Na świecie są ich dziesiątki milinów, w Polsce kilkaset tysięcy, dolega im piękna przypadłość – są bezgranicznie zainfekowani miłością do jazzu.

Mowa oczywiście o fanach gatunku, dla których jesień, to mentalne żniwa, wtedy zbiera się wrażenia, głównie na PalmJazz Festival.

Staruje już 20 października i potrwa ponad miesiąc. W tym czasie PalmJazz będzie dawkować odbiorcom to, co ma w sobie najlepszego – niepowtarzalny w tej części Europy klimat, na który wpływa kompozycja festiwalu, czyli dobór artystów, ściśle zaprojektowany przez dyrektora artystycznego – Krzysztofa Kobylińskiego. On sam koncertuje po całym świecie grając po kilkadziesiąt koncertów rocznie, wyłapuje elementy dobrej organizacji, zaraża się urokiem miejsc, a później przenosi to wszystko na grunt Polski.

PalmJazz 2018 – Cały świat w jednym miejscu? Można tak powiedzieć.

Artyści na PalmJazz przylatują z obu Ameryk, Azji, Afryki i różnych zakątków Europy, tak samo jak ich fani zbierają wrażenia, a później sieją opowieści o tym przedsięwzięciu w swoich codziennych rewirach, tak tworzy się marka PalmJazz. Rozpiętość stylistyczna festiwalu jest całkiem obszerna, granica jednak jest ścisła, ma to być jazz, najlepszy jaki się gra na tej planecie, taki, który powoduje dreszcz po całej długości kręgosłupa i pot na zaciśniętych przez cały koncert dłoniach. Te objawy jazzowej infekcji prawdopodobnie wystąpią już na samym początku, kiedy pierwszego dnia na scenie pojawi się Kurt Elling, jeden z najwybitniejszych wokalistów jazzowych naszych czasów. Jak rozwijamy szerszy wachlarz czołowych nazwisk jazzu naszej ery, to krew przepływa ludzkimi przewodami jakby szybciej: Jan Garbarek – genialne przestrzenne dźwięki saksofonu, Billy Cobham z zespołem – czyli perkusyjne bicie z wdziękiem i pulsacją kompatybilną z biciem ludzkiego serca. Jazzowa Reprezentacja Polski w postaci Stanisława Soyki i Wojciecha Karolaka, inaczej niż w sporcie, nie odstaje on najlepszych na świecie, po prostu nie było im dane urodzić się w USA, ale zagrają „u siebie”, i to jest ich atut.

Jeśli do zawartości tego festiwalu doliczy się muzyków będących absolutnymi odkryciami, składy i nazwiska dopiero torujące swoją ścieżkę do tytułu legendy, ale mające bezsprzeczne predyspozycje, żeby ten tytuł osiągnąć, wtedy można powiedzieć, że PalmJazz Festival jest kompletny i kolejny raz zrobi to, co zwykł przez ostatnie osiem edycji, zagnieździ się w świadomości fanów i nie puści, przynajmniej przez 17 koncertów i kilka godzin po nich, kiedy wrażenia się jeszcze w głowie układają.

Szczegółów dotyczących festiwalu jest wiele, fanów tysiące, możliwość, żeby poznać PalmJazz na własnej skórze jest tylko jedna, w Gliwicach, w ramach IX edycji. Gotowi? Po prostu warto. Wydarzeniu już tradycyjnie patronuje Telewizja Imperium.