Pierwsza duża impreza na Arenie Gliwice okiem Mariana Jabłońskiego

Pierwszy występ na arenie Areny Gliwice to ciekawe zjawisko do obserwacji socjologicznej. W tłumie słyszałem wiele różnych języków, raczej mi nieznanych ze słyszenia, więc ci ludzie tu przyjechali specjalnie na występ tego didżeja światowej marki. Nie wiem jak przyjechali, bo parkingi były prawie puste! To się nazywa prawdziwa pasja!
Fotografując płatne parkingi naraziłem się ochroniarzom parkingu rosłym jak dęby, więc przyśpieszonym krokiem udałem się już pod halę.
Podobno bilety było po 220 aż do 700, podobno rozeszło się 15 000 sztuk w pół godziny, podobno hit. Zresztą – w tłumie nie było ludzi starszych niż 40 lat ( to tak na moje oko), sama dorodna młodzież płci obojga. Nie rozrabiał na razie nikt, tylko sikać chcieli bez umiaru. Trzy kabinki rozgrzały się do czerwoności a mniej cierpliwi biegiem zdążali w stronę krzaków po drugiej stronie ul. Kujawskiej.
Dwie ulice – Akademicka i Kujawska w mojej ocenie mają za mało przejść dla pieszych, co powoduje chodzenie lub bieganie przez te ulice byle jak i byle gdzie. Od przejścia do przejścia jest kilkaset metrów więc młodość zmuszana jest do przekraczania przepisów.
Od strony Pszczyńskiej spore grupy tubylców zdążały pod halę swoimi ścieżkami przez krzaki, wertepy jakieś i garaże (szedłem za nimi to wiem). Od strony Akademickiej młodzież skądś się brała przy lodowisku Tafla i przy Mysiej Górce i szybko ze śmiechem szli na spotkanie kilkutysięcznej grupy kolejkowiczów do sektorów widowni. Potem już się nie śmiali.

Autor: Marian Jabłoński