Trawa dla każdego!

Spokojnie, chodzi o trawnik, z którym niemal każdy z nas ma codziennie do czynienia w różnym stopniu i stanie. Te przy domkach jednorodzinnych najczęściej zadbane, ten na stadionie piłkarskim to niedościgniony wzór i są jeszcze nasze wspólne trawniki - tuż koło bloku, w parku miejskim, osiedlowym skwerze czy polana w lesie.

Zielony dywan urzeka nas szczególnie wiosną, kiedy jego intensywny kolor wybudza nas z zimowego letargu. W Polsce jednak w większości przypadków trawnik służy temu, żeby się mu przyglądać z ławki. Równo ścięty, albo zarośnięty w kolorze malachitowym, limetkowym albo o zgrozo po dniach suszy pistacjowym lub… słomkowym. Podziwiamy na odległość, bo tak bezpieczniej dla nas, i trawy oczywiście. Nie wchodzić, nie deptać, nie wyprowadzać psów – po prostu NIE!

Są jednak takie miejsca na globie, gdzie trawa służy do tego, aby po niej chodzić, leżeć i cieszyć się z jej jestestwa. Wiedeń, stolica Austrii, parków w zanadrzu ma kilka. Zadbane, z równo przyciętą zadbaną trawą i ludźmi, którzy na niej leżą! Scena z parku miejskiego. Sobotnie popołudnie. Kolejne tury turystów z całego świata robią sobie zdjęcie ze złocistym pomnikiem austriackiego kompozytora Johanna Straussa (dużo dzieję się też na “drugim planie” przyp. red.), po czym odkrycie – “Eureka, na trawie można leżeć!”.

Już bez sandałów, adidasów suną turyści jak dzieci gołymi stopami po trawie. Kładą się, robią sobie zdjęcia z wypiekami na twarzy. Niezależnie od koloru skóry i… spodni. Właściciele białych spodni za nic sobie mają soczystą zieleń. Jak stoją tak się kładą i cieszą. Japończycy, Rosjanie, Amerykanie, Chińczycy, Słowacy i… my Polacy odkrywamy dzięki takiej wycieczce do Wiednia trawę na nowo.

Wracamy jednak do naszej rzeczywistości. Idziemy do parku, lasu, widzimy polanę i… siadamy na ławce. Po co ryzykować kontakt z ziemią, zwierzęcymi nieczystościami i niestety maleńkimi, ale szalenie niebezpiecznymi, przenoszącymi boreliozę kleszczami? Aby jednak pozostawić czytelnika z czymś optymistycznym, informujemy, że do Wiednia zajedziemy za jakieś 3,5 godziny.

Autor: Agnieszka Baron

Czytaj najnowszy magazyn eIMPERIUM: