A jak wyglądały podwórza pierwszych domów? Bez porównania gorzej. Brak jakiejkolwiek kanalizacji ścieków powodował, iż podwórza były stale mokre, pełne błota, brudu i odchodów. Nie ma się tu co oszukiwać – tak żyli nasi przodkowie. Tym bardziej że w zwyczaju było wylewanie wszelkich nieczystości wprost z okna na podwórze czy ulicę. Resztki jedzenia wyrzucane przez okna stawały się pożywieniem kur, kaczek, psów i kotów oraz wszechobecnych szczurów. Dawne miasta były małe obszarowo i zwykle lokowane na wzniesieniach, dlatego łatwo było kształtować ulice tak, by woda z nich ściekała do rzeki, fosy obronnej lub wprost na okoliczne pola. A na ulicę wylewała się woda i brudy właśnie z podwórek. Dopiero kiedy mieszczanie mając dość błota, brudu poszli po rozum do głowy, przywieźli pod dom ze swojego pola zwykłe kamienie, sytuacja się radykalnie zmieniła. Ułożone obok siebie, pozwalały brudom spłynąć na ulicę a ludziom suchą stopą przejść po takim pierwszym kamiennym bruku. Kolejnym etapem cywilizacji podwórek były szamba przydomowe i rynsztoki na ulicach. Dopiero XX wiek przyniósł wszędzie kanalizację miejską wraz z oczyszczalniami ścieków, ale to już zupełnie inna historia.

Niektóre wybrukowane dzisiejsze gliwickie podwórza domów, są do tej pory odbiciem wieku XIX i XX, a można przyjąć, że podobnie wyglądały nawet wiek wcześniej.

Marian Jabłoński

29 KOMENTARZE

  1. Witom Panie Marianie

    Tym razym niy zgadzom sie z tom „jedynom ulicom w XVI wieku” tak a niy inaczyj przez Pana w powyzszym tekscie opisanom. Specjalnie to sprawdziouech we downych z’roduach. Juz w tym XVI wieku Glywice miauy brukowane kamiyniym ulice. Wiymy np ze w roku 1534 magistrat Glywic na poprawa tego bruku przeznaczou rocznie 4 Guldyny. Pod koniec tego XVI wieku obraz miasta trocha podupad wprowdzie bo spadua np liczba obywatelskich domow, ale o ulice i mosty bouo dbane, np pobor cua za urzywanie mostow w dniu targowym (najbardziyj znany je piontek) dowou zysk miastu w wysokos’ci takyj ze miasto opuacau „urzond” poborcy cua od przejazdy mostami. We roku 1596 roczne pobory za urzywanie samych mostow we Glywicach wynosiouy np 49 Florynow. Wiymy tysz ze jeszcze lepiyj jak brukowane ulice wyglondou rynek miejski – czyli musiou tysz byc’ dopozondku brukowany (wyuozony tak jak wazne ulice tysz kamiyniami). Ulice na poczontku bouo wprowdzie wonske, ale z czasym stan sie poprawiou stopniowo i bouy one coroski to bardziyj wygodne. Prosza poczytac’ np przekazy tekstowe autora kerymu je Heinrich Wilhelm Nietsche, oparte na starych przekazach, a przekono sie Pan ze mom recht. Oprocz tego istnieje couko raja polskojynzycznyj literatury o zyciu i wyglondzie s’lonskich miast (w tym i Glywic) w tych downych czasach. Wiym ze Pan sugerowou sie odkrytymi belkami jednyj z downych glywickich ulic, i wiym ze i take downymi czasy bouy we s’lonskich miastach – w tym na zicher i we Glywicach, ale XVI wiek to juz czas mocki piyknie wykuadanych kamiyniym ulic we naszym mies’cie. Rynsztoki to tysz juz dos’ staro geszichta. Co do oczyszczalni s’ciekow we Glywicach w czasach jak Glywice w tympie ekspresowym sie rozrostauy postanowiono je wybudowac’ i do dzisiej zachowauy sie dokuadne tego opisy. Maras, buoto i kurz to boua domyna uli kere wyszua za mury miasta i prziczyniouy sie do niego rozwoju.

  2. Opieram się w moich informacjach na badaniach dendrologicznych belek wydobytych z wykopu, czyli z poziomu dawnej ulicy Plebańskiej. Mam w swoim archiwum kawałeczek tej średniowiecznej drogi. Oczywiście setki zdjęć również. Ciekawe jest to, że podobna deskowana droga prowadziła od Białej Bramy do rynku ( to dzisiejsza ul. Matejki), ale bardzo słabo się zachowała – jakby zrobiono ją z gorszego drewna. Czyli sumując – suchą nogą szło się od miejskiej bramy wjazdowej aż do probostwa. Pierwszym miejscem gdzie pojawił się bruk – kamienie polne – jest gliwicki rynek. Śledziłem archeologów dzień po dniu kiedy rozkopywali przez ponad rok starówkę. Miło było patrzeć na historię miasta. Potem to wszystko zakopali i szlus.
    =M====================

  3. Sprawa kamiyni na brukowanie ulic. PRaktycznie wyglondauo to we downych Glywicach tak. Radcy na ratuszu decydowali o tym kere ulice miasta majom byc’ brukowane abo odnowiane i w tym cylu mieli do dyspozycji roboty kere musieli swiadczyc’ chopy ze okolicznych wsi. Kozdy chop musiou pewno ilosc’ godzin systymatycznie odrobiac ze dwoma koniami dlo miasta, i w tym bouo prziwozynie kamiyni abo drzewa na spomniane sam cyle. Tak samo bouo ze robotami zwionzanymi np ze reparaturom mostow itp. Downe przekazy szczeguowo o tym godajom. A informacji je mocka – np wiadomo ze kozdy chop kery miou za zadanie prziwozka kamiyni miou to uregulowane – znaczy to ze bouo to uzaleznione np od odleguos’ci kero miou do pokonania ze swoimi koniami. Jak ino z tego przikuadu juz widac’ organizacja we mies’cie boua dobro a radcy miekske mieli co robic’.

  4. Namawiam naszych widzów i czytelników by poszli śladem zdjęć starych „kamiennych”podwórek . Może odkryją inne ? I to nieważne czy są śladem XVI czy XIX wiecznym – są miejscami które warto uwiecznić na swoich zdjęciach. To świat który niedługo całkiem zginie. Wszechobecna betonowa kostka tworzy zupełnie inny obraz miasta. Kolejne opracowanie historyczne na tym portalu przypomni niebawem, jak wyglądały „kamienne” ulice w Gliwicach i to całkiem niedawno.
    =M================

    • Mom gynau take same zdanie i dodom do tego ze niy ino ze starych kamiyni bou te place = podworka wybrukowane, czynsto bouy to i stare ceguy. Take wykuodane kamiyniami i ceguami place pamiyntom tysz i ze Starych Laband (Zakanau). Bauy to niy ino place kamiynic ale i place gospodorzy. Mozno i tam we Laband ktos’ jeszcze resztki tego i dzisiej znondzie … .

      ps
      po s’lonsku plac to tysz to co POoloki mianujom podworko.

  5. Panie Marianie, zacny temat. Już tyle razy Pana chwaliłem, że już nie co więcej mówić w zasadzie. Pana teksty i filmy bronią się same i żadne dodatkowe słowa są niepotrzebne. Jedynie może gest – chylę czoła. Pozdrawiamy z kolegami!

  6. Ja może nie na temat,a w kwestii polemiki polsko-śląskiej.JAk widać przy każdych tego typu wpisach w pisanej gwarze śląskiej (o ile się orientuję,to uznawana jest jedynie ta naturalna,mówiona) nikt poza panem Marianem nie polemizuje z panem Irkiem Czają.Powód prosty-tego się nie da czytać i zrozumieć.Wiem,że wyleje się na mnie wiadro hajtu.Jestem urodzonym Gliwiczaninem rocznik 58.W Gliwicach nie było gwary ślaskiej!Potwiedza to wielu moich znajomych.W czasach mojego dzieciństwa w użyciu był język polski i niemiecki.Gwarą śląską mówiły jedynie okoliczne wioski.Nie jestem przeciwnikiem,a wręcz zwolennikiem powrótu gwary ślaskiej jako tożsamości etnicznej,ale w formie mówionej.

    • Witom

      Mys’la co pana niy przekonom nawet jak panu powiym ze s’lonsko godka we samych Glywicach we downych czasach boua, i dzisiej tysz jeszcze kajniykaj (pomimo polonizacji) jest – niy kozdy ino mo wiedza o niyj jako takyj, – to jedna rzecz. Drugo rzecz to to ize niy kozdy dzisiej zno kryngi s’lonske kere niom jeszcze w jakims’ tam zakresie uzywajom. Faktym ale je ze Poloki sie cis’li do miast a we wsiach jeszcze nos sie wiyncyj ostauo. W czasach mojego dziecin’stwa (rocznik 62) jak chciouech se richtik pogodac’ to zechszou do s’lonskyj familii do dom – kaj zodyn Polok nos niy szterowou, a dzisiej pogodom se po naszymu pryndzyj we Niymcach ze somsiadami niz we samym cyntrum Glywic (kere jak by niy bouo som s’lonskim miastym), bo tam szybciyj usuysza dialekt ukrainski polskyj mowy niz naszo piykno godka. Jo je synek ze Laband, chociosz miyszkouech i we Glywicach i w tym synsie dobrze wia ze cyntrum bouo opanowane przez „cudzoziymcow” bo sam bouy nojfajniyjsze miaszkania i domy do „wziyncia”. Mys’la ze to wszysko wyjas’nio … . Jak ktos’ niy chce/niy poradzi moich „wypocin” czytac’ to ajnfach niych tego niy robi. Jo rozumia pan’sko opinia, ale wiela z niom polymizowou niy byda, bo ajnfach wia ze to niyma najprawdopodobniyj wiela synsu. Niy mo to byc’, co szkryfuech, obrazaniym i prosza tego tak niy rozumiec’ – – uwazom ajnfach ze nasze s’wiaty som tak roztomaite ze musiouch bych sam juzas’ tuplikowac’ od podstaw sprawa s’lonskyj godki we naszyj okolicy i we samym mies’cie, w tym i couki zakres tego co sie nazywo s’lonskom godkom. Mie juz za bajtla we podstawowce niy dziwiouy reakcje nauczycieli na naszo godka kerom my godali w doma, bo za czasow hitlerowskich tysz sie karauo za ta godka. Kedys’ byli my „polacken” a po wojnie stali my sie „szwabami”, tak tysz niy ma sie co dziwic’ jak sie trefio take opinie. Prosza sie zainteresowac’ wydawnictwami literackimi we roztomaitych wersjach prob kodyfikacji (pomimo braku pomocy ze strony pan’stwa) naszyj godki. Oczywis’cie ze momy miyjszo sioua przebicia jak np narod Katalon’czykow abo Szkotow, ale my som i zodyn nom tego nigdy niy zabroni, tak jak zodyn niy poradzi zabronic’ drzewom wypuszczac’ liscie. Pozdrowiom serdecznie a jak byda we Glywicach to mogymy sie trefic’ i pogodac’, pomowic’ abo poszprechac’, bo rozumia ze korespondowac’ to by bouo onmyjglich … .

  7. Faktycznie trudno mnie będzie przekonać,bo wychowałem się w Szobieszowicach.Mimo,że moi dziadkowie (Polacy)uciekli z Żytomierza to w domu słyszałem jedynie język polski.Starsze panie między sobą mówiły po Niemiecku.W tym języku mówili też moi sąsiedzi zanim wyjechali na stałe do Niemiec.Z gwarą spotkałem się dopiero w szkole średniej.Mówili nią koledzy,którzy mieszkali w okolicznych wioskach.Nawet koledzy,którzy wychowali się w Łabędach mówili pięknym językiem literackim.Miło mi słuchać gwary mówionej,tym bardziej śpiewanej.Nawet językoznawcy wypowiadali się,że nie ma czegoś takiego jak gwara pisana.To sztuczny twór.Brak nawet zasad pisowni,co za tym idzie poprawności.Dla zrozumienia przez wszystkich sugeruję jednak w polemikach posługiwanie się językiem literackim.Ciekawe co na to inni czytelnicy?
    Pozdrawiam

    • A jednak pan to poradziou przeczytac’ i zrozumiec’, a nawet odpedziec’ tak ze wiym ize wszysko pan nawet spokopiou 😉

      Reszta pozostowia bez komyntarza tym razym.

      ps

      spokopiou = zrozumiou

  8. Nauczenie się czytania tekstów pisanych po śląsku nie jest jest rzeczą trudną, wymaga tylko stałego treningu. Skoro można mówić gwarą, można też pisać. Ja się nauczyłem czytać. Dzięki kontaktom z p. Irkiem Czają, teraz mnie nikt nie „zagnie” pisząc coś po śląsku, nawet jakoś po swojemu, wg swojej lokalnej gwary. Radziłbym traktować tę sprawę jako darmową naukę czegoś czego nie da się nauczyć w żadnej szkole. Co to szkodzi umieć więcej?
    =M============

  9. Dołączę sie do dyskusji. Jestem Ślązakiem od pokoleń, ale jako Gliwiczanin rocznik 1962 najpierw mówiłem literacką polszczyzną, a dopiero później gwary nauczyłem się od rodziny z Chorzowa i znajomych z Rudy Śląskiej.
    Proby przeniesienia gwary mówionej na pisaną są róźne, np.w książkach p. Szoltyska, zawsze jednak trochę nieudane i sztuczne, bo gwara śląska mimo wszystko jest bardziej mówiona, niż pisana.
    Niestety próbę p. Irka Czai odbieram nie jako transkrypcję, lecz manierę. Nigdy wcześniej się z taką wersją nie spotkałem. Dodam – manierę, która mnie nie przekonuje. Szkoda, że p. Irek sili się na pisanie po śląsku, gdyż jego olbrzymia i ciekawa wiedza gubi się. Męczę się probując to odcyfrować i odpuszczam. Gdyby p. Irek przemógł się i przetłumaczył swoje teksty na zrozumiały język (polski lub niemiecki, który mu bliższy, nieważne), byłbym mu wdzięczny. A tak tylko podziwiam i doceniam konsekwencję, z jaką podkreśla swoją śląskość w ten sposób. Ale nie wczytuję się, bo po prostu nie umiem.

    Pozdrawiam serdecznie.

  10. P.S. Aby uściślić: nie same słownictwo jest dla mnie niezrozumiałe, ale sposób zapisu. Pseudofonetyczny, pełen apostrofów, uważam za sztucznie udziwniony. Myślę, że dałoby się prościej. Naprawdę.

    Pozdrawiam.

    • Witom

      Chyba je zech jednak winny pora wytumaczyn’.
      Je to ajnfachowo wersja zapisu komputerowego tastaturom uniwersalnom, nic wiyncyj i nic myniyj. We moim tuplikowaniu poczontku Starego Testamyntu (ta mauo kniga je do znaleziynia pod jednym z podanych linkow) je to jako informacja zawarto, a kniga ta mo dwie wersje zapisu, ta kero tu widac’ (tastatura komputera) i inkszo = jedna z prob kodyfikacji s’lonskyj godki. O jednym tysz Pan zapomino, polski alfabet je zrozumiauy tysz ino dlo Polokow a te komiczne litery to dlo wiynkszos’ci inkszych narodow je jedna wielko „mynczarnia” w nauce. W tym wzglyndzie lepiyj tak niz zapisym liter polskich abo niymieckich ze takimi ó, ł, ą, itd. Jak Pan mo lepszo recepta dlo komputerowego i ajnfachowego zapisu tyj godki to prosza jom zaproponowac’. Tego typu uwagi jak tu czytom czytouech juz 10 lot tymu, ale maukero persona boua w stanie zaproponowac’ cos’ lepszego. Take je moje zdanie na dzisiej, a jak ktos’ pokoze mi lepsze rozwionzanie to z chynciom je zaakceptuja i wykorzystom.

  11. P.S2. Na chwilę przerwałem pisanie i dzieki temu zrozumialem, co mi jeszcze w śląskim zapisie p. Irka tak mocno przeszkadza: nagromadzenie archaizmów. Któż jeszcze dziś potocznie mówi „szkryfnąć”? To piękne, że p. Irek chce to wskrzesić, ale język, każdy, jest żywy. I dziś tak po prawdzie z jèzyka śląskiego w potocznej komunikacji zostaje przeważnie… akcent. I kilka majbardziej popularnych słow. Czy dziś najbardziej nawet zatwardziały ßlązak powie na serio „jo ci przaja”, czy może jednak tylko „kochom cie”? Właśnie dlatego napisałem wyźej o śląskim pisaniu p. Irka, że mam je za manierę: trochę wyziera mi z niego… sztuczność. A wiem, że p. Irek na taki zarzut nie zasługuje!
    Pozdrawiam jeszcze raz.

    • Momy w tym synsie odmiynne zdania, ale to chyba ino wyniko z tego ze jo sie bawia juz tom naszom godkom, a raczyj znom tela jyj wyrazyn’ kere dzisiej juz sie zatracajom, ze zol mi je zapomniec’ i stracic’ przez niyuzywanie. Jak Pan mozno merknou niykere teksty pisza tak jak Pan by to chciou a niykere wiyncyj z archaizmami. Ale w kozdym razie dziynkuja za szczere i synsowne uwagi. Jo starom sie tysz niy ograniczac’ dlo mie samego ino jednym z dialektow s’lonskyj godki = poznowom durch i durch roztomaite odniyj wersje. Niy uzurpuja se zodnych praw w sprawie kodyfikacji naszyj godki, jo ino od lat probuja zasygnalizowac’ tyn problym i tak samo bouo ze tuplikowaniym poczontku „isma S’wiyntego” = pokozouech ino „kapelonkom” ize sie to do. Od tego czasu minouo juz 20 lot (jak niy wiyncyj) i uwazny obserwator tego tematu mozno merknou ize od jakegos’ czasu cos’ sie ruszouo – i w tym synsie je juz niyzuo bibliotyka roztomaitych s’lonskich tekstow … .

      Ucza sie dalyj i dalyj odkrywom piykno tyj godki i niyznane mi jeszcze wyrazynia durch sie trefiajom.

      Wydowo mi sie ale ze troszka zaczynomy sam niy na temat szkryflac’. Niych Pan wyboczy Panie Marianie.

      • ps

        Na dziynkuja za ciekawo krytyka mozno jedyn maszkytny moj konsek do s’miychu

        Rapitouza

        Dzioucha Utopca
        Od niego tysz cera
        Do rynki jom biera
        A do niyj sie s’mieja
        S’lypia blank wielkie
        Zielono, s’lizgato
        Rechoto a skoko
        I ciepie mi oko
        Chce od mie kusika
        Jo chyba mom bzika
        Kejch jom pocauowou
        Toch zaroz zauowou

        Pyrsk

  12. Mogę dodać tylko jedno: panie Irku, Pan mnie zawstydza. Jak napisałem, jestem, czuję się i przyznaję głośno, że jestem Ślązakiem, ale gdzie mi tam do Pana!
    Może to wynika z wychowania w młodości, kiedy śląskość była tępiona w szkole, a w domu i rodzice nie zachęcali, znając na własnej skórze szykany, których jako Ślązacy doznali od powojennej Polski. Może i też dlatego, że choć ojciec był z Chorzowa, to matka z przedwojennych Gliwic, więc nie gwara, ale język jej ojczysty w domu był na porządku dziennym.
    Ja skłaniam się ku poglądowi Miodka, że śląskiej gwarze znacznie bliżej do Polski (i do Czech trochę), niż w drugą stronę, więc piszę po polsku.
    To, co Pan robi jest dobre, bo patrzmy na górali – ich gwara jest żywa, głośno o niej. My Ślązacy za to sami chcemy się stłamsić. Jeśli w tvs można słyszeć Winnetou ze śląskim lektorem, to się z tego śmiejemy. Ale optymistycznie: śmiejemy z sympatią.

  13. Dziękuję panu Stefanowi za merytoryczne wsparcie w polemice z panem Irkiem.Podsumuję to jednym zdaniem.Pan Irek ma dużo wiadomości do przekazania i chętnie je przeczytamy,ale wszyscy moi znajomi,łącznie ze mną mają problemy z czytaniem i zrozumieniem.To niestety skutecznie zniechęca.Robiłem sondę i nie jestem w tym odosobniony.Może by tak z tłumaczeniem?

  14. Witom roz jeszcze

    Panie Stefanie, my oba momy wiyncyj spolnego niz Pan przipuszczo, bo moj fater je tysz ze Chorzowa i jo tysz sie uczou s’lonskyj godki miyndzy inkszymi tam. Moja matka je tysz ze Glywic(Laband) i znom dobrze te problymy o kerych Pan godo – mozno dlatego Pana tak dobrze rozumia.
    Panie Andrzeju, na poczontku moich krotkich komyntarzy do odcinkow „Detektywa historii” dowouech pod kozdym tekstym mauy „tuplikorz” polsko – s’lonski. Na Pana sugestie wznowia juzas’ tyn pomys. Dziynbkuja jeszcze roz za uwagi i krytyka.

    tuplikorz – słownik

    oba – oboje

    fater – ojciec

    kerych – którch

    keby – gdyby

    wyklarowac’- wyjas’nic’

    Keby jeszcze jakes’ wyrazy/zwroty bouo poczebne wyklarowac’ to prosza dac’ znac’ a z chynciom je wyklaruja

  15. Do p. Irka:
    Panie Irku, jeśli w tym wątku dyskutujemy o Pańskim pisaniu po śląsku, pozwolę właśnie tutaj dorzucić jeszcze kilka przemyśleń.
    Profesor Miodek plasuje śląską gwarę zdecydowanie po polskiej stronie, udowadniając to tym, że mimo nagromadzenia germanizmów, są one „spolszczane” w odmianie, końcówkach, itp. Zatem – jeśli gwara śląska jest (pewną) odmianą języka polskiego, to w mojej ocenie w próbie jej zapisu używanie polskich liter JEST uprawnione. Pan twierdzi odwrotnie i dlatego wprowadza Pan – według mnie niepotrzebnie – pisownię, która jest nieintuicyjna i utrudnia odbiór.
    Np.:
    S’lonski – ja napisałbym zupełnie intuicyjnie ślonski
    S’wintego – ja napisałbym świentego
    zostawiając apostrof ewentualnie do podkreślenia akcentu (tak właśnie mi się domyślnie kojarzy apostrof, a Pan zaledwie przesuwa nim kreseczkę znad litery za nią)
    I znowu, np. unikając litery ł, pisze Pan „bouy ceguy”, a ja napisałbym „boły cegły”. Bo tak prościej i bardziej intuicyjnie.
    Nie bałbym się też używać litery ż, więc „tysz”ja napisałbym „tyż”, tym bardziej, że w mojej gwarze ostatnia głoska w słowie „tyż” jest właśnie dźwięczna, a nie bezdźwięczna!

    Podkreślam: NIE czytam pism pisanych po śląsku, poza pańskimi, więc nie wiem, czy Pańska pisownia jest zgodna z jakąś wypracowaną kodyfikacją, ale w naturalny sposób transkrypcja oparta o język polski i polskie litery byłaby mi łatwiejsza w odbiorze. Bo robiłem również małą ankietę i wszyscy (Ślązacy), których pytałem byli zgodni, że gwara śląska jest dla nich zdecydowanie mówiona, a nie pisana!

    I jeszcze jedna uwaga: germanizmy w gwarze śląskiej są LOKALNĄ cechą bezpośredniego przedwojennego przygranicza, (a więc i Chorzowa i Rudy, w których obaj uczyliśmy się gwary). Tych germanizmów jest już zdecydowanie mniej np. w rejonie Olesna. I akcent śląski jest tam zupełnie inny: mazurzenie, które na początku ciężko dziwi i do którego trudno się przyzwyczaić.
    A żeby całkiem zagmatwać, w zasadzie każdy rejon na Śląsku ma swoją gwarę, słowa używane w okolicy Raciborza bywają niezrozumiałe w Rudzie Śląskiej. I zapewne odwrotnie.

    Co Pan na to?

    Pozdrawiam serdecznie
    Stefan

  16. Profesor Miodek jest autorytetym polskim, ale niystety niy podzielom wielu odniego wypowiedzi. Godka s’lonsko ewaluowaua (i dalyj sie to dzieje) bo boua i dalyj jest zywom godkom (mowom) – sam w komyntarzach tysz to bouo zaznaczone. Profesor zapomino czynsto ze powstawaua naszo godka na pograniczu kulturowym i zawiyro w sobie i elemynty typowe somsiednim S’lonzokom narodow (czeski, niymiecki, polski, suowacki). Niyjednokrotnie profesor tyn zasiadou we komisjach kere roztrzygauy konkursy na teksty we naszyj godce przedstawiane i niyjednokrotnie wydawou wyroki odrzucajonce piykne teksty ino ze wzglyndu na to ize bouy w nich zawarte tzw „germanizmy” – za to slawizmy bouy wnoszone do „niybios”. Uwazom tego typu werdykty (tym bardziyj profesorske) za godne pozauowania. Naszo godka je jako je i usowanie z niyj (z keryjs jyj odmiany) wyrazow kere prawie komus’ sie niy podobajom to przipomino mi wymajzlowywanie napisow na grobach. My S’lonzoki czasami na take reakcje inkszych kultur na naszo kulturalno autonomia reagowali tysz odpowiednio i manifestowauo sie to np stowianiym tzw /jo to tak mianuja/ krojcow(krzizy) „obrotowych”. Co to bouy za krojce? To bouy krojce na kerych z kozdyj strony bou napis we inkszym jynzyku. Tako tradycja zauwazyc’ idzie tysz na grobach inkszych narodow abo wyznan’ (tysz we Glywicach) i warto o tym tysz wiedziec’ i byc’ se s’wiadomym czymu tak sie dziauo i dzieje. Polsko mowa je tak przesionkniynto germanizmami o kerych przeciyntny Polok niymo zielonego pojyncia ze to wyrazy pochodzynia niymieckego, ale we naszyj s’lonskyj godce wspomnianego sam profesora, i wielu Polokow, fakt wpuywu kultury niymieckyj nerwuje. O czym to s’wiadczy niych se kozdy wytuplikuje som. Jo traktuja s’lonsko godka tak jak Poloki odnich mowa, a wszyske odniyj odmiany to ajfach som gwary tyj godki. Germanizmy zowdy bouy we naszyj godce i niy udo sie nikomu ich pozbyc’, tak jak niy udo sie wyzbyc’ z niyj inkszych naleciauos’ci narodow z nami somsiadujoncych. Sprawa kodyfikacji i inkszych jynzykow (np kaszebskego) ciongua sie tysz dugo. Inksze narody np Sorby (po polsku Serbołużyczanie) tysz chcieli Poloki z jednyj strony polonizowac’ a z drugyj ich wypyndzali itd jako Niymcow z terytorium pan’stwa polskego. I co, i zyjom dalyj, majom swoja godka i proponuja sie przejechac’ do ich kraju i wzionc’ przikuad z tego co idzie zyc’ we zgodzie nawet ze mauymi narodami kere niy majom pa’stwowos’ci ale majom swoja kultura. Ale niy ino to, idzie tysz dbac’ o ich kultura i byc’ dumnym z tego ze je sie pan’stwym kere szanuje mniyjszosci w nim egzystujonce durzyj, ale to niy ino bezto ize to oni zyjom na swojyj ziymi duzyj od narodu egzystujoncego na tyj ziymi prawie pan’stwa. Profesor Miodek (przi coukim szacunku) je synym Polokow kerzy polonizowali ta ziymia i odnich miyszkan’cow, i ino tym wyjas’nim se odniego postympowanie. Czymu to wszysko szkryfuech? Ano bezto coby us’wiadomic’ tym wszyskim kerzy mie i ludzi mi podobnych niy rozumiom, kedy pisze ze „proby kodyfikycji robiymy bez pomocy pan’stwa”. Pytom sie zatym dalyj „czi na zicher Polska je zdania ze naszo godka to gwara jynzyka polskego? Jo szczerze godajonc dziwia sie pewnym opiniom polskich profesorow itp, bo zapominajom ze przed wiekami uczyli sie formuowac’ swoj jynzyk na podstawie godki czeskyj a piyrsze wyrazy o kerych twierdzom ze bouy polskimi zapisanymi niystety bouy niy polskimi ino s’lonskimi zapisanymi we S’lonsku i miauy one wiyncyj spolnego ze czeskom godkom niz ze polskom – bouy na zicher ale s’lonskom „godkom” a niy polskim jynzykym. Reszta pozostowiom czytelnikom samymu do osondzynia. Moje zdanie je take ze S’lonsk dou Polsce juz wieki tymu rozwuj niy ino materialny ale i kulturalny, i dziesie nolezy sie nom za to podziynkowanie. Abo?

    Tuplikorz (słownik)

    godka – mowa
    kere, kerych – które, których
    ino – tylko
    ize – że
    mi/mie – mnie
    wymajzlowac’ – w tym przipadku „przecinakiem zniszczyć napis”
    inkszych – innych
    ajnfach – poprostu
    ja – tak
    co – że
    krojce – krziże
    abo – albo
    kozdyj – każdej
    zowdy – zawsze
    zicher – pewne
    niy udo – nie uda
    durzyj – dłużej
    bezto – dlatego

  17. Panie Irku, ale nam się tutaj rozwija dyskurs językoznawczo-historyczny (w końcu gosci nas Detektyw historii!).
    Oddzielając historię, która Ślązaków nie rozpieszczała nigdy, a skupiając się na samym języku, musimy się zgodzić co do jednego: trzon gwary śląskiej jest SŁOWIAŃSKI. A naleciałości są w każdym języku. Pan też ożywia śląską gwarę pisząc komputer, toż to ewidentny anglicyzm 😀. (Czesi mają pocitac i choć w tym jednym próbują sie bronić).

    Mój ojciec podśmiechiwał się cytując zdanie: „Marii, di kury is auf der ulicy!”. Jego ojciec za to był dla mnie otatom, a nie opom.
    Nasze pokolenie oddaliło się od granicy, więc siłą rzeczy nalecialości niepielęgnowane, w natutalny sposób znikają z języka. Dzis rano zastanawialem się, czy powiedzieć „ida do łaziynki”, czy „ida do badysztuby”. Do łaziynki wyszło mi naturalniej.

    Pozdrawiam serdecznie. Nie mam zamiaru Pana przekonywac. Jak powiedziałem wyźej, jestem pełen podziwu i trochę zazdroszczę. Konsekwencji.

    Do miłego.
    Stefan

    • Piykne dziynki a na zakon’czynie mozno jedyn moj „konsek” konsek do s’miychu i bez tuplikowania, bo ida teroski baajtlom bobony rozdowac’, a robia to przebleczony za beboka, bezto niymom za wiela czasu;)

      Dwa Gorole w charapuciach

      W charapuciach dwa Gorole
      rosprowiali cos’ o kole;
      jak sie kulo niy plompane,
      i mo laufki blank sjechane,
      i mu szusblech se klekoce,
      jak nim jadom po robocie,
      kej pod gora pedalujom,
      to im szpajchy fylatujom,
      jak se jadom zas’ po cescie –
      we Sosnowcu polskim miescie,
      to lynksztanga fest czimajom,
      bo galoty w kecie majom … .
      A to wszysko skuli tego,
      co im Hanys niy podpedziou,
      ize zic im wymontowou,
      (jak im kouo podarowou;)
      i co brymzy im oliwiou
      i tysz roma konsek sksziwiou,
      a na koniec – bo mo grajfka(!),
      to im z kety zrobiou szlajfka.
      Tak Gorole — na tym kole —,
      w starych laciach i papuciach !,
      znodli sie w tych c h a r a p u c i a c h .

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę zatwierdź swój komentarz!
Podaj swoje imię i nazwisko