Kocham Cię jak w zeszłym roku a nawet bardziej

Tradycyjne, współczesne, amerykańskie ale pożyteczne ze wszech miar święto zakochanych przed nami. Nie uciekniecie przed nim, ani przed wydatkami bo 14 lutego prezent i kwiaty, 8 marca kwiaty i prezent – więc masz czytelniku tylko miesiąc by się pozbierać finansowo. Ogólnie rzecz biorąc, święto jest nadmuchane przez handlowców, producentów kiczowatych miękkich poduszek-serduszek z pluszu  (miękkich by wybrance było miękko, kiedy trafi wreszcie pod koniec dnia do łóżka partnera) i media czujące jednodniowy super temat do sprzedania. Bo o sprzedaż tu chodzi szanowni zakochani. Nie o Wasze miłosne potrzeby i ekstazę uniesień. Macie przecież kupować, kupować i kupować. Począwszy od grawerowanych wierszykami kłódek wieszanych na mostach po wieczne czasy, poprzez pocztówki wysyłane do kochasia z wakacji aż po droższe „wyrazy miłości” w postaci pierścionka, kolii czy najnowszego modelu autka.

Jesteśmy po uszy uwikłani w te ciągłe święta, społecznie akceptowane, bez możliwości jakiejkolwiek zmiany. Nie wierzycie? Proszę bardzo – wspomniane Walentynki i Dzień Kobiet – spróbuj tylko nic nie kupić, Wielkanoc – kartki z gotowymi życzeniami, jajka, zajączki, jedzenie jedzenie jedzenie, Tłusty Czwartek i Śledzik – pączki, duuużo pączków i śledziki lubiące pływać, Święto Zmarłych – znicze w dużych ilościach, ale koniecznie większe niż na sąsiednich grobach i palące się co najmniej 124 i pół godziny, św. Mikołaj i Boże Narodzenie – prezenty dziecięce, małżeńskie, poza małżeńskie, pocztówki z gotowym tekstem, jedzenie jedzenie jedzenie, Sylwester – szampany, kartki życzeniowe gotowce, petardy i ognie bengalskie, jedzenie jedzenie jedzenie. I od nowa w Nowy Rok.

I co? Da się od tego handlowego przymusu uciec? Nie bardzo chyba.

Most miłości na Kłodnicą w ciągu ul Berbeckiego w Gliwicach jest obwieszony setkami kłódek, ale ciekawe czy dawni zakochani którym znudził się już partner przychodzą tu z kluczykiem by nieaktualną kłódkę wrzucić do rzeki? Dawniej nieszczęsną miłość kończyło się skokiem do rzeki z kamieniem u szyi, teraz wrzuca się kłódkę i sprawa załatwiona.

Walentynki 2018

Ale wróćmy do Walentynek. Nie zauważyliście Państwo, że dzisiejszy jednodniowy stan uniesień miłosnych pokazywanych publicznie, był w naszej historii od zawsze, tylko jakby inny? Nikt nie manifestował z transparentem na ulicy uwielbienia dla pani Zosi z parteru albo pana Heńka z pracy. To były bardzo prywatne i skrzętnie pielęgnowane miłości na dziesiątki lat. Bez kłódek i pluszowych serduszek. Działają do dziś

Wystarczy przejrzeć stare pocztówki miłosne i popatrzeć w oczy zakochanym – tam są i kłódki i bombonierki i tulipany – wszystko prawdziwe na zawsze. Gdzie na randki chadzano? Każdy miał swoje miejsca w mieście, gdzie odważał się przytulić najpierw paluszki. Rzadko dostawało się więcej, bo miłość miała być prawdziwa rodzinna, a nie jakieś świństwa w głowie. Potem przyszła epoka kina, ale tam tylko objąć się partnerkę dało bo krzesła twarde i mocno skrzypiące były. A po kinie tramwajem do domu, jakiś całus się trafiał żeby zaakcentować podziękowanie i już.

Prywatka była już wyższym stopniem jazdy zakochanych, bo to i wino było, muzyka, tango-przytulango, światło jakoś gasło i … nagle otwierały się drzwi zalewając mroczny pokój światłem z przedpokoju – rodzice wracali nadspodziewanie szybko! Przerwali brutalnie kolejne prywatkowe etapy wieczorku zapoznawczego, widocznie wiedzieli z własnego doświadczenia co się święcić może.

Ale to co działo się w kwestii miłości jeszcze u Greków to była dopiero miłość. Artyści tworzyli prawdziwe dzieła do tego tematu. Rzeźby takie do dziś powodują wstrząs „estetyczny” u oglądających marmurowe amorki, całujące się pary, omdlewające przeważnie gołe boginie. W ucywilizowanych dzisiejszych warunkach tamte dzieła sztuki nawet nie są oglądane, bo niby gdzie?

W Gliwicach jedyne rzeźby to zimne lwy, nagie diabły i kilka kamiennych postaci sprzed wieku. Żadnej miłości i uniesienia w marmurach nie zobaczymy. Stąd chyba odkrycie sposobu dokumentowania swojej miłości żelazną kłódką i lizakiem „I love you”
Zupełnie innym sposobem pokazywali miłość malarze. W zależności od upodobania artysty, sceny są mniej lub bardziej ekscytujące. Prezentujemy Państwu w poszczególnych galeriach prawdziwe dzieła sztuki, co prawda większość pań jest tam goła ale to przecież miłość jest! I to są dopiero Walentynki, nie to co dziś!

Grecy odważali się pokazać nawet miłość homoseksualną, widocznie tak dawniej też było. Dla przykładu, uwielbiany przez panie Apollo z mitologii greckiej, był miłośnikiem młodych chłopców.

Apollo upatrzył sobie na kochanka młodego pięknego Hiacynta. Niestety, ich miłość została brutalnie przerwana przez przypadek. Podczas zabawy rzucania dyskiem, Hiacynt chcąc zaimponować swemu kochankowi pobiegł aby złapać dysk w locie, lecz został nim uderzony, upadł na ziemię i zmarł. Znający jednak realia świata bogów greckich dopowiadają, że to inny miłośnik młodych chłopców – bóg wiatru Zefir, zazdrosny, że Hiacynt wybrał Apolla a nie jego do miłosnych igraszek, dmuchnął i zmienił tor lotu dysku, tak by zranić i zabić Hiacynta. Apollo zabrał ciało kochanka na Olimp a z jego przelanej błękitnej krwi stworzył kwiat – błękitnego hiacynta.

Inaczej trochę niż jest to przyjęte, wyglądała miłość Narcyza. Ludzie wymyślili bujdę że on kochał tylko siebie, a to nieprawda. Narcyz był bardzo urodziwym młodzieńcem. Czas spędzał w górach lub lasach na polowaniach, znały go więc wszystkie nimfy i wszystkie się w nim kochały. Jak inne boginki, zakochała się w nim nimfa Echo ale niestety bez wzajemności. Pogrążyła się więc w rozpaczy i stopniowo nikła, aż wreszcie pozostał z niej tylko głos, powtarzający ostatnie zasłyszane słowa. A teraz o tym kochaniu Narcyza. Okazuje się że młodzieniec miał siostrę bliźniaczkę, podobną do niego z wyglądu jak dwie krople wody. Prawdopodobnie zakochał się w siostrze lecz dziewczyna zmarła. Wtedy Narcyz, tak podobny do siostry, wpatrywał się nad wodą w swoją twarz, gdyż przypominała mu oblicze drogiej zmarłej; nie chciał bowiem zapomnieć jej wyglądu. Wydawało mu się, że to jej twarz widzi, co koiło jego cierpienie. Narcyz tak długo stał nad źródłem, że zapuścił tam korzenie a jego ciało uległo przemianie w kwiat narcyza przeglądający się wiosną i latem w zwierciadle wody.

Od miłości nie da się uciec, kochajmy zatem póki jest na nią czas i póki ją masz. Bo jak pisze mistrz Niemcewicz:

„Miłość jest jak cień człowieka,
Szkoda, kto dla niej wiek trwoni,
Kiedy ją gonisz, ucieka,
Kiedy uciekasz, to goni.”

Marian Jabłoński 2018

Walentynki w Gliwicach 2018 (fot. A. Baron):

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę zatwierdź swój komentarz!
Podaj swoje imię i nazwisko