Detektyw historii na tropie złotych kominów! [ŻART PRIMAAPRILISOWY]

Jest rok 2006. Trwają prace przy wznoszeniu budynku przy ul. Krupniczej 9 w Gliwicach. Wszyscy pamiętają ten budynek przed zburzeniem, bo tam na parterze funkcjonował sklep rybny i to jeszcze w okresie, gdy patronem ulicy było ORMO. Nowy obiekt rośnie jednak bardzo powoli i co jakiś czas praca zamiera. Tutaj właśnie zaczyna się nasza opowieść o złotych kominach. Tych prawdziwych, dymiących od zawsze. Ale nie tylko dymiących. Pewnego dnia, okazało się, że ekipa budowlana nie pokazała się w ogóle w pracy. I już nigdy tu nie wróciła. Okazało się – a to informacje prawie prawdziwe – że podczas rozbiórki komina robotnicy odkryli ukryty w nim skarb. Oczywiście szybko majster zarządził koniec pracy, a skarbem się prawdopodobnie podzielono, mniej lub bardziej sprawiedliwie. W zasadzie nie ma się co dziwić, że w kominie było złoto, brylanty, platyna – wszak dzisiejsza ul. Krupnicza, dawniej Ormowców przed wojną nosiła nazwę Judenstrasse – ul. Żydowska. Udało mi się wówczas zrobić zdjęcia owego komina – są w galerii poniżej.

Poszukiwacze skarbów mają już wyrobione sposoby pozyskiwania wiedzy o „złotych” miejscach. Jednym z nich jest dokładna analiza starych map terenu, a zwłaszcza rozmaitych dopisków. W kolejnej galerii zdjęć pokazuję starą mapę Gliwic. Ale tylko uważny poszukiwacz wie co z nią zrobić. Proszę popatrzeć – obszar który stał się „złotonośny” widać tylko w określonej pochylonej pozycji arkusza mapy. Normalnie patrząc nic nie widać. Nie wiem czym dopisek jest zrobiony, ale ten kamuflaż działa. Napis to Gold Schlot, nie do końca jest jasne polskie tłumaczenie, ale chodzi prawdopodobnie o „Złoty komin”. Dlaczego skarby są ukrywane w kominach? To proste – kiedy budynek się zawali lub spali zawsze zostaje komin wraz z ukrytym skarbem, po który prędzej czy później ktoś się „zgłosi”. Poszukiwania takiego miejsca w obecnym Lesie Miejskim – gdyż mapa wyraźnie wskazuje na ten obszar – wymagają po prostu czasu. To, co 70 lat temu tu istniało już dawno zniknęło, pozostały tylko fragmenty murów budynków, jakieś tajemnicze tunele i studzienki o nieznanym przeznaczeniu. Ale – w końcu dotarłem tam gdzie trzeba, i opłaciło się. Złoto, złoto, złoto.

Inną metodą poszukiwania złota z dawnych lat jest dokładna analiza znalezionych lub pozyskanych rękopisów. Tu jest czasami mnóstwo informacji o schowanych skarbach. Jak zawsze, sporo czasu upływa zanim się dotrze we właściwe miejsce. Pomocne jest zwykłe opukiwanie ścian, kominów czy posadzek. Tam, gdzie uderzenie jest „głuche” – trzeba po prostu kuć. Zawsze się na coś trafi. W przypadku odkrycia pokazywanego na zdjęciach, ekscytuje mały kluczyk w pudełeczku. Gdzie jest skrytka z zameczkiem do tego kluczyka, jak dotrzeć do takiej wiedzy?

We wszystkich jednak przypadkach odkryć, pozostaje pewien niesmak i moralny niepokój. Właściciel skarbu prawdopodobnie już nigdy po niego nie wróci, ale ile cierpienia, może nawet krwi kryje znalezione trochę złotych lub srebrnych monet, pierścionków czy drogich kamyczków?

Marian Jabłoński 2018 – kwiecień 2018