Kilkadziesiąt lat młodsi, zahartowani już byliśmy w trudach życia w PRL-u. Prawdę mówiąc, mało kto wiedział że było mu źle, że było coś dziwacznego w tamtych czasach. Dopiero dziś z perspektywy pełnych półek w markecie widać, że tamte lata były wegetacją, ale jakże ciekawą wegetacją.

Ówczesne zakupy w sklepie to coś, co dzisiaj może wywołać salwę śmiechu, ale wtedy było to normą. Brakowało np. jakichkolwiek opakowań, więc pusta torebka po cukrze czy mące służyła w domu do zapakowania innych artykułów aż się sama podarła. Musztarda była nie tylko musztardą, była również musztardówką która długo jeszcze stała w kredensie służąc za szklankę do herbaty. Marmoladę kupowało się na wagę z ogromnego pachnącego bloku stojącego na ladzie. A u rzeźnika królował ceres – rodzaj smalcu, ale tani i chętnie kupowany. Z cukierków dostępne były głównie landryny, które od święta dostawało się zapakowane w rożek zwinięty z papieru. Ale jak one smakowały!

Czkawką do dziś odbija się nam era Gierka za cudze (czyt. pożyczone) pieniądze. Chociaż gdyby nie on, nie byłoby tysięcy bloków z wielkiej płyty. Mają się one całkiem nieźle o czym świadczą ceny mieszkań w betonowych osiedlach, gliwicki Sikornik czy Zubrzyckiego nie są tu wyjątkiem.

Ten sukces socjalizmu nie trwał jednak długo. Nadeszły lata strajków, potem stanu wojennego i strachu przed nieznanym, czasy braku wszystkiego w sklepach i … czasy niesamowitej inwencji Polaków w zdobywaniu towarów niemożliwych do zdobycia. Konia z rzędem temu kto przysięgnie że nic wtedy nie „pokombinował”.

Wprowadzono reglamentację towarów i to wzmogło natychmiast proces „kombinowania”. Co miesiąc odbierało się w zakładzie pracy nową „kartę zaopatrzenia” z przydziałem na mięso, cukier, wędliny, mleko, watę i Bóg wie co jeszcze.

Pamiętacie Państwo kartki dla emerytów M I ?

To 1,8 kg mięsa na miesiąc, co dawało 6 deko dziennie, cielęciny z kością było tam 0,7 kg . Ile to było na dzień nie przeliczam nawet, gdyż emeryt cielęcinę tę oddawał przeważnie swoim dzieciom czy wnukom. Lepiej miała klasa pracująca z kartką M II , bo aż 3 kg mięsa na m-c pracujący kupował.

Kupował jak było co kupić i jak dopchał się do lady u rzeźnika. Oddzielną kolejkę miały tam osoby uprzywilejowane tzn. kobiety z dzieckiem na ręku albo w ciąży i staruszki. Prościej jednak było zawrzeć znajomość ze sklepową i za bon na cukier, czekoladę czy wódkę było się obsłużonym „ z tyłu sklepu”. To było dopiero Eldorado dla pań kierowniczek!
Dla dzieciaków była oddzielna kartka – aż (!) 2,5 kg mleka w proszku na m-c. O ile było. Kartka na cukier (2 kg) stała się pieniądzem zastępczym, którym płaciło się za różne drobne przysługi. Przydział wódki i papierosów znacznie zwiększył obroty w fabrykach tytoniu i gorzelniach. Towar ten kupowany był dosłownie przez wszystkich, obojętnie czy palących czy niepalących, abstynentów czy ciągle spragnionych, gdyż doskonale zastępował pieniądze, które nie zawsze wystarczały do załatwienia jakiejś sprawy.

Palacze też nie mieli łatwego życia, nałogu nie dało się przecież oszukać. Ale od czego pomysłowość? Kupowało się więc maszynkę do robienia papierosów, bibułkę , tandetny tytoń i sprawa załatwiona. Gdy brakowało tytoniu, trzeba było jechać w lubelskie i tam prosto od gospodarza kupić suszone liście tytoniu, które potem kroiło się w drobną sieczkę. Szczęśliwcom udawało się czasami kupić (załatwioną przez zakładowych związkowców) dziwaczną formę papierosów, w postaci wielometrowego papierosowego „makaronu”, który trzeba było tylko pociąć na odpowiednie długości i gotowe!

A mięso? Kupowało się je od wiejskiego gospodarza w ilościach hurtowych, czyli co najmniej pół świni czy cielaka, chociaż częste kontrole drogowe stanu wojennego groziły utratą co najmniej towaru. Kto może, na pewno do dziś wspomina smak i zapach kiełbasy robionej własnoręcznie na stole w kuchni i wędzonej w ogrodowej wędzarni.
Namnożyło się tych kartek mnóstwo – bon na cukier, na wyroby cukiernicze, na buty, obrączki, no i na benzynę.

Kartki benzynowe kończyły się szybko, bo na ile może wystarczyć dla poloneza 12 l paliwa albo 8 l dla malucha? Dla sprawiedliwości podzielono tu kierowców ze względu na pojemność silnika. Nieraz stali całą noc i dzień w kolejce, po którego paliwo jeszcze nie dowieźli. Tu małe wyjaśnienie dla młodszych czytelników – nie stało się za benzyną poza kartkową. Stało się w kolejce stu aut za swoim przydziałem. Czasami daremnie.
Aż nadszedł sądny dzień dla ery socjalizmu i …mamy to, co mamy. W niepamięć odchodzą wszystkie dokumenty, którymi człowiek posługiwał się tyle lat, dobrze że można je zachować na pamiątkę i wygrzebać czasami z dna szuflady wspominając dawne lata.
Coraz trudniej ocenić pamiętającym lata PRL-u, czy jest lepiej czy gorzej? Dzieci coraz rzadziej wyjeżdżają na wakacje, dorośli też rzadko korzystają z dobrodziejstwa wczasów, jacyś ludzie grzebią w śmietnikach, praca już niby jest ale za marne pieniądze, ZUS plajtuje, cwaniaków przybywa, młodzi myją gary u Anglików a Zakład Energetyczny i kopalnie straszą podwyżką.

Święta za pasem, ruch w marketach potężnieje, reklamówki pełne zakupów lądują w bagażnikach aut, ale z różnych powodów, to już nie to. Wygląda, że nie o to walczyliśmy.

Marian Jabłoński 2017

Premiera odcinka w środy o godz. 16:30 na antenie jedynej gliwickiej telewizji dostępnej w sieciach światłowodowych firmy Imperium Telecom.

Część 1:

Część 2:

4 KOMENTARZE

  1. Proszę opisać tutaj – gdzie, jak to wyglądało, co jedli internowani, jak spali, jakie mieli kontakty z rodziną, co z pracą i z czego żyła rodzina w tym czasie. Przepraszam za dociekliwość, ale często używane słowo „internowany” nic nie mówi dzisiejszym gliwiczanom – właściwie nie wiadomo co myślą o stanie wojennym bo nikt ich o to nie pyta i nie uświadamia, do czego prowadzi polityka „jedynej słusznej partii”.
    =M===============

  2. Witam
    Panie Marianie na wszelkie zapytania mogę Panu odpowiedzieć opisując własne doświadczenia. Zostałem internowany 13 grudnia 0.05 tj. chyba bardzo szybko , bo zgodnie z uzasadnieniem zapisanym w akcie internowania stwarzałem zagrożenie dla bezpieczeństwa i porządku publicznego w miejscu pracy.
    Nie chcę się dalej rozpisywać, bo to niema sensu. Na chwilę obecną pamiętam jeszcze prawie każdy dzień internowania, wydarzenia oraz przede wszystkim atmosferę, nastroje zarówno wśród internowanych, służby więziennej, SB oraz rodzin i znajomych. Jeśli ten temat nadal Pana interesuje zapraszam do mnie. Nie musi Pan tego publikować. Jako detektyw TV Imperium może Pan wykorzystać materiał w przyszłości lub pozostawić w swoim prywatnym archiwum (dla potomnych).
    Pozdrawiam Marcin

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę zatwierdź swój komentarz!
Podaj swoje imię i nazwisko