Odkrycie ogromnych pokładów węgla kamiennego w rejonie Gleiwitz, wsi Zabrze i Sossnitza a potem we wszystkich miasteczkach Górnego Śląska było wynikiem poszukiwań pruskich geologów nowych pokładów węgla dla rosnącego jak na drożdżach niemieckiego przemysłu. Niemieckie zakłady, huty i całe miasta potrzebowały dla swego rozwoju energii, a dawał ją w tamtych czasach właśnie węgiel i to najlepiej jak najtańszy. Pozyskanie bardzo taniej siły roboczej na prowincjonalnym i zacofanym gospodarczo Śląsku gwarantowało przedsiębiorcom niemieckim wydobywanie takiego taniego, konkurencyjnego cenowo w Prusach węgla.

Budowano więc w okolicach Gleiwitz kolejne szyby kopalniane i mając pod ręką tani węgiel w każdej ilości, zaczęto budować huty żelaza, cynku i ołowiu. Za sprawą hrabiego Redena i sprowadzonego angielskiego specjalisty hutniczego Johna Baildona – lokomotywy rozwijającego się pruskiego Śląska zbudowano właśnie tu, nad Kłodnicą – Eisengiesserei Gleiwitz (Hutę Żelaza Gliwice). Reden dobrze wiedział że hucie potrzeba dużych ilości łatwo dostępnej wody, nie tylko do celów produkcyjnych, ale przede wszystkim dla obracania kół wodnych poruszających wszystkie ówczesne maszyny hutnicze. Nie było bowiem wtedy jeszcze ani maszyn parowych ani tym bardziej – prądu elektrycznego. Wodę hucie zapewniała Kłodnica wraz ze swoim dużym dopływem – Bytomską. Kolejną inwestycją wykorzystującą ich wody, był Kanał Kłodnicki, którym w tani sposób transportowano węgiel z kopalni zabrzańskich do Gleiwitz, a potem gotowe gliwickie wyroby hutnicze w głąb Prus. Bez Kłodnicy nie byłoby więc ani tzw. Starej Huty Gliwickiej ani Kanału Kłodnickiego – podwalin potęgi gospodarczej przedwojennych Gleiwitz.

Przemysł gliwicki potrzebował nie tylko wody i taniej siły roboczej, ale coraz częściej – rodzimych inżynierów potrafiących zastąpić fachowców, sprowadzanych do tej pory z głębi Niemiec. Dla celów ich edukacji utworzono w Gleiwitz liczne szkoły, zapewniające ogólne wykształcenie młodzieży by potem kształtować z niej kadrę techniczną dla gliwickiego przemysłu. Istnienie budynków tych szkół, stało się w okresie powojennym kluczowym kryterium dla wyboru Gliwic na siedzibę Politechniki Śląskiej.

Początkowo uczelnia ta została utworzona w Katowicach – taką lokalizację sugerowali pierwsi „dyrygenci” życia politycznego i gospodarczego w powojennej Polsce i na Śląsku : Aleksander Zawadzki i Jerzy Ziętek. Podkreślali że, Katowice posiadają dużą ilość opuszczonych przez Niemców, kompletnie umeblowanych mieszkań dla kadry uczelnianej, a korzystając z „szerokiej sieci komunikacyjnej” studenci mogą tu dojeżdżać także z burs z sąsiedniego Chorzowa, Mikołowa, Sosnowca i Mysłowic. Jednocześnie do Krakowa zjeżdżali się profesorowie z innych uczelni polskich, licząc na utworzenie właśnie w Krakowie nowej uczelni technicznej. Władze Polski (Rząd Tymczasowy) obawiały się jednak dawnej skostniałej i konserwatywnej kadry profesorskiej Krakowa, licząc na wykreowanie nowej śląskiej technicznej grupy inteligenckiej pochodzenia robotniczego, oraz przesiedlanej kadry naukowej ze Lwowa i Wilna.

Nie bez znaczenia były mimo zapewnień władz, problemy Katowic w zapewnieniu Politechnice odpowiedniej bazy lokalowej dla celów dydaktycznych, uwidocznił się także brak możliwości zakwaterowania kadry naukowej i przybywających z całego kraju studentów, oraz co okazało się równie ważne – brak było miejsca na fizyczną rozbudowę ośrodka akademickiego.

Powołany w maju 1945r. przez Ministerstwo Oświaty na stanowisko kierownika i organizatora Politechniki Śląskiej Władysław Kuczewski (ówczesny Rektor Politechniki Warszawskiej z siedzibą w Lublinie), rozpoczął poszukiwania na Śląsku innej lokalizacji dla uczelni poprzez znalezienie po prostu odpowiedniego, opuszczonego przez Niemców zespołu budynków szkolnych w jak najlepszym stanie. Po przeprowadzeniu wizji lokalnej w kilku miastach zaakceptował wstępnie Zabrze lub Gliwice na jej siedzibę. Opierał się na potrzebie posiadania przez Politechnikę czterech gmachów dla wydziałów i administracji, około tysiąca miejsc zakwaterowania dla studentów oraz sporej liczby mieszkań dla 500 osobowej grupy profesorskiej i administracyjnej z rodzinami.

Gliwice miały to wszystko na wyciągnięcie ręki. Mało tego – posiadały sporo miejsca na rozbudowę i powiększanie zasobów lokalowych uczelni na terenach zasypanego dawnego stawu Klopot (obecnie to teren zajmowany przez Wydział Górniczy oraz Plac Krakowski). W. Kuczewski wybrał więc Gliwice, argumentując dyplomatycznie że – z powodu braku odpowiednich warunków lokalowych w Katowicach zmuszony został do utworzenia Politechniki Śląskiej w Gliwicach.

Budynki dawnych niemieckich szkół zaadaptowane na potrzeby Politechniki Śląskiej to: Królewska Szkoła Budowy Maszyn i Hutnictwa (tzw. czerwona chemia przy ul M. Strzody), Szkoła Średnia dla Chłopców (tzw. biała chemia przy ul. M Strzody), Państwowe Wyższe Liceum im. J. Eichendorffa (Wydz. Inżynierii Środowiska przy ul. Konarskiego), Państwowe Gimnazjum Katolickie (Wydz. Elektryczny przy ul. B. Krzywoustego).

Dekretem sprzed dokładnie 70 lat – z 20 marca 1946 roku, ówczesny Prezydent Krajowej Rady Narodowej Bolesław Bierut przenosi siedzibę Politechniki Śląskiej z Katowic do Gliwic, gdzie funkcjonuje z powodzeniem do dnia dzisiejszego.

Na podstawie:

  • „Początki Politechniki Śląskiej” – Wiesław Jan Bąba – Muzeum w Gliwicach 2010
  • „Gliwice znane i nieznane – tom II” – praca zbiorowa – Muzeum w Gliwicach 2008
  • „70-lecie Politechniki Śląskiej” – praca zbiorowa – Politechnika Śląska 2015

20 KOMENTARZE

  1. Warto podres’lic’ ze tyn spomniany Władysław Kuczewski to bou komunista, i niy wolno zapominac’ ze niy bou to okres chlubny – wryncz przeciwnie, kadra i studynty zostali umieszczane we domach ludzi kerzy byli wyciepywani ze swoich domow i miyszkan’ i pozbawiani wszyskiego co w ich domach i miyszkaniach mieli. Chlubic’ sie tu naprowdy niyma czym … . Czyns’c’ miyszkan’cow trafiaua do powojynnych obozow i dochodziouo niy ino do kradzierzy ale i do mordowania spoueczyn’stwa dawnch Glywic i okolicy. Do dzisiej wiela familiow miyszko w tych domach i miyszkaniach kere zostauy wtedy zrabowane. O tych faktach powinno sie tysz godac’ i o tym niy wolno zapominac’. Z domow wyciepywano matki ze dziecmi, a racje odpowiednie zywnos’ciowe bouy ino dlo Polokow tak jak wszyske prziwileje. Niyjedyn dzisiej chciou by to zapomniec, i stou sie to temat o kerym sie wogole nic niy godo, a jak juz to wszysko wina proboje sie kerowac’ na Ruskich i faszystowskich Niymcow. Mys’la ze warto mode pokolynie powinno byc’ uczone historii prawdziwyj a niy tyj wybiorczyj. Cos’ takego jak odpowiedzialnos’c’ zbiorowo jest przestympstwym i dzisiej.
    Prosza o tym pamiyntac’ jak sie czyto wspomniynia z tamtych lat pisane pod kontym niyporuszania pewnych tematow. Take ppjyncia jak „transfer ludnos’ci” itp to brzmi w s’wietle tamtych czasow jak proba cyganiynia samego siebie. Downi miyszkan’cy Glywic niy opuszczali swoich szkou kos’ciouow itd, oni zostali z nich okradzyni. Zabroniono godac’ po niymiecku i dopiyro od niydawna bajtle mogom sie uczyc’ w naszych szkouach tyj szprachy. Nastympnie zaczyli byc’ przes’ladowani i S’lonzoki, a nowe miyszkan’cy, kerzy przibywali jak „desant” mieli pierszyn’stw niy ino w awansowaniu ale we wszyskim, w przidziauach miyszkan’, domow, ziymi, a s’lonsko godka zaczua byc’ traktowano tak samo jak traktowali jom krotko przedtym faszysty. Prosza sprawdzic’ wykaz kadry Politechniki Glywickyj a samymu sie przekonac’ idzie wiela stanowisk bouo obsadzonych S’lonzokami. Smutne w tym wszyskim je to ze i rodzony we Glywicach Ziyntek przikuadou to tych przestympst swoje palce … .

    • No dobrze – ale co to ma wspólnego z Politechnika Śląską, no na miły Bóg , co? Co oznacza, ze Kuczewski był komunistą, i że nie był to okres chlubny ?. Wiem, ze teraz to wszystko można na głowie postawić i tworzyć „nowa historię”. Tylko co z tym ma wspólnego Politechnika Śląska. A może niepotrzebnie ją utworzono ? Może trzeba było ją w Krakowie zostawić albo zorganizować we Wrocławiu ? – zwłaszcza, że Ci którzy ja tworzyli od podstaw to przecież „obrzydliwe komuchy” były i godne najwyższego potępienia. Rzygać się chce, gdy się czyta takie bzdury.

  2. Oczywiscie ze komuchy, zacytuja Panu co wtedy tyn Kuczewski pisou (rok 1952/3). To ino pora wybranych zdan’ tego godnego profesora:

    „Podjeta w czerwcu 1950 r. z inicjatywy Partii i Rektoratu walka o podniesienie wynikow nauczania i dyscypliny …”
    „W roku akad. 1950/51 dazylis’my do tworczego powiazania nauki z zyciem gospodarczo-spolecznym – zgodnie ze wskazowkami przodujacej nauki radzieckiej”
    „Wielki Stalin poucza naukowcow, aby smialo propagowali wszystko to co jest nowe i potwierdzone praktyka i doswiadczeniami”
    „Dlatego wlasnie Wielki Stalin mowil, ze nowe drogi w nauce i technice toruja niekiedy nie znani naukowcy, lecz prosci ludzie, praktycy – wynalazcy i racjonalizatorzy.”

    Couki tekst na zamowiynie przes’la tym kerzy lubiom tqko lektura. Jednoczesnie zapewniom ze to ino maue fragmynty wielu stron z jednyj ino okazji spuodzoinych i firmowanych spomnianym mianym i z podpisami wielu innych zasuzonych peron „Politechniki Slaskiej im Wincentego Pstrowskiego”.

    • I co przez to chce Pan udowodnić – po raz wtóry się pytam. Takie same rzeczy a może i gorsze wygadywano w tym czasie na Uniwersytecie Jagiellońskim, Warszawskim a pewnie i na wszystkich polskich uczelniach. I co z tego – zapomniał Pan co to był za okres. Chce Pan przekreślić tych ludzi bo pletli to, co wszyscy pletli. Zapomina Pan, ze to dzięki tym ludziom Politechnika Śląska powstała, działała i działa nadal. Dzisiaj odmawia się im wszystkiego, w imię czego się pytam i jakim prawem. Dziś wielu, którzy o początkach Politechniki Ślaskiej (mojej Uczelni dodam) nie ma zielonego pojęcia opowiada androny, wypisuje bzdury, świadomie fałszuje fakty itp itd. To takie modne dziś. Szkoda tylko, że i Pan w to się włącza – świadomie czy też nie.

  3. Chyba Pan z’le odbiyro moje teksty – jo pisza tak jak bouo i niy starom sie niczego zatajac’. Wielu zawodowych historykow natomiast pisze tak jak wieje wiatr … .
    Uwazom ze jest dzisiej na glywickich „stoukach” za wiela downych komuchow kerzy udowajom teroski s’wiyntych. Z drugyj strony niy powinno sie tu politykowac’, w tym synsie i mozno to lepiyj ze Pan tak reaguje, Zapewniom Pana ze pomimo mojego obrzidzynia do komunizmu potrafia odrozniac’ fakty od poboznych zyczyn’. Doros’li ludzie ale muszom sie liczyc’ z konsekfyncjami swoich czynow, a co dopiyro Ci kerzy byli odpowiedzialni za losy inkszych. To oni przeca kedys’ decydowali o niydoli i tragediach miyszkan’cow naszego miasta i regionu. To tysz konsek naszyj wspolnyj geszichty. Abo?

    • ps

      A tak po prowdzie funkcjonowanie tzw „komunistow” we Glywicach i ich geszichta to tysz ciekawy temat na jedyn z odcinkow „Detektywa historii”. Jak by niy bouo to dziesiontki lot = o wiele duzyj niz rzondziyli tu np faszysty.

  4. – Historia Politechniki Śląskiej w Gliwicach zaczyna się we Lwowie w lipcu r 1941, wtedy Niemcy zabili 25 profesorów Politechniki Lwowskiej, Uniwersytetu Jana Kazimierza, Wyższego Seminarium Duchownego, Akademii Medycyny Weterynaryjnej i Akademii Handlu Zagranicznego. Resztę ówczesnej polskiej kadry naukowej Lwowa po prostu zmarginalizowali zawodowo. Polecam w tej kwestii „Noc morderców” Dietera Schenka.
    – Dlaczego politechnika nie powstała w Krakowie ? – piszę o tym w artykule : ” Władze Polski (Rząd Tymczasowy) obawiały się jednak dawnej skostniałej i konserwatywnej kadry profesorskiej Krakowa, licząc na wykreowanie nowej śląskiej technicznej grupy inteligenckiej pochodzenia robotniczego, oraz przesiedlanej kadry naukowej ze Lwowa i Wilna.”
    – Całą sprawę w Europie spieprzył Hitler oraz Stalin ze swoją polityką. Jesteśmy wszyscy ugotowani w ogniu ich pomysłów i realizacji przy pomocy swoich narodów – niemieckiego przez Hitlera, sowieckiego przez Stalina i polskiego przez prl-owskie macki Moskwy. Jeszcze długo będziemy się tak gotować w tym wspólnym kotle nienawiści za krzywdy sprzed 80 lat. Myślę że jeszcze przez jakieś dwa pokolenia – potem Europa poszuka sobie nowych pomysłów na nową nienawiść w narodach.
    =M================

    • Historia Politechniki Śl. nie zaczyna się w żadnym Lwowie a już na pewno nie w 1941 – chyba, ze traktuje się to jako przenośnię i to tez nie wiadomo jaką, a poza tym co to oznacza „zmarginalizowano zawodowo” – gdyby to Pan wyjaśnił (bo chyba nie chodzi o ubytki w skutek wymordowania przez hitlerowców, śmierci naturalnej czy okresowemu aresztowaniu przez NKWD w okresie 39 do 41). Powody dla których kreowano Politechnikę Śląską (początkowo w Krakowie a potem w Katowicach i wreszcie w Gliwicach) były zupełnie inne. A opowieści o tym, że „władza się bała” konserwatywnej kadry profesorskiej Krakowa to między bajeczki można wkładać i dzieciom w przedszkolu opowiadać. Władza tamta niczego się nie bała, bo nie musiała i mogła robić co chciała i żadne tam „konserwatywne profesory”nie były żadna przeszkodą, bo ci „konserwatywni profesorowie” robili dokładnie to co im kazano i w zasadzie bez dyskusji, a jak który „fiknął” (z 3-4 takich było) to w dupę dostali i już potem byli grzeczni do śmierci. Hitler nic „nie spieprzył” tylko przegrał wojnę z wszelkimi dla Niemców konsekwencjami i Niemcy to doskonale rozumieją. Stalin tez nic nie „spieprzył” – Stalin wygrał wojnę i zgodnie z „prawem wojny” zrobił to co chciał. Przesunięcie Polski na zachód, które Stalin „zaordynował”, to dla Rosji genialne rozwiązanie i to na długo. Polska zawsze będzie się bała o te „ziemie odzyskane” a Niemcy nam tego nigdy nie zapomną. „Uwolnienie” Litwy, Białorusi i Ukrainy „z objęć” ZSRR, to genialne dla Rosji bo ma święty spokój z Polską, zwłaszcza, ze te państwa miłością do nas nie pałały, nie pałają i pałać nie będą i na pewno nic nam nie oddadzą. Dla Rosji to sytuacja wręcz komfortowa a jeśli się doda miłość Czechów i Słowaków to ideał. Nie ma takiego państwa w Europie, które byłoby otoczone wianuszkiem „miłujących nas państw” a do tego państwa , które miało by równie kretyńską politykę zagraniczną jak polityka obecnego rządu. I to tyle, bo szkoda więcej pisać.

      • „Historia Politechniki Śl. nie zaczyna się w żadnym Lwowie a już na pewno nie w 1941 – chyba, ze traktuje się to jako przenośnię i to tez nie wiadomo jaką, a poza tym co to oznacza „zmarginalizowano zawodowo” – gdyby to Pan wyjaśnił (bo chyba nie chodzi o ubytki w skutek wymordowania przez hitlerowców, śmierci naturalnej czy okresowemu aresztowaniu przez NKWD w okresie 39 do 41).”

        Tysz mys’la ze potrzebne tukej by bouo wyjas’niynie Pana Mariana.

  5. Jeszczer roz zauwazom ze moje wszkryfniyncia starom sie konstruowac’ tak aby pokozywauy geszichta(historia) tako jako boua a niy jak to robiom podrynczniki narodowcow. Oczywis’cie ze hitlerowcy i komunis’ci niczym chwalebnym sie niy wpisali na polu tolerancji. My S’lonzoki z natury zowdy byli skazani na w pewnym synsie wielekulurowos’c’. Niystety nasze somsiady probowali i dalyj probojom nos wciongac’ w swoje „wojynki”. Polska niy je tu tysz bez winy, a jak mys’li sie o Slonsku i S’lonzokach to wypowiedziou dobitnie swojego czasu Pilsudski. W tym synsie dlo S’lonzokow je postawiynie we Glywicach pomnika tego marszauka zniywagom. No ale pomnikow mieli my juz za tela i to roztomaitych … . Jak by o tym niy pomys’lec’ tako je prowda. Abo?

    • i tu ma Pan rację – „Śląsk to stara niemiecka kolonia” to słowa Marszałka, ale bardzo szybko zrozumiał, ze bez Śląska Polska będzie gospodarczym zadupiem z nikłą szansa na przetrwanie.”Dam co mam najlepszego” – to już jego słowa gdy poparł dywersje na Śląsku. Ślązacy nic do zawdzięczenia mu nie mają, z niczego w stosunku do Ślązaków się nie wywiązał a osadzenie na Śląsku po przewrocie majowym Grażyńskiego, jednego z czołowych dywersantów i do końca agenta II Oddziału SG było katastrofą. To między innymi, przez Grażyńskiego (wszystko przynajmniej na to wskazuje) w polskiej części Sląska nie powstała uczelnia techniczna a ściślej mówiąc żadna uczelnia wyższa. Śląsk miał być i był kolonia Polski. Po 45 roku w zasadzie nic się nie zmieniło. Trwa to zresztą nadal.

      • Cytuja pewne zdanie tego Pilsudskiego:
        „Ja mam w dupie wasz cały Śląsk”
        Ale wiadomo kim bou Pilsudski, agyntym wielu pan’stw, poszukiwanym listym gon’czym rabiusiym. i mog bych sam naprowdy dugo lista wymiyniac’. Proponuja jednak jakos’ przion’s’c’ nazod do sprawy Politechniki i jyj poczontkow. Bouo przi jyj powstawaniu i w piyrszych latach jyj egzystowania pora ciekawych drukow wydanych. W tych tekstach som zawarte rzeczy kere czasami dajom do mys’lynia o poziomie ludzi kerzy to pisali i pokazujom przitym wuasciwie ino ich niywiedza. Piyrszy z brzegi tekst kery prawie mom przed sobom lezec’ juz mi pokozuje ze niy ino wtedy tak bouo , ale ze jest tak i do dzisiej – cytuja jedne ze zdan’:

        „Jesteśmy przeświadczeni oo do korzystnego wyboru za stałą jej sie­ dzibę miasta Gliwic, w którym rozpoczęła się historia współ­ czesnego kontynentalnego hutnictwa żelaznego przez wznie­ sienie tu w r. 1796 pierwszego na kontynencie wielkiego pieca na koksie.”

        Te zdanie jest tak buyndne, a tym bardziyj ze wypowiadou je fachowiec W. Kuczewski – juz tu spominany) ze pozwalo mi stwierdzic’ iz stopiyn’ jego wiedzy o historii hutnictwa we Glywicach bou niydostatecznym. Co jest ale smutne to i dzisiej wielu historykow tak niypoprawnie to formuuje.

        Ta sprawa zostawia na boku. Co mie zaintrygowauo w tym tekscie dalyj to rzecz ze nasz „kanar” (kanał) bou w poczontkowych czasach powojynnych nazywany niy Kanałem Gliwickim ale „Kanałem Kłodnickim”. Zastanowiouech sie czi to ino feler autora (Kuczewskiego) czi tysz mozno tak faktycznie na poczontku bouo (?) Mozno poradzi mi ktos’ tukej na te pytanie odpowiedziec’ ?
        A faza poczontku Poöitechniki Glywickyj to tysz ciekawe cytaty z tego czasu – sam konsek ich przipomna:

        „W otrzy­manych od Armii Czerwonej przy ul. M. Strzody 3ch gma­chach, z których 2 były w stanie wielkiego zniszczenia i wy­magały, kapitalnych napraw,: a jeden z nich nawet odbu­dowy ściany frontowej, ulokowaliśmy Politechnikę Śląską, …”

        „Szczęśliwy wyjątek stanowił wówczas wydział chemiczny, który, dzięki pionierskiej pracy pror. doktora Jakoba i zęspoiu jego asystentów z adiunktem inz. Pukasem na czele już po 15 stycznia r. b. uruchomil prowizoryczne laboratorium chemiczne.”

        Dlo historykow i „detektywow historii2 te teksty to ciekawo „gruba” wiedzy – zacytuja sam jeszcze jedyn ciekawy wedug mie tekst (urywek):

        „Na wydziale mechanicznym od roku działają następu­ jące zakłady naukowe: Samochodów i Ciągników, Odlew­nictwa- (w dawnej wytwórni metali kolorowych Munstermanna), Obrabiarek oraz Instytut Projektowania Zakładów Przemysłowych (Iprozap), obsługujący potrzeby przemysłu śląskiego w zakresie projektowania urządzeń technicznych i kształcący konstruktorów.”

        I mozno jeszcze cos’ ciekawego:

        „Otwarty w Gliwicach w dniu 5. XI. 45 r. wstępny rok studiów liczył początkowo 668 słuchaczy, a cała Politech­nika łącznie z 900 przyjętymi na pierwszy rok studiów osobami miała na wszystkich latach w chwili rozpoczęcia wy­kładów w Gliwicach w dniu 29. X. 45 r. blisko 2.750 studen­ tów. Część młodzieży pozostała w Krakowie i wycofała swe dokumenty z Gliwic. Na dzień 1. I. 46 r. pozostało nam 2.450 słuchaczy, a na koniec roku akad. 1945/46 niecałe 2.000.”

        • mam ten tekst i wiele innych, które dziś w większości już opublikowane są w materiałach biblioteki Politechniki Śląskiej. Mam również inne a także wypowiedzi np. prof Kaufmana i kilku innych osób z „desantu lwowskiego” współtworzących Uczelnię. Może kiedyś zrobię z tym porządek ale nie wiem czy warto to dziś, bo cała kupa „historyków” (co słusznie Pan zauważył) jest, którzy na nowo chcą historie tworzyć. Oczywiście różnych lapsusów wiele się zdarzyło i wiele różnych wypowiedzi a i zdarzeń wiele dziś „niezbyt milo” ocenianych. Jest oczywiście opracowanie W. Bąby „Początki Politechniki Śląskiej” (najobfitsze jak dotąd) i kilka innych (współczesnych) o różnym „historycznym nastawieniu” i dla „przeciętnego zjadacza chleba” może i wystarczające. Tu nie miejsce na krytykę ich. Od lat próbuję to sobie jakoś poukładać przy zachowaniu jakiegoś dystansu, próbie zrozumienia tamtych czasów i próbie jakiejś tam „bezstronności, czy obiektywności” choć to, sam Pan to wie dobrze, nie jest proste i zawsze się do tego ma stosunek osobisty … No ale to może starczy, bo byśmy tak mogli jeszcze długo …

  6. Bardzo agresywne stały się Panów posty, dlatego też – proszę zauważyć – nikt inny nie ma odwagi i ochoty na tę dyskusję.
    =M=====================

    • Nie sądzę Panie Marianie by nasza dyskusja przybrała charakter agresywny, nie używamy przecież żadnych inwektyw ani nie naruszamy ogólnie przyjętych zasad dyskusji. Mało tego – tak prawdę mówiąc, nie stoimy chyba nawet na tzw „skrajnych pozycjach”. Wrzucił Pan (i chwała Panu za to, bo nie długo początek roku akademickiego) temat Politechniki Śląskiej, a ściślej mówiąc jej początków. To dziś, nie wiedzieć dlaczego, „temat trudny” i z własnego doświadczenia wiem „różnie interpretowany”. Ja staram się zachować do tych czasów początku Uczelni i ludzi Ją tworzących stosowny dystans, nie serwuję wyroków ani nie przypinam laurek. Jestem absolwentem Tej Uczelni i jestem z tego dumny. Szanuję moją Uczelnię i szanuję Jej historię. Nie oznacza to wcale, że jestem bezkrytyczny, że nie dostrzegam i stron ciemniejszych – dostrzegam, ale właśnie dlatego staram się zachować dystans. Denerwuje mnie brak takiego dystansu u wielu, zwłaszcza tych, których poglądy zmieniają się w zależności od kierunku wiatru. Szanuję Pana pracę i pracę Pana Irka Czai – dałem temu nieraz wyraz i wierzę, że jeszcze nieraz dam. Nie oznacza to oczywiście, by od czasu do czasu nie dochodziło do „różnicy zdań”, a być może tylko wzajemnego niezrozumienia się. Tak czy owak czekam na następne tematy do ewentualnych „utarczek”. A że inni nie mieli ochoty na dyskusję ? – może nie mieli nic do powiedzenia, a wtedy milczenie chwalebnym by było … Pozdrawiam i życzę szczerze dalszych sukcesów.

      • Panie Marianie, jak zwykle piękne opracowanie, które ciekawie sprowadza tutaj różne osoby o różnych zdaniach.
        A Pan Gleiwitzer, to oczywiście nie obraża wulgaryzmami ale w inny sposób. Pisząc, że – cytuję:”rzygać się chce…” obraża Pan każdego, kto chce przeczytać w tym miejscu kulturalne teksty. Co jakiś czas się Pan tu pojawia i agresywnie reaguje, pamiętam Pana inne teksty dość osobliwe, proponuję więcej łagodności. A z kolegami jesteśmy stałymi czytelnikami i „oglądaczami” opracowań Pana Mariana i chcemy raczej spokojnego i kulturalnego klimatu. Bo wie Pan, Panie Gleiwitzer, tak anonimowo z ukrycia to się łatwo krytykuje….prawda?

  7. Dla „Wald” – przed wojną nie było takiej szkoły w Gleiwitz. Nazwa „Technische Hochschule Gleiwitz” to przetłumaczona na język niemiecki nazwa „Politechnika Śląska w Gliwicach” działająca tu dopiero po wojnie ( od r 1945)
    =M==============

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę zatwierdź swój komentarz!
Podaj swoje imię i nazwisko