Jednak zanim zawitamy do obecnej stolicy Portugalii, cofnijmy się do odległych czasów, aby zobaczyć jak to wszystko się zaczęło. Pierwsze wzmianki historyczne sięgają 3000 lat wstecz. Wtedy to właśnie na tych terenach osiedlili się Fenicjanie nadając miastu nazwę Alis Ubbo, co można tłumaczyć jako „Bezpieczna przystań, bezpieczny port”. W 205 r. p.n.e. wtargnęli tutaj Rzymianie i zostali, aż do V wieku. Następnie w 714 roku miasto trafiło w ręce islamskich Maurów z Afryki Północnej, którzy umocnili pozycję i strukturę miasta. Panowali na tych terenach ponad 400 lat! W tym czasie skutecznie odpierali ataki między innymi chrześcijańskich najeźdźców, którzy chcieli szerzyć i wprowadzić europejską wiarę w mniej lub bardziej pokojowy sposób. Udało się to ostatecznie Alfonsowi Henrykowi (Alfons I Zdobywca), który to w bitwie pod Ourique pokonał Maurów i został pierwszym królem Portugalii.

W roku 1255 król Afonso III przeniósł stolicę Portugalii z miasta Coimbra, do Lizbony. Na swoje lata świetności Lizbona musiała jednak jeszcze trochę poczekać. Złoty wiek (a nawet dwa) przypada na XV i XVI wiek, kiedy to nastąpiła Wielka Era Odkryć Geograficznych. Wtedy właśnie z dzisiejszej dzielnicy Belem podróżnik Vasco da Gama, wypłynął w nieznane i odkrył drogę morską do Indii, co wiązało się z napływem ogromnych bogactw do Lizbony. W tym czasie kupcy z całej Europy przybywali do miasta, w którym kwitnął handel przyprawami, jedwabiem oraz kamieniami szlachetnymi. Lizbona zaczęła się rozwijać również pod względem architektonicznym, a niektóre budowle przetrwały do dziś. Chociażby Torre de Belem lub Klasztor Hieronimitów, które są wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Spokój jednak nie trwał zbyt długo. Mieszkańców dotknął jeden z największych kataklizmów jaki miał miejsce w Europie.

W 1755 roku w dniu Wszystkich Świętych nastąpiło największe trzęsienie ziemi jakie miało miejsce dotychczas na naszym kontynencie. Wraz z trzęsieniem przeszły ogromne fale tsunami oraz niszczycielskie pożary. Niektóre źródła podają, że mogło wówczas zginąć nawet 90 000 osób z 270 000, które zamieszkiwały miasto. Wydawać by się mogło, że Lizbona już nigdy nie odzyska swojego blasku. Choć nie było łatwo, to w głównej mierze obecny wygląd miasta zawdzięcza się Markizowi Pombal, który jako pierwszy minister w rządzie króla Jana I wziął sprawy w swoje ręce i postanowił odbudować miasto.

Dziś przechodząc się dzielnicami Baixa lub Chiado możemy podziwiać kunszt budowniczych i architektów. W późniejszych latach miasto było świadkiem kilku przewrotów i zmian rządów, jednak wszystkie działania odbyły się raczej bez większego wpływu na samo miasto. Nawet podczas II Wojny Światowej Lizbona pozostała neutralnym miastem i nie ucierpiała podczas działań zbrojnych. Co więcej, dzięki swojej neutralności stanowiła ośrodek dla różnych ważnych osobistości , które szukały bezpiecznego azylu, jak również dla tajnych służb wywiadu z obu walczących stron.

W ostatnich latach stolica Portugali była między innymi Europejską Stolicą Kultury, gospodarzem EXPO oraz Mistrzostw Europy w piłce nożnej.Od czego zacząć zwiedzanie portugalskiej stolicy? Być może najlepiej zacząć od porannej kawy w tramwaju! W końcu to najsłynniejszy jeżdżący symbol Lizbony. Klimatycznych kawiarni na pewno tu nie zabraknie. A jeśli zaczęliśmy już naszą przygodę od historii i odkryć geograficznych, to i samo zwiedzanie zacznijmy od dzielnicy Belem, która zlokalizowana jest kilka kilometrów od centrum miasta nieopodal ujścia rzeki Tag do Oceanu Atlantyckiego. To właśnie tutaj znajduje się wcześniej wspomniany Klasztor Hieronimitów oraz  Torre de Belem (militarna budowla). Dla mnie jednak główną atrakcją jest „Pomnik Odkrywców” (Padrão dos Descobrimentos). Monument mierzy ponad 50 metrów wysokości, a kształtem przypomina karawelę. Na pomniku znajdują się łącznie 33 postacie, którym przewodzi Henryk Żeglarz. Nie są to osoby przypadkowe! Wszystkie związane są z odkryciami, a wśród nich znajdziemy bohaterów takich jak: Vasco da Gama, Ferdynand Magellan, Diogo Cão, Nuno Gonçalves, Luís de Camões, Bartolomeu Dias. Na szczycie pomnika znajduje się taras widokowy. Pierwsza konstrukcja została wybudowana w 1940 roku, jednak postanowiono ją zburzyć. Obecna konstrukcja została odsłonięta w 1960, dokładnie w pięćsetną rocznicę śmierci księcia Henryka Żeglarza. Pomnik robi naprawdę spore wrażenie. Ze szczytu Pomnika Odkrywców rozpościera się widok na panoramę dzielnicy Belem oraz inne części Lizbony. Największe wrażenie jednak robi mozaika o średnicy 50 metrów przedstawiająca mapę świata wraz z kierunkami odkryć geograficznych. Została podarowana Portugalii przez RPA w 1960 roku. Trzeba przyznać, że piękny gest! Który podróżnik nie chciałby mieć takiej „mapy” u siebie? Z tarasu widokowego możemy dostrzec również najdłuższy most w Europie, który również znajduje się w Lizbonie i mierzy 17 kilometrów długości! Został on nazwany mostem Vasco da Gamy. Jakby tego było mało, to gościł on największy stół (15 km długości) wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa, przy którym to na obiad zasiadło ponad 15 000 osób, w ramach inauguracji mostu. Chcąc nie chcąc, trzeba przyznać, że Portugalczycy mają rozmach. Swoją drogą przypomina on trochę most Golden Gate z San Francisco, ale to musicie niestety ocenić już na własne oczy. W dzielnicy Belem znajdziemy również muzeum powozów, pałac prezydencki, w którym również znajduje się muzeum, a także muzeum morskie. Podobno jest ono jednym z najciekawszych w całym kraju. Teraz możemy udać się do centrum Lizbony. Jeśli lubimy spacery możemy zrobić sobie pieszą wycieczkę podziwiając po drodze piękną architekturę. Ja jednak poleciłbym zapolowanie na tramwaj numer 15. Jak zapewne wiecie symbolem miasta są stare tramwaje wykończone w dużej mierze drewnem. Najpopularniejszy jest tramwaj o numerze 28. Zapewne dlatego, że przejeżdża przez najciekawsze dzielnicy Lizbony – Alfamę, Baixe, Chiado lub Bairro Alto, a przejazd nim to również świetny pomysł na ciekawe zwiedzanie, poznanie i zobaczenie stolicy. Jednak numer 15 jest nie mniej ciekawy, ponieważ jeśli nam się uda to możemy załapać się na jego drewnianą wersję, która z Belem dowiezie nas wprost do serca miasta. Jest to ciekawe przeżycie, ponieważ każda nierówność i zakręt odczuwalna jest przez „pieszczotliwe” trzeszczenie całej konstrukcji wagonu. Wysiadamy na przystanku Praça do Comércio, czyli „Plac Handlowy” powszechnie znany również jako Terreiro do Paço (pol. Plac Pałacowy), ponieważ znajdował się tutaj Pałac Ribeira. Niestety został on zniszczony w 1755 roku przez trzęsienie ziemi. Aby upamiętnić to wydarzenie został wybudowany kamienny łuk triumfalny Rua Augusta Arch. Rzeźby na jego szczycie symbolizują Chwałę, Męstwo i Umysł. Jest to jedna z chętniej fotografowanych budowli w dzielnicy Baixa, jak i również w całej Lizbonie. Sam plac Praça do Comércio jest jednym z głównych w mieście, a jego położenie nad brzegiem rzeki Tag ściąga ogromne ilości ludzi, zwłaszcza wieczorową porą. Z tego miejsca rozpościera się przed nami widok również na Rua Augusta, czyli najdłuższy deptak, mierzący niemalże 600 metrów. Jest to chyba najbardziej znana ulica, a z pewnością najbardziej popularna wśród turystów. W całości wyłączona z ruchu i dostępna tylko dla pieszych. Znajdziemy na niej luksusowe sklepy, jak również niewielkie knajpki, a także sklepiki z pamiątkami. Niespiesznie spacerując polecam wybrać się do Elevador de Santa Justa, czyli po prostu zabytkowej windy, która znajduje się w samym centrum miasta. Na szczycie windy znajdują się dwa tarasy widokowe, z których rozpościera się wspaniały widok na całą dzielnicę Baixa. Ma ona 45 metrów wysokości, a wstęp to koszt około 5 euro. Sama jej konstrukcja robi wrażenie, gdyż wyrasta na wąskiej uliczce między zabytkowymi kamienicami. Jeśli tyko będziecie mieli okazję, to polecam odwiedzić to miejsce. Idąc dalej deptakiem dojdziemy do kolejnego placu zwanego Praca de Dom Pedro IV lub po prostu Plac Rossio. Niegdyś  w miejscu, w którym znajduje się obecnie Teatr Narodowy Marii II  zlokalizowany był Pałac Inkwizycji. Plac wtedy był miejscem publicznych egzekucji i innych działań związanych z Inkwizycją. Obecnie głównymi atrakcjami, które warto zobaczyć w tym miejscu są: Dworzec Rossio, Kolumna Piotra IV, Teatr Narodowy Marii II, Kościół św. Dominika, Pomnik Tolerancji. Co ciekawe Lizbona posiada również rynek, na którym znajduje się ratusz. Plac Miejski, czyli Praca do Municipio położony nieopodal Placu Comerci, mimo iż uroczy, to zazwyczaj świeci pustkami porównując ruch do innych miejsc Lizbony. Nie mniej jednak posiada swój klimat i warto tu przyjść, aby nieco odpocząć od zatłoczonych turystami uliczek.

Wiadomo jednak, że nie samym spacerowaniem człowiek żyje. Czym byłaby podróż bez doznań kulinarnych i uczty zmysłów. Co zatem zjeść w Lizbonie? Zdecydowanie polecałbym owoce morza dla miłośników takich specjałów. Sardynki tutaj wiodą prym! Jeśli jednak nie przepadacie za tego rodzaju rarytasami, to słyszałem, że Portugalczycy lubują się w stekach. Warto również spróbować lokalnego pieczywa zapiekanego na przykład z długo dojrzewającą szynką i lokalnym serem. Na deser oczywiście kawka i …Pastéis de Belém. Deser w kształcie niewielkiej babeczki. Podobne do ciasta francuskiego zapieczonego z budyniową masą na wierzchu. Jak sama nazwa wskazuje wywodzą się z dzielnicy Belem, gdzie sprzedawane są w najstarszej cukierni, która je piecze. Nie mniej jednak możemy je dostać praktycznie w całej Portugalii. No cóż, po całym dniu chodzenia i zwiedzania chyba każdy może sobie pozwolić na „małe co nie co”. Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do odwiedzenia Lizbony osobiście. Z pewnością jest to idealne miejsce na przedłużony weekend. Tak więc jeśli do tej pory nie mieliście pomysłu na krótką, zagraniczną podróż, to już wiecie gdzie możecie się udać. Dziękuję za kolejną podróż i do zobaczenia!

Autor: Łukasz Trusz, blog zpodrozy.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę zatwierdź swój komentarz!
Podaj swoje imię i nazwisko