Naturalnym gronem, gdzie można byłoby szukać następcy prezydenta jest oczywiście zespół jego najbliższych współpracowników, czyli zastępcy. W tej grupie najsilniejszą pozycję ma oczywiście Piotr Wieczorek, który swoje stanowisko pełni chyba równie długo, co sam Frankiewicz. Od zawsze był drugą osobą w mieście, choć plotki mówią, że tak naprawdę to on podejmuje najważniejsze decyzje. Sam niestety kandydować nie może. Przez lata występowania w wielu środowiskach w roli „złego policjanta” skutecznie zraził do siebie gliwiczan. W efekcie w ostatnich wyborach startując na radnego z tzw. „dwójką” zgromadził w swoim okręgu 527 głosów. Tym samym przegrał wyborczy wyścig nie tylko z lokomotywą listy, czyli Tadeuszem Olejnikiem, ale także ze startującym z piątej pozycji Stanisławem Kubitem. To nie wróży mu raczej sukcesu w wyścigu o fotel prezydenta. W 2014 roku lepiej poszło innemu z wiceprezydentów – Adamowi Neumannowi, który – startując za plecami samego Frankiewicza – uzbierał 581 głosów. Niby niewiele więcej, ale on mandat zyskał (oczywiście zaraz po wyborach się go zrzekł oddając miejsce w Radzie Magdalenie Budny).

Skoro już mowa o Neumannie. Drugą kadencję pełni on funkcję II zastępcy prezydenta, gdzie odpowiada między innymi za planowanie strategiczne. Funkcja ta z jednej strony jest niezwykle istotna, z drugiej jednak implikuje bardzo często trzymanie się w cieniu. Na pierwszy plan wysuwają się bowiem raczej wykonawcy wszelkich strategii. Szansą aby pokazać się w świetle jupiterów jest za to dla Adama Neumanna udział w rozlicznych oficjalnych wydarzeniach. Wiadomo, że prezydent Frankiewicz pojawia się na takich okazjach w ostateczności, a prezydent Wieczorek praktycznie nigdy. Adam Neumann jest zaś trzeci w kolejce do przecinania wstęgi, więc władanie nożyczkami ma opanowanie do perfekcji. Czy to jednak wystarczy, żeby przekonać do siebie gliwiczan?

Jeszcze bardziej w cieniu schowany jest trzeci z zastępców, czyli Krystian Tomala. Najmłodszy z całej trójki wydaje się modelowym kandydatem na nowego prezydenta. Pod wieloma względami przypomina nawet innego słynnego śląskiego następcę, czyli Marcina Krupę z Katowic. Tomala, podobnie jak Krupa, również jest doktorem rodem z Politechniki Śląskiej. Stopień naukowy uzyskał na Wydziale Zarządzania, a jego promotorem był… Kto zgadnie? Tak, sam Zygmunt Frankiewicz. Od tego czasu młody samorządowiec jest protegowanym naszego prezydenta. Choć z Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej, którym zarządzał jako dyrektor na początku tego wieku, odchodził w pewnej niesławie (cieniem na jego karierze rzuciła się gigantyczna dziura finansowa, jaka narosła za jego pracy w tej instytucji), szybko znalazł dla siebie miejsce w Miejskim Zarządzie Usług Komunalnych, skąd płynnie przeskoczył na fotel III zastępcy prezydenta odpowiedzialnego między innymi za oświatę, kulturę i zdrowie.

Gdy zastępował na tym stanowisku Renatę Caban (która dla odmiany przeniosła się do MZUK-u) mówiło się, że twardą ręką wyprowadzi na prostą kulejące gliwickie szpitale. Ostatnie problemy z jakimi boryka się jednak główna gliwicka placówka medyczna, czyli szpital przy ulicy Kościuszki (obecnie włączony w struktury Szpitala Miejskiego nr 4, czyli dawnego Szpitala Wojskowego) pokazują jednak, że ta misja nie do końca się udała. Natomiast sam fakt, że Tomala zupełnie nie uczestniczył w niedawnej gorącej sesji Rady Miasta poświęconej służbie zdrowia (głos w imieniu miasta zabierali wówczas prezydenci Frankiewicz i Wieczorek) pokazał natomiast, jak bardzo młody urzędnik jest w magistracie marginalizowany. Trudno w takiej sytuacji oczekiwać, żeby nagle miał stać się poważnym kandydatem na głównego sternika miasta. Tym bardziej, że na jego niekorzyść przemawia fakt, że sam nigdy się do Gliwic nie przeprowadził i wciąż dojeżdża do pracy kilkadziesiąt kilometrów z położonego u stóp Góry św. Anny miasteczka Leśnica (gdzie był, swoją drogą, przez kilka lat zastępcą burmistrza).

Gdzie jeszcze można by szukać następcy prezydenta? Zapewne wśród radnych z jego ugrupowania. Tu jednak brakuje wyrazistych osobistości chcących podjąć się tego zadania. W poprzednich wyborach najwyższe poparcie spośród wszystkich radnych uzyskała Krystyna Sowa – 1933 głosy to niewiele mniej, niż wspólnie uzyskali prezydenci Frankiewicz i Neumann. Pani Krystyna znakomicie czuje się jednak w roli radnej, która jest blisko mieszkańców ze swojego okręgu. Dlatego od lat odmawia propozycjom objęcia teki zastępcy prezydenta, więc tym bardziej nie byłaby raczej zainteresowana samą prezydenturą. Poza tym, nie wypominając pani Krystynie wieku, z pewnością nie byłaby to zmiana pokoleniowa. Potencjalnego następcy prezydenta upatrywać raczej należy w kimś młodym i energicznym, jak wspomniany Marcin Krupa z Katowic.

Spore doświadczenie samorządowe ma Magdalena Budny, która od wielu lat jest sekretarzem w Starostwie Powiatowym w Gliwicach. Charakterystyczną osobą Koalicji dla Gliwic Zygmunta Frankiewicza jest również Michał Jaśniok – wykładowca akademicki i specjalista od marketingu, który z pewnością umiałby się świetnie sprzedać. Czy są to jednak osoby, które miałyby szansę porwać za sobą tłumy? Lata przebywania w cieniu prezydenta chyba skutecznie utemperowały ich osobowość. W Koalicji indywidualności nigdy nie były bowiem w cenie, a siłą ugrupowania – co często podkreśla sam prezydent – jest jego siła jako zespołu. Zespołu, który za dużo nie dyskutuje, za to chętnie podnosi ręce za prezydenckimi projektami i dobrym słowem broni nawet kiepskich projektów. Miarka przebrała się dopiero w lutym tego roku, gdy Rada Miasta na wniosek grupy radnych zajmowała się propozycją zwolnienia osób niepełnosprawnych z opłat za parkowanie w mieście. Pomysł mocno skrytykował urzędujący prezydent, a większość radnych jego ugrupowania wstrzymała się od głosu. Michał Jaśniok (wspólnie z Janem Pająkiem i Grażyną Walter-Łukowicz) zagłosował jednak wówczas razem z opozycją.

W ten sposób lista naturalnych następców prezydenta powoli zaczyna się kończyć. Oczywiście zawsze można sięgnąć po kogoś zupełnie nowego i to wcale nie musi być zły pomysł. Teoretycznie nawet rok wystarczy, żeby taką osobę skutecznie wypromować. Jest tylko jeden problem. Przez ostatnich kilkanaście lat, a więc od czasu wprowadzenia bezpośrednich wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, miejska propaganda skutecznie wpaja gliwiczanom do głów jedną bajecznie prostą prawdę: tylko Zygmunt Frankiewicz jest gwarantem utrzymania obecnego tempa rozwoju miasta. I jak tu nagle wyjść do tych samych wyborców z komunikatem skrajnie sprzecznym, czyli że jednak nie ma ludzi niezastąpionych i oto przedstawiamy wam nowego, młodego kandydata, który tę gwarancję daje nawet bardziej? To jest ten sam rodzaj strzału w kolano, co w reklamach smakołyków kończących się hasłem: „teraz nowy, lepszy smak”. Widz sobie wtedy myśli: „a więc do tej pory byłem stale oszukiwany, gdy mówiono, że ten poprzedni smak był najlepszy”. Przed miejskimi propagandystami trudny orzech do zgryzienia. Albo przełkną gorzką pigułkę przyznania, że Zygmunt Frankiewicz jednak – wbrew wcześniejszym komunikatom – nie jest niezastąpiony, albo będą promować go do samego końca. Nie mam wątpliwości, że z obecną swoją pozycją Frankiewicz mógłby faktycznie pełnić funkcję prezydenta dożywotnio, a po śmierci trafić do mauzoleum ustawionym w parku swojego imienia (albo jeszcze lepiej w katakumbach świątyni swojej prezydenckiej kariery, jaką bez wątpienia pozostanie kończona właśnie Hala Gliwice). Kto rozsądny pisałby się jednak na wejście do historii u boku Lenina i jemu podobnych niezastąpionych przywódców? A nawet jeśli, to debata nad tym, kto ma zastąpić prezydenta Frankiewicza prędzej czy później powróci. Warto więc już teraz myśleć nad tym, żeby takiego kandydata wykreować. Wszak dla każdego króla odejście bezpotomnie było największą życiową porażką.

Tekst: Andrzej Wawrzyczek, redaktor Magazynu eIMPERIUM