Żubra spotkasz po obiedzie

W poszukiwaniu przygód wraz z grupką znajomych wybrałam się na drugi koniec Polski. Daleka mityczna mroźna północ. Zaskakująco Białowieża i okolice przywitały nas słońcem i ujemną temperaturą. Takie połączenie poskutkowało piękną pogodą i błękitnym niebem. Puszcza Białowieska zachwyca o każdej porze roku. Wysokie szlachetne buki, energetyczne świerki i całe mnóstwo innych gatunków flory i fauny. Nas jednak zainteresował jeden konkretny gatunek. Bison bonasus (łac.) - po polsku żubr.

Pierwszego przedstawiciela tego gatunku spotkaliśmy podczas jego kolacji, koło paśnika. Młody osobnik spoglądał na nas spod byka, więc zachowaliśmy bezpieczną odległość około 150 metrów. Spotkanie z żubrem tuż przy granicy z Białorusią zdziwiło nawet patrol Straży Granicznej, który zatrzymał nas i przepytał wnikliwe po jednym z naszych spacerów. “Mieliście Państwo szczęście, że go spotkaliście” – powiedział jeden ze strażników. “Chcecie zobaczyć całe stado?” – zapytał drugi. “Oczywiście” – krzyknęli wszyscy jednocześnie. Strażnik zdradził miejscówkę żubrzego stada. Nazajutrz rano jeszcze przed wschodem Słońca wyposażeni w aparaty i termos z ciepłą herbatą udaliśmy się na “polowanie”. Kilkukrotnie przejechaliśmy obok wskazanej przez strażników granicznych lokalizacji. Niestety na próżno.

Po południu nieco podłamani na duchu niepowodzeniem naszego “safari”, ale przede wszystkim głodni pojechaliśmy do karczmy w miejscowości Budy. Oryginalny wystrój wewnątrz i na zewnątrz, potrawy i przyprawy z regionu, a to wszystko w ramach skansenu etnograficznego. Zapowiadało się bardzo dobrze. Do stolika podszedł kelner i kucharz w jednej osobie. Polecił nowości z karty, złożyliśmy zamówienie. Pan na odchodne zapytał się czy mamy już zdjęcie z “ich żubrem”. “Mamy!” – powiedziałam z dumą, “ba nawet mam z nim selfie” – dodałam po chwili. Pan kelner nieco się zdziwił. Jedna ze znajomych zapytała, czy chodzi o tego żubra na końcu sali. “Eeee nie, chodziło mi o żywego, a nie wypchanego!” – powiedział z dumą pan kelner “Jak poczekacie do deseru, czyli do godz. 13:30 to zobaczycie prawdziwego. Zawołam Was”. Zjedliśmy pyszny obiad i z zapartym tchem czekaliśmy na Wojtka, bo takie imię dostał żubr od mieszkańców Bud, ponoć na cześć zasłużonego dla Puszczy leśniczego. Po obiedzie jak przepowiedział kelner zjawił się Wojtek, nastoletni żubr z ułamanym prawym rogiem.

Żubr Wojtek z miejscowości Budy to prawdziwy celebryta! (fot. Agnieszka Baron):

Przychodzi tu od 2-3 lat. Rezydent można rzec, z manierami. Przechodzi przez furtki a wodą podzieli się z kotem. Nie pogardzi jabłkiem, bananem w skórce czy resztkami z karczmy, a nawet kanapką ze smalcem. Da się też pogłaskać po głowie i pięknie zapozuje do zdjęcia. Wojtka już kilka razy próbowano się pozbyć, ale za każdym razem wracał. Raz po dwóch dniach, drugi raz po sześciu. Żubr z Bud to prawdziwy celebryta. Jego historia została zaprezentowana w ogólnopolskich stacjach telewizyjnych. Wojtek czuje się przed aparatem jak ryba w wodzie. Oceńcie sami!

Czytaj magazyn eIMPERIUM: