„Praca daje mi satysfakcję” – Marek Pszonak, przewodniczący Rady Miasta Gliwice i sekretarz metropolii

Andrzej Wawrzyczek (Magazyn eIMPERIUM): Wiadomo, że jest Pan radnym Rady Miasta w Gliwicach i jej przewodniczącym, ale od niedawna pełni Pan również inną ważną, ponadlokalną funkcję – jest Pan sekretarzem Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, czyli tworu powołanego na podstawie ustawy przyjętej przez parlament na początku obecnej kadencji. Musiał Pan wygrać konkurs, żeby objąć to stanowisko?

Marek Pszonak: Ta nowa funkcja i zadania, które mi powierzono nie wzięła się znikąd. Gdy w 2007 roku zostałem asystentem marszałka województwa śląskiego, nie przypuszczałem wtedy, że zwiążę się z samorządem wojewódzkim na tak długi okres. Przez te 10 lat zajmowałem się przede wszystkim sprawami związanymi z organizacją urzędu, a w ostatnim okresie pracy blisko współpracowałem z Kazimierzem Karolczakiem – wówczas członkiem zarządu województwa śląskiego. Gdy więc powstała metropolia, a Kazimierz Karolczak został jej szefem, zwrócił się do mnie z propozycją objęcia funkcji sekretarza, czyli osoby, której głównym zadaniem jest organizowanie urzędu metropolitalnego. Jako pracownik samorządowy, zgodnie z ustawą o pracownikach samorządowych, mogłem zostać przeniesiony na zasadzie porozumienia stron. Skorzystałem z tej możliwości i od października zeszłego roku faktycznie jestem sekretarzem metropolii, nowego organu ponadlokalnego, działającego w naszej konurbacji.  

Andrzej Wawrzyczek: 10-letnie doświadczenie z Urzędu Marszałkowskiego z pewnością się w nowym miejscu przyda.

Marek Pszonak: To doświadczenie do olbrzymi kapitał. W Urzędzie Marszałkowskim współpracowałem z wieloma doświadczonymi urzędnikami od których uczyłem się kwestii zarządczych. Przyszedł czas na to  aby te umiejętności wykorzystać przy tworzeniu urzędu metropolitalnego. Urząd już jest, działa i powoli mieszkańcy metropolii mają okazję o tym się przekonać. Za nami już pierwsze decyzje związane z nowymi taryfami obowiązującymi w komunikacji miejskiej na obszarze metropolii. Wkrótce kolejne decyzje związane z uruchomieniem roweru metropolitalnego który, mam nadzieję, funkcjonować będzie również na obszarze Gliwic.

AW: Przywykliśmy, że wysocy urzędnicy organów regionalnych wybierani się z uwzględnieniem pewnego parytetu. Tymczasem w zarządzie Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii mamy silną reprezentację gliwicką. Oprócz Pana członkiem zarządu jest również Grzegorz Kwitek, były naczelnik Wydziału Zamówień Publicznych w gliwickim magistracie.

MP: Tutaj muszę nieco zdementować, mianowicie sekretarz metropolii, podobnie jak skarbnik metropolii, nie jest członkiem zarządu. Mogą oni brać udział w posiedzeniach zarządu, ale tylko z głosem doradczym. W pięcioosobowym zarządzie Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii są przedstawiciele wszystkich pięciu podregionów wchodzących w skład metropolii.

AW: Podsumowując, sekretarz metropolii to raczej odpowiednik dyrektora urzędu miejskiego, niż sekretarza miasta. Nie mniej, tworzenie od podstaw zupełnie nowego urzędu to nie lada wyzwanie, jakie przed Panem postawiono.

MP: Myślę że i jedno i drugie, ponieważ wykonuję zarówno ustawowe zadania przypisane sekretarzowi jak również te związane z tworzeniem i organizacją Urzędu Metropolitalnego.

GZM to pierwsza w naszym kraju metropolia powołana w drodze ustawy, więc i tworzenie Urzędu Metropolitalnego to nie lada wyzwanie. Nikt w naszym kraju jeszcze tego nie robił. Nowo tworzona metropolia to niewątpliwie duże możliwości dla naszego regionu, ale też ogromne oczekiwania naszych mieszkańców. Jej utworzenie daje nam realne szanse  lepszej i efektywniejszej realizacji zadań ustawowo przypisanych samorządom.

AW: Jakiego rodzaju będą to zadania? Na razie faktycznie najgłośniej jest o funkcji organizatora transportu zbiorowego, ale to chyba nie wyczerpuje zakresu odpowiedzialności metropolii.

MP: Zadania metropolii są ściśle określone w Ustawie o związku metropolitalnym w województwie śląskim i oprócz tej wspomnianej komunikacji miejskiej są to planowanie przestrzenne, rozwój społeczno-gospodarczy i promocja obszaru metropolitalnego. Koniec końców dużo będzie zależało od woli gmin, od tego które zadania zechcą przekazać do metropolii. Powinny to być te zadania które, dzięki ich wspólnej realizacji, będą tańsze i bardziej efektywne.

AW: Czyli ta lista nie jest jeszcze zamknięta. Może być tak, że kompetencje metropolii będą stopniowo rosły?

MP: Może się tak zdarzyć. Konieczne do tego będą jednak odpowiednie porozumienia pomiędzy gminami i metropolią .

AW: Zacieśnianie współpracy między miastami i zwiększanie kompetencji urzędu metropolitalnego to będą poniekąd kolejne kroki w stronę tego, co marzy się wielu mieszkańcom, a więc utworzenia na obszarze metropolii jednego, dużego miasta. Pana zdaniem to jedno miasto to jest właściwy kierunek rozwoju regionu?

MP: Myślę, że są zadania których realizacja jest i pozostanie zasadna na poziomie urzędu gminy. Trudno byłoby mieszkańcowi Gliwic z każdą sprawą udawać się do Katowic, czy innego miejsca, które stałoby się siedzibą urzędów „super miasta” w takim zjednoczonym organizmie. Część kompetencji z pewnością powinna więc pozostać na szczeblu lokalnym, żeby codzienne problemy można było załatwiać jak najbliżej ludzi. Ale gros zadań ma też charakter ponadlokalny i lepiej będzie, gdy otworzy się możliwość ich scentralizowania w rękach jednego, dużego, silnego podmiotu, który na arenie krajowej będzie miał większe możliwości niż każda z gmin oddzielnie.

AW: Panuje opinia, że prezydenci, burmistrzowie i wójtowie niechętnie rezygnują ze swoich kompetencji na rzecz instytucji zewnętrznych. Jak Pan myśli, znając nastawienie włodarzy metropolitalnych gmin, czy chętnie będą dzielić się swoimi prerogatywami z zarządem metropolii?

MP: Najpierw to zarząd metropolii musi się wykazać, że działa sprawnie, a jeśli do tego dojdzie to też te rozmowy będą bardziej konkretne. To też wcale nie musi odbywać się na zasadzie przejmowania zadań, ale koordynowania ich na poziomie metropolii. To może być wspólny zakup energii czy powołanie wspomnianego roweru metropolitalnego.

AW: Wspólny zakup energii przywodzi mi na myśl poprzedni GZM, czyli Górnośląski Związek Metropolitalny, dla którego było to jedno z głównych zadań, bo innych po prostu nie było. Poprzednik dzisiejszej metropolii ze sprawnością działania miał niestety spore problemy, co niejednokrotnie mu wypominano.

MP: Ja myślę jednak, że dobrze się stało, że nieistniejący już Górnośląski Związek Metropolitalny powstał i przez kilka lat funkcjonował. Był to bowiem zalążek do powstania Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Uwarunkowania, które miał dawny GZM były zupełnie inne, niż możliwości metropolii. Był to związek międzygminny, który miał ogromne ograniczenia w swojej działalności. Dzisiejsza metropolia ma natomiast do dyspozycji zapisy ustawy, które czynią z niej podmiot o wiele silniejszy, z precyzyjnie określonymi zadaniami do wykonania. Jest to dzisiaj podmiot utożsamiany z samorządem.

AW: Wspomnieliśmy o Pana przeszło 10-letnim już doświadczeniu w jednostce organizującej pracę organu wykonawczego samorządu. Ale ma Pan również doświadczenie i to dużo większe w gremium uchwałodawczym, jakim jest Rada Miasta Gliwice.

MP: Tutaj historia sięga 1998 roku. Wtedy właśnie, po namowach mojego dobrego przyjaciela, świętej pamięci ojca Hilarego z parafii Franciszkanów zostałem kandydatem do Rady Miasta. Namówił mnie na wystartowanie w wyborach z uwagi na to, że nasza dzielnica – pochodzę z tzw. trójkąta, czyli ulicy Błogosławionego Czesława – również potrzebowała swojego przedstawiciela w magistracie. Byłem niechętny temu pomysłowi, ale po czasie zdecydowałem się kandydować z Forum Mieszkańców Gliwic – bodajże tak to się wówczas nazywało – z dziewiątej pozycji na liście. Dość nieoczekiwania udało mi się wtedy zdobyć mandat radnego, który sprawuję do dziś, a więc już 20 lat.

AW: A jakim argumentem udało się ojcowi Hilaremu Pana przekonać?

MP: Znaliśmy się od lat, spędziliśmy wspólnie bardzo wiele czasu, był zresztą naszym przyjacielem domu i znał mnie bardzo dobrze. Dodam może tylko, że w parafii Franciszkanów byłem wcześniej przez 20 lat ministrantem. Ojciec Hilary wierzył, że wspólnie jesteśmy w stanie wypracować coś dla naszej dzielnicy, parafii, a może nawet szerzej – dla miasta.

AW: Ten tzw. trójkąt to jest dzielnica, która nie ma w Gliwicach zbyt dobrej opinii. Faktycznie diabeł jest taki straszny, jak go malują, czy jest w tym jednak więcej przesady?

MP: Wychowałem się w tej dzielnicy i mieszkałem tam przez przeszło 30 lat, tym samym udowadniając, że jest to zdecydowanie miejsce do życia. Można tam bezpiecznie dorastać, można się kształcić, można mieć marzenia i koniec końców te marzenia zrealizować. Oczywiście przez wiele lat była to mocno zapomniana część miasta, do tego mocno zdewastowana. Wiele budynku miało nieuregulowany stan prawny w tzw. tymczasowym zarządzie, co uniemożliwiało realizację na ich terenie jakichkolwiek inwestycji i potęgowało proces degradacji. Patrząc jednak z perspektywy czasu na tę dzielnicę i ten czas, który tam spędziłem – w szkole czy na podwórku z kolegami, z których wielu bardzo dobrze radzi sobie dziś w życiu – muszę powiedzieć, że daliśmy radę.

AW: Sentyment ewidentnie u Pana pozostał, bo jest Pan wciąż związany ze swoją rodzinną dzielnicą. W wyborach niezmiennie startuje Pan z okręgu nr 3 obejmującego właśnie obszar na wschód od Śródmieścia aż do Sośnicy.

MP: Oczywiście, jest to mój okręg wyborczy, ale staram się w nim nie zamykać. Moje cele i zamierzenia dotyczą więc całego obszaru miasta. Wszędzie tam, gdzie widzę jakiś problem staram się pomóc, doradzić i znaleźć najlepsze rozwiązanie. Nie dzielę ludzi na moich wyborców i pozostałych. To jest nasze miasto, to są nasze Gliwice i wszyscy powinniśmy być radnymi całego miasta.

AW: Od 20 lat startuje Pan w kolejnych wyborach samorządowych. Już bardziej z przyzwyczajenia, czy faktycznie ciągle widzi Pan dla siebie miejsce w tej Radzie i stawia przed sobą kolejne cele do zrealizowania?

MP: Każdy okres w Radzie Miasta jest inny. Z czasem stopniowo zmienia się perspektywa patrzenia na rzeczywistość. Rośnie też doświadczenie, które zaczyna procentować. Pierwsza, druga kadencja to było faktycznie spoglądanie głównie w stronę swojej dzielnicy, swojego okręgu wyborczego. Ten horyzont stopniowo się jednak poszerza, a możliwości, które stwarza bycie radnym skłaniają do myślenia o zrównoważonym rozwoju całego miasta. Z perspektywy mojej wieloletniej współpracy z prezydentem Zygmuntem Frankiewiczem oceniam, że Gliwice stały się takim miastem, w którym chce się mieszkać, ale widzi się również dalsze możliwości rozwoju na kolejne lata, możliwości które pozwolą na dobre życie w tym mieście również kolejnych pokoleń.

AW: Radny Rady Miasta to osoba, od której mieszkańcy często oczekują “patrzenia władzy na ręce” oraz wsparcia w rozwiązywaniu problemów, często również takich, które wynikają ze złych decyzji urzędników. Tymczasem dla radnych z ugrupowania wspierającego prezydenta – Koalicji dla Gliwic Zygmunta Frankiewicza – wskazywanie i nagłaśnianie przypadków urzędniczych błędów może być, delikatnie mówiąc, niewygodne.

MP: Każdy radny po swojemu odnajduje swoją rolę w Radzie Miasta. Jedni współpracują z radami osiedli, inni z organizacjami pozarządowymi, jeszcze inni sami chodzą po dzielnicy, zbierając tematy, którymi później mogliby się zajmować. Myślę, że każde z tych podejść jest potrzebne i warte wkładanej w nie pracy. Ja od jakiegoś czasu posługuję się dewizą, że z ludźmi należy rozmawiać – z każdym, kto ma jakiś pomysł lub problem warto się spotkać. Ludzie często oczekują też, żeby im po prostu doradzić. Często bywa tak, że problemy, które na pozór wydają się nie do przebrnięcia, dzięki naszemu, radnych wieloletniemu doświadczeniu w samorządzie, udaje się sprawnie rozwiązać. Potrafimy pchnąć sprawy na takie tory, o których istnieniu mieszkańcy mogą nawet nie mieć pojęcia. To też jest ważna rola radnych, żeby im takie ścieżki wskazywać. Oczywiście każdy z nas patrzy na miasto nieco inaczej. Część radnych skupia się na problemach dzieci i młodzieży, inni kierują swoje starania do seniorów, jeszcze inni w kwestie bezpieczeństwa, sportu, inwestycji…. Łącząc te nasze zainteresowania jesteśmy w stanie wspólnie pozytywnie tutaj funkcjonować. Nawet jeśli ktoś już jest w Radzie cztery czy pięć kadencji, to z pewnością wciąż ma nowe pomysły na poprawę jakości życia w mieście.

AW: Drugi raz pełni Pan funkcję przewodniczącego Rady Miasta. To nie jest wyłącznie prestiżowe stanowisko. Wiążą się z nim również większe, niż u innych radnych możliwości. Dysponuje Pan między innymi inicjatywą uchwałodawczą i może składać Radzie propozycje uchwał.

MP: Rola przewodniczącego Rady Miasta jest precyzyjnie określona w Ustawie o samorządzie gminnym i sprowadza się do organizacji pracy Rady i prowadzenia sesji. To są te dwa główne elementy, które są zawarte w ustawie i tak naprawdę wokół tego jest ta praca przewodniczącego Rady Miasta określona. Przewodniczący nie jest w żadnym razie zwierzchnikiem służbowym pozostałych radnych czy ich kierownikiem. Formalnie jest dokładnie takim samym radnym, jak pozostałych dwudziestu czterech. Ma tylko dodatkowe obowiązki organizacyjne.

AW: Dodać można, że inicjatywę uchwałodawczą mają też pozostali radni pod warunkiem, że występują w grupie co najmniej pięciu osób. Nie mniej możliwość ta nie jest wykorzystywana zbyt często. W tej kadencji przykłady inicjatywy uchwałodawczej radnych można chyba policzyć na palcach jednej ręki. Czy to znaczy, że gliwiccy radni są mało aktywni?

MP: Inicjatywa uchwałodawcza to nie jest jedyne narzędzie, z których mogą korzystać radni. Możliwości działania jest dużo więcej i zapewniam, że radni chętnie z nich korzystają. Każdy radny ma chociażby możliwość złożenia interpelacji do organu wykonawczego, czyli prezydenta miasta, dzięki czemu może pośrednio realizować swoje cele. Każdy radny działa również w komisjach Rady Miasta – zwykle dwóch, a czasem nawet trzech – które również posiadają inicjatywę uchwałodawczą. Tych elementów jest więc dużo, a formuła inicjatywy uchwałodawczej grupy radnych  to tylko jedna z wielu możliwości działania organu uchwałodawczo-kontrolnego, jakim jest Rada Miasta.

AW: A jak Pan ocenia pracę Rady Miasta w tej kadencji? Bo tutaj można wskazać na pewien spór. Jedni twierdzą, że dobra Rada to rada zgodna, bo tylko zgoda buduje. Inni uważają, że efekty przynieść może tylko pozytywny ferment, starcie odmiennych poglądów, które pozwala budować pewien konsensus.

MP: Jeśli tylko spierają się stanowiska i wychodzi z tego coś dobrego to na pewno jest to pozytywne i warto tak pracować. Ale oceną naszej pracy koniec końców i tak zajmą się mieszkańcy podczas jesiennych wyborów. Cieszy to, że potrafimy mieć różne zdania, ale wychodzić z tego z kompromisem i konkretnymi decyzjami. Zdarza się, że mamy te zdania podzielone i bardzo dobrze że tak jest. Byłoby zupełnie niezrozumiałe, gdybyśmy zawsze wszyscy mówili jednym głosem. Ważne jest to, żebyśmy nasze opinie wypowiadali bez negatywnych emocji, w taki sposób który nie obraża adwersarza. Myślę, że w tej kadencji to akurat zostało dochowane i jest powodem do zadowolenia.

AW: Wspomniał Pan o zbliżających się wyborach. Podjął już Pan decyzję, czy będzie ubiegał się o mandat po raz kolejny?

MP: Do wyborów mamy jeszcze kilka miesięcy, więc póki co nie wybiegam aż tak daleko w przyszłość. W tej kadencji wciąż mamy bardzo wiele do zrobienia. Przed nami jeszcze co najmniej pięć …może sześć sesji i kilkadziesiąt uchwał do podjęcia, także to kto będzie kandydował, z jakiego okręgu i miejsca to jeszcze czas pokaże. Dzisiaj raczej zastanawiamy się nad zupełnie inną kwestią. Zmiany wprowadzone przez ustawodawcę w Kodeksie wyborczym budzą bowiem olbrzymie wątpliwości w jakich warunkach odbędą się te wybory. Mówię tu o takich kwestiach, jak podwójna ilość komisji wyborczych czy techniczne możliwości stałej obecności kamer w lokalach wyborczych. Te i wiele innych kwestii, które zostały zmienione w procedurze wyborczej powodują u nas niepokój, czy uda się utrzymać dotychczasowy standard realizacji procedur wyborczych.

Andrzej Wawrzyczek: Pracuje Pan w Katowicach dodatkowo ma też obowiązki tutaj w Gliwicach w Radzie Miasta. Jest Pan więc raczej dość zapracowaną osobą.

Marek Pszonak: Ale ja bardzo lubię pracować. Lubię być człowiekiem zajętym, bo daje mi to ogromną satysfakcję. Ale znajduję również czas na inne rzeczy. Wolny czas spędzam z rodziną. Mam też swoje pasje, w których potrafię się spełnić…gram w piłkę, uprawiam ogródek, grywam na gitarze. Pozwala mi to złapać pewien dystans i odpocząć, żeby później znów móc rzucić się w wir pracy ze zdwojoną aktywnością.

Czytaj magazyn eIMPERIUM: https://issuu.com/eimperium/docs/magazyn_eimperium_nr_20