwumetrowym płotem oraz podwójnym rzędem drutu kolczastego.

I to jest właśnie największa tajemnica Parku Chrobrego. Cóż może bowiem się kryć w stu metrowym szpalerze 26 lip stojących w tej alei? Każde z tych drzew ma średnicę 50-80 cm, wokół teren jest równiutki jak stół, zadbany i… schowany przed gliwiczanami.

W latach 50-tych, gdy budowano Politechnikę Śląską, wykorzystano ten dawny niemiecki drogowy pomysł, na doprowadzenie w stronę budowy uczelni torów kolejowych. Linię poprowadzono od węzła kolejowego przy ulicy św. Stanisława Kostki przecinając ulice Błogosławionego Czesława, Franciszkańską i Robotniczą. Linia kolejowa biegła dalej przez teren obecnego GZUT-u, a potem przez tymczasowy drewniany most na Kłodnicy kierując się przez park Chrobrego w stronę ulicy Akademickiej i Wydziału Górnictwa i Geologii Politechniki Śląskiej. Ślady po tym nieznanym prawie nikomu moście kolejowym są widoczne do dziś. Wystarczy spojrzeć na wysokości naroża kortów i „dziwnej” alei lip w stronę przeciwległego brzegu Kłodnicy – widać tam resztki uciętych drewnianych filarów dawnej przeprawy.

Wykonano wówczas w parku przesiekę pod tory wycinając wszystkie drzewa, jej ślad też jest dziś widoczny z wałów powodziowych Kłodnicy. Ciekawym i bez odpowiedzi jest pytanie – dlaczego nie wykorzystano istniejącej alei do poprowadzenia torów, tylko skierowano je obok szpaleru lip?

Lata współczesne mogą stać się rokiem przełomowym dla istnienia historycznego założenia parku Chrobrego. Urząd Miejski w Gliwicach planuje bowiem poprowadzić aż dwie drogi przez teren parku, wycinając oczywiście wszystkie drzewa po drodze. Jedna z nich ma pobiec mniej więcej od ulicy Wincentego Pola, przez most przy „wodospadzie” na Kłodnicy, dalej obok „Mysiej Górki” i poprzez zlikwidowane Ogrody Działkowe „Krakowianka” do Ronda Akademickiego. Druga – pobiegnie obok dwóch szkół podstawowych przy Robotniczej, dalej mostem przez Kłodnicę i przez parking studencki w stronę budowanej Hali Gliwice. Kładka przerzucona nad DTŚ w pobliżu ulicy Paulińskiej faktycznie jest pierwszym etapem tej drogi. Tym samym zniknie kilkaset drzew parkowych, a wraz z nimi zniknie urok tego miejsca. Pojawi się asfalt, hałas, spaliny i przekleństwa kibiców sportowych koczujących na parkowych ławkach. Schabik i Riedel na pewno nam tego nie darują.

7 KOMENTARZE

  1. Witom fascynatow geszichty naszego miasta i okolic.

    Jeszcze roz powtarzom sam mauo uwaga na temat miana „Park Szwajcaria”. Dzisiejsze pokolynia juz tego niy wiedzom, a historyki na tyn temat milczom, bezto to sam powtarzom. Miano „Park Szwajcaria” wzionuo sie tukej z piyrwotnego miana hodowli krow na sposobtzw szwajcarski kero na tym terynia miaua miejsce. „Schweizerei” powinno sie w tym wypadku ale tuplikowac’ wiyncyj poprawnie jako „Szwajcarowka”. Tego typu teryn ze tom typowom hodowlom krow na terynie dzisiejszych Glywic bouo niy ino w tym miejscu – take miano ze damtych czasow „detektyw historii” znondzie na starszych mapach Glywic i okolicy i w inkszych terynach nalezoncych dzisiej do Glywic. Odpowiednio do lot 30ych a nawet 40ych w dokumyntach starszych ludzi szuoo jeszcze niykedy natrefic’ w rubryce „Beruf” = „Zawod” termin kery niywyznany w temacie by tysz przetuplikowou jako „szwajcar” (niy rozumiejonc o co chodzi). Mys’la ze warto o tym wiedziec’ skond sie wzionuou miano tego parku „szwajcarski”. Temat jak widac’ wsom roz dlo „Detektywa historii” … .

  2. Witom przi szlustydniu i pozdrowiom ze urlopu. Jako ze urlop mo swoje prawa bezto sam kukom ino sporadycznie i czytom te teksty partiami niykedy. Tak sie tysz stauo ze najprzod niy pomiarkowouech tego:

    „Zbudowano więc na obrzeżach parku domek nawiązujący stylem do ówczesnej mody – domek ogrodnika. Trzeba pamiętać, że centrum parku zajmowało wówczas tzw. wzgórze Deventera (założone wraz z parkową promenadą przez Deventera Hügela)”

    Ktos’ Panu to z’le wytuplikowou bo wyraz „Hügel” to znaczy po polsku tela co wzgórze wzgórek, pogróżek, a my S’lonzoki na to godomy ajnfach „gorka”.
    Deventer-Hügel to cza tuplikowac’jako wzgorek Deventer’a, abo „gorka Deventer’a.

    Deventer to miano (nazwisko) rechtora (nauczyciela) we downym glywickim gimnazjum, kerymu Glywice zawdziynczauy projekt tyj promynady. A na tym pagorku zbudowany bou mauy letni pawilon – sam fotka:

    https://picclick.de/Postkarte-Gleiwitz-Deventer-Hügel-gel1916-202022099144.html#&gid=1&pid=1

    We Holandii je tysz tako miejscowos’c’ o mianie Deventer, ale to niymo sam wiela z tom sprawom spolnego,. Nosz rektor(nauczyciel) mianowou sie richtik (jak se chyba dobrze przipominom(?) Conrad Deventer i zawdziynczomy mu i pora pozycji drukowanych i pora inkszych ciegawych geszichtow, ale to juz je blank inkszo inkszos’c’ …

    ps

    po urlopie to jeszcze dokuadnie sprawdza i jak by co to dom Panu znac’.

    Pozdrowiom i winszuja dalszych odkryc’ w naszyj ciekawyj geszichcie.

  3. PS

    Spomniauo mi sie jeszcze o jednym Deventer – – chyba bouo mu Carl abo Karl(?), tyn miou cos’ sponego ze towarzystwym alpinistycznym. Musza to sprawdzic’ jeszcze … .

  4. Jeszcze roz jo w temacie „Deventer”.

    Kedys’ downo tymu szkryflouech juz na tyn temat i juz wtedy podowouech tako informacja, kero sam przipominom do uzupeuniynia tematu:

    „RE: Deventer Hügel, 18.May.2003 18:01

    Unsere Promenade wurde um die Jahrhundertwende geschaffen. Planer und Schöpfer dieser Grünanlage war der Gleiwitzer Stadtrat Deventer. Ihn wollte man dadurch ehren, indem man einen kleinen Hügel mit Aussichtsturm nach ihm benannte. Nicht weit davon erinnert eine kleine Bronzebüste an ihn und seine Schöpfung.”

    Nasza promenada powstala ma przelomie wiekow. Jej planista i tworca byl gliwicki radny miejski Deventer. Chcac go uhonorowac, nazwano jego imieniem jeden z pagorkow z wieza widokowa. Stojace w poblizu male popiersie z brazu przypomina o nim i jego dziele.”

    To znaczy ze nasz rechtor(nauczyciel” pou i radnym miasta Glywice. ale co sie stauo z odniego popiersiym, tego juz sie chyba niogdy niy dowiymy … . Abo?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę zatwierdź swój komentarz!
Podaj swoje imię i nazwisko