Sobotni wieczór, spacer w psem uliczkami miasta. Nagle niespodziewany huk. „Od razu przyszło mi na myśl, że na ulicy obok doszło do wypadku” – relacjonuje st. kpr. Bołdys, który od przeszło 7 lat pełni służbę w Areszcie Śledczym w Gliwicach. Ostatnio najczęściej pracuje przy konwojowaniu więźniów.

Jak opowiada funkcjonariusz, natychmiast udał się w miejsce wypadku – zderzenia czołowego kierowcy audi z motocyklistą. Na miejscu zastał osobę udzielającą pomocy rannemu. Zauważył również 3 osoby, które zaczęły oddalać się z miejsca zdarzenia i podążającego za nimi mężczyznę, jak się później okazało – policjanta po służbie. Szybko ocenił, że sytuacja wymaga jego interwencji. Upewniwszy się, że osoby mają związek ze zdarzeniem i próbują prawdopodobnie uciekać, skutecznie je zatrzymał. Sprawca i jego towarzysze zostali ujęci i oddani w ręce policji, która niebawem przybyła na miejsce zdarzenia.

Jak się później okazało kierujący samochodem osobowym był pijany, a w zdarzeniu interweniowali przypadkowi świadkowie: funkcjonariusz AŚ Gliwice, policjant i ratownik medyczny. Pomimo, że zdarzenie zgromadziło wielu gapiów, poza nimi nikt szczególnie nie spieszył z pomocą. „Ludzie często przyglądają się takim zdarzeniom biernie, wyciągają telefony, obserwują z daleka. My, funkcjonariusze, na co dzień musimy szybko działać, podejmować decyzje, na tym polega służba. Musimy właściwie ocenić sytuację i działać. Także „po godzinach”. Dla nas to naturalne” – dodaje skromnie.

Dwie biorące udział w zdarzeniu osoby trafiły do aresztu. Funkcjonariusz na służbę, a sprawca do celi. Temu ostatniemu za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu, spowodowanie wypadku i nieudzielenie pomocy grozi nie tylko dożywotnie zatrzymanie prawa jazdy, ale nawet 12 lat więzienia. A funkcjonariusz? Jutro czeka go spotkanie z komendantem policji i dyrektorem aresztu.

Źródło: Areszt Śledczy w Gliwicach