Czar PRL-u

Datę 13 grudnia pamiętamy chyba wszyscy. Ale proszę się nie obawiać, nie będzie to felieton o polityce tamtych lat. To będzie felieton o nas, o zwykłych ludziach z epoki PRL-u.

Prawie 30 lat młodsi, zahartowani już byliśmy w trudach życia w PRL-u. Prawdę mówiąc, nie wiedziałem wówczas, że żyło mi się źle, że było coś dziwacznego w tamtych czasach. Dopiero dziś z perspektywy pełnych półek w markecie (proszę zauważyć, że coraz rzadziej używamy słowa sklep) widzę, że tamte lata były wegetacją, ale jakże ciekawą wegetacją
Wszyscy byliśmy pod opiekuńczymi skrzydłami Państwa i nikomu nie groziło bezrobocie. Słowo to było nam zupełnie obce i nic nie znaczyło. Wówczas zakład pracy był jakby bliższy człowiekowi, chociaż bardzo skąpy w dniu wypłaty.

A wypłata, czyli wyrównanie po zaliczce płaconej 10 albo 15 dnia miesiąca nie pozwalała na wiele. Na półmetrowym pasku papieru sumowane były wszystkie dodatki i odliczenia. Zwykle zerkało się na sam koniec paska – tam była kwota, która nam wpadała do kieszeni. W tych podliczeniach były też odliczenia na Kasę Zapomogowo-Pożyczkową. Co to było? Zapytają młodsi gliwiczanie. To było coś do czego była potrzebna uczciwość. Kolega koledze „żyrował” pożyczkę na niewielkie kwoty, którą spłacało się zakładowi w dogodnych nieoprocentowanych ratach. Oczywiście zdarzały się przypadki „nieuczciwych” kolegów, ale były to wyjątki.

Jeśli mówimy o pożyczkach to nie sposób nie wspomnieć o kredytach dla Młodych Małżeństw, czyli popularnym MM. Oboje małżonkowie musieli być przed 30-tką i mieć krótki staż małżeński. Połowa młodych gliwiczan meblowała się wtedy na potęgę jedyną dostępną meblościanką „Albena”, a pralki automatyczne i lodówki z Polaru bieliły się w nowych mieszkaniach małżonków.

Ale nie zawsze było tak dobrze. Krótko po wyzwoleniu, w latach 50-tych aby kupić radio trzeba było mieć zaświadczenie z pracy o nienagannej opinii społecznika i przodownika pracy.

Kiedy nastała era Gierka, jakby się nam polepszyło. Zwłaszcza pracującym na budowie Huty Katowice. A pracujących tam było nieco ponad 60 tysięcy. Zarobki były astronomiczne jak na tamte czasy. Miałem okazję pracować tam właśnie, stąd kwoty te są mi znane. Jako młody chłopak po wojsku zarabiałem około 13 tysięcy zł, a maluch kosztował wówczas 68 tysięcy. Z tym że pracowało się świątek i piątek po 12 godzin, głównie w czerwonym błocie, którym cały teren huty był zapaskudzony.

Co którąś niedzielę na pracowników czekała extra premia – całe 1000 zł do ręki a kasjerki w Osinobusach przyjmowały zapisy na lodówki, pralki , meble i maluchy. Z tym, że banknotem był bon pożyczkowy który w cokwartalnym losowaniu mógł przynieść dodatkową fortunę.

To tam widziałem dziwaczność systemu, na hasło, że przyjeżdża ktoś z Komitetu odbywało się wielkie sprzątanie placu budowy, zbierano na złomowisko wszystko co było po drodze, nieważne czy to był element konstrukcji czy fragment dźwigu kratowego. Miało być czysto i schludnie. Naprędce sadzono 10 metrowe świerki z pobliskiego lasu a malowana natryskowo trawa nabierała żywych kolorów. No i obowiązkowo białe krawężniki.
Czkawką do dziś odbija się nam ta era Gierka za cudze pieniądze. Chociaż gdyby nie on to nie byłoby tysięcy bloków z wielkiej płyty. Mają się one całkiem nieźle o czym świadczą ceny mieszkań w betonowych osiedlach. Gliwicki Sikornik czy dawne osiedle Zubrzyckiego nie są tu wyjątkiem.

Ten sukces socjalizmu nie trwał jednak długo. Nadeszły lata strajków, strachu przed nieznanym, nadeszły czasy braku wszystkiego w sklepach i … czasy niesamowitej inwencji Polaków w zdobywaniu towarów niemożliwych do zdobycia. Konia z rzędem temu, kto przysięgnie, że nic wtedy nie „pokombinował”.

Wprowadzono reglamentację towarów i to wzmogło natychmiast proces „kombinowania”. Co miesiąc odbierało się w zakładzie nową „kartę zaopatrzenia” z przydziałem na mięso, cukier, wędliny, mleko, watę i Bóg wie co jeszcze. Kartki żywnościowe nie były nowym pomysłem, gdyż już w latach 1947 –51 wprowadzono ten rodzaj sprawiedliwości społecznej. Na ówczesnej kartce zbierało się pieczątki z piekarni, spożywczego, tekstylnego i jatki.

W wydaniu lat Gierka było już inaczej, Pamiętacie Państwo kartki dla emerytów M I ?
To 1,8 kg mięsa na miesiąc co dawało 6 deko dziennie, cielęciny z kością było tam 0,7 kg . Ile to było na dzień nie przeliczam nawet, gdyż emeryt cielęcinę tę oddawał przeważnie swoim dzieciom czy wnukom. Lepiej miała klasa pracująca z kartką M II , bo aż 3 kg mięsa na m-c pracujący kupował. Kupował jak było co kupić i jak dopchał się do lady u rzeźnika. Oddzielną kolejkę miały tam osoby uprzywilejowane tzn. kobiety z dzieckiem na ręku albo w ciąży i staruszki. Prościej jednak było zawrzeć znajomość ze sklepową i za bon na cukier, czekoladę czy wódkę było się obsłużonym „ z tyłu sklepu”. To było dopiero Eldorado.
Dla dzieciaków była oddzielna kartka – aż 2,5 kg mleka w proszku na miesiąc. O ile było.
Kartka na cukier (2 kg) stała się pieniądzem zastępczym, którym płaciło się za różne drobne przysługi.

Kartki na żywność

Przydział wódki i papierosów znacznie zwiększył obroty w fabrykach tytoniu i gorzelniach, Towar ten kupowany był dosłownie przez wszystkich, gdyż doskonale zastępował pieniądze, które nie zawsze wystarczały do załatwienia jakiejś sprawy.

Palacze nie mieli łatwego życia a nałogu nie dało się oszukać. Ale od czego pomysłowość. Kupowało się więc maszynkę do robienia papierosów, bibułkę , tandetny tytoń i sprawa załatwiona. Gdy brakowało tytoniu, trzeba było jechać w Lubelskie i tam prosto od gospodarza kupić suszone liście tytoniu, które potem kroiło się w drobną sieczkę. Szczęśliwcom udawało się kupić na wagę dziwaczną formę papierosów, w postaci wielometrowego tytoniowego „makaronu”, który trzeba było tylko pociąć na odpowiednie długości i gotowe!

A mięso? To kupowało się od gospodarza w ilościach hurtowych, czyli co najmniej pół świni czy cielaka, chociaż częste kontrole drogowe stanu wojennego groziły utratą co najmniej towaru. Do dziś jednak wspominam smak i zapach kiełbasy robionej własnoręcznie na stole w kuchni i wędzonej w ogrodowej wędzarni.

Namnożyło się tych kartek mnóstwo – bon na cukier, na wyroby cukiernicze, na buty, obrączki, no i na benzynę.

Kartki benzynowe kończyły się szybko bo na ile może wystarczyć dla poloneza 12 l albo 8 l dla malucha? Dla sprawiedliwości podzielono tu kierowców ze względu na pojemność silnika. Nieraz stali całą noc i pół dnia w kolejce, po którego paliwo jeszcze w dodatku nie dowieziono. Tu małe wyjaśnienie dla młodszych czytelników – nie stało się za benzyną pozakartkową. Stało się w kolejce stu aut za swoim przydziałem. Czasami daremnie.
Aż nadszedł sądny dzień dla ery socjalizmu i …mamy to co mamy.

Coraz trudniej ocenić nam, pamiętającym jeszcze lata PRL-u czy jest lepiej czy gorzej. Dzieci coraz rzadziej wyjeżdżają na wakacje, dorośli też rzadko korzystają z dobrodziejstwa wczasów, jacyś ludzie grzebią w śmietnikach za chlebem, praca już niby jest ale za marne pieniądze, ZUS plajtuje, cwaniaków przybywa, młodzi myją gary u Anglików a Zakład Energetyczny czy gazownia straszy podwyżką.

Przy kościele na Sikorniku, w jednym z budynków parafialnych jest witraż. Przedstawia alegorię śmierci 9 górników z „Wujka” którym to co opisałem powyżej przestało się podobać. Czyżby ich śmierć poszła na marne? Czy w przyszłości podobnych witraży powstanie więcej?

Marian Jabłoński 2017

Dekomunizacja ciąg dalszy nastąpi w środę, o godz. 16:30 w Telewizji Imperium dostępnej w sieci kablowej Imperium Telecom:

Dekomunizacja w Gliwicach. Część 1: pomniki i tablice pamiątkowe

3 KOMENTARZE

  1. Pamiyntom te lata doskonale i pamiyntom tych kerzy byli przi tzw „zuobie” i niy zdowali se sprawy ze upodlyli sie tak samo jak ci kerzy dzisiej som przi podobnym „zuobie” we Pounocnyj Koreii. Niy ma o czym godac’, wszyskich kerzy byli na smyczy komunizmu a mys’leli ze chyciyli Pana Boga za nogi dzisiej powinno sie objonc’ programym tzw dekomunizacji (mys’laze tak to sie poprawnie nazywo – jak niy to wyboczcie). Jako mody czuowiek chciouech wtedy widziec’ swiat i go poznawac’ – bouo to niymozliwe. Na szczyns’cie dzisiej je wolnos’c’ i przed pora dniami wrociouech prawie ze Mauritiusa, a kolejno podroz juz je zaplanowano. Jak ktos’ ze modego pokolynia niy wiy co to wtedy bouy za ochydne czasy to niych se ino sprobuje forsztelowac’ ze niy moge wyjechac’ za granica a we sklepie niy idzie dostac’ ani rolki papiyru toaletowego zeby se wytrzec’ …. . Take to bouy czasy bez prawa wyboru. dzisiej kozdy mo mozliwos’c’ rozwijac’ sie kaj i jak ino chce.

  2. Panie Irku – nie jest tak niestety. Jeżdżenie po świecie kosztuje u nas duże pieniądze. Ogromna ilość młodych małżeństw nigdzie jie jedzie bo szporuje na czynsz, na książki do szkoły dla dzieci, na węgiel. A jak się kobiecie trafi pijak ( co dzieje się często) to nawet na śniadanie dla dziecka nie ma. My tu żyjemy w dwóch światach – tym bogatym z telewizji, z mamą i tatą na stanowisku, i w tym prawdziwym – z dnia na dzień. Z wolności nie mamy nic, bo ta wolność zabrała godność życia.
    =M===============

  3. Jo to wiym tysz Panie Marianie, i wiym ze niy wszysko je zuoto co sie s’wiyci, ale lata z przed tzw „zelaznyj kurtyny” bouy niy ino biydne ale i upodlajonce dla wiynkszos’ci spoueczyn’stwa. Co najgorsze ale bou to systym kery mianowou sie systymym ludzi pracy. Jo za taki systym ludzi pracy to naprawdy „serdecznie” dziynkuja. Prawo wyboru mo dzisiej kozdy, a wtedy bou wybor miyndzy wyjazdym do Bougarii – oczywis’cie jak sie bouo we PZPR i chwalouo komunizm, a przimusowym wyjazdym autokarym zakuadowym na prziwitanie Brezniewa do Katowic (wczesniejszego zresztom Stalinogrodu- za co kozdo dostou kilo wusztu.

    Jo godom jeszcze roz „serdeczne dziynki”.

    ps

    kilo wusztu = kilogram kiełbasy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę zatwierdź swój komentarz!
Podaj swoje imię i nazwisko